Poprzedni temat «» Następny temat
Akira- Droga do tajemniczego ogrodu
Autor Wiadomość
Aria 

Wysłany: 2012-06-22, 12:31   Akira- Droga do tajemniczego ogrodu

wątek założony -> Nie Lip 03, 2011


Cytat:
Akira urodziła się w Celadon City, jednak jakiś czas później jej rodzina przeprowadziła się w spokojniejsze okolice Pallet Town, gdyż jej ojciec, znany pisarz, potrzebował spokoju, by dokończyć swoją kolejną książkę. Było to rodzinne miasto pani Cresswell i wciąż mieszkał tam jej brat wraz z synem, Jordanem.
Akira i o kilka lat starszy od niej chłopiec dogadywali się dość dobrze, jednak nigdy nie zostali przyjaciółmi. Wkrótce zresztą kuzyn dziewczynki wyruszył w swoją podróż pokemon. Gdy czasem wracał do domu, Akira z fascynacją słuchała jego opowieści. Marzyła o dniu, w którym sama wybierze się w tę drogę i przeżyje wiele wspaniałych przygód z wiernymi pokemonami u boku… Miała wielkie oczekiwania, ale i pewne obawy. Czy sobie poradzi w wielkim świecie? Czy będzie dobrym trenerem?...

Gdy zadzwonił budzik, mający zadbać o to, by w ten szczególny dzień Akira zdążyła na czas wyszykować się na spotkanie z profesorem Oakiem, w jej pokoju nie było nikogo. Nie było to szczególnie niezwykłe – można było się spodziewać, że dziewczynka już od dawna kręci się w pobliżu jego laboratorium, zniecierpliwiona i podekscytowana perspektywą otrzymania swojego pierwszego pokemona.
Jednak w rzeczywistości Akira już przed paroma godzinami rozpoczęła swoją podróż, niestety nie tę, w którą tak bardzo pragnęła wyruszyć.
Dziesięciolatka siedziała w samochodzie, trzymając nogi na siedzeniu i obejmując je ramionami. Z obrażoną miną wpatrywała się w okno, co jakiś czas rzucając gniewne spojrzenia na dorosłych. W końcu odezwała się:
- Nadal uważam, że to niesprawiedliwe.
- Rozmawialiśmy już o tym. – Głos mamy wyraźnie mówił, że ma już dosyć tego tematu.
- Tak, ale… Przecież miałam wyruszyć w swoją podróż pokemon! Od tak dawna czekałam na ten dzień! Wiecie, jakie to dla mnie ważne!
- Akiro, są rzeczy ważne i ważniejsze. Jak myślisz, którą z nich jest pogrzeb babci?!
- Czemu ma mnie to obchodzić? Widziała mnie raz w życiu, a ja tego w ogóle nie pamiętam. Czemu ciebie obchodzi? Nawet jej nie znałaś!
- Nieprawda!
- Aha, jasne, spotkałyście się ze dwa razy. Silne więzi rodzinne to podstawa. Szkoda, że nie pomyślała o tym, kiedy zostawiła tatę...!
- Akira, dość – powiedział cicho ojciec. Dziewczynka posłusznie zamilkła, przyciskając zarumieniony policzek do chłodnej szyby.
O skomplikowanej historii swojej rodziny Akira wiedziała niezbyt wiele, jednak te fakty, które znała, nie nastawiały jej pozytywnie do babci. Rzeczywiście nie wychowywała ona ojca Akiry – oddała go do adopcji. Później wyszła za mąż i miała inne dzieci, zapragnęła jednak spotkać się z synem, na co on niekoniecznie miał chęć.
Prawdą było również, że matka dziewczynki spotkała babkę jedynie dwukrotnie – na własnym ślubie oraz wkrótce po narodzinach Akiry.
Łączyły ich z tą kobietą więzi słabsze niż z najdalszymi krewnymi, jednak gdy nagle zmarła, natychmiast wyruszyli w daleką drogę, by zdążyć na jej pogrzeb.
Akira była obrażona i nieszczęśliwa, potrafiła myśleć tylko o odłożeniu w czasie oczekiwanej z takim utęsknieniem podróży.

Po pogrzebie ojciec Akiry rozmawiał z kilkoma osobami, a dziewczynka, na którą nikt nie zwracał zbyt wielkiej uwagi, obserwowała ludzi. Przyglądała się zwłaszcza mężczyźnie, którego przedstawiono jej jako wuja Edwarda Norringtona oraz jego synowi, który musiał być chyba w jej wieku. Po chwili tata wrócił i powiedział, że jego matka zostawiła im jakiś niewielki spadek. Żona i córka spojrzały na niego, zupełnie zaskoczone.
- Ja też nie spodziewałem się, że coś mi zostawi – mruknął pan Cresswell, marszcząc brwi, udali się jednak do kancelarii notarialnej.
Szybko okazało się, że nie o niego chodziło, a – ku jego jeszcze większemu zdziwieniu – o Akirę. Notariusz podniósł lśniący srebrzyście klucz na długim łańcuszku. Dziewczynka odebrała od niego przedmiot i uważnie go obejrzała. Z bliska było widać, że klucz jest pokryty jest skomplikowanymi ornamentami. W pierwszej chwili pomyślała, że to kwiaty, jednak bardziej przypominały wizerunki pokemonów. Akira nie była pewna. Ze skupienia wyrwał ją głos notariusza:
- Jest dla panienki coś jeszcze.
Podniosła na niego pełne zdziwienia spojrzenie, po czym wzięła również niewielką, elegancką, choć dość starą kopertę, na której wierzchu widniało jej imię i nazwisko. Świadoma ciekawskich spojrzeń nie tylko swoich najbliższych, ale także tych chłodnych i jakby nieprzyjaznych potomków babci, schowała papier do kieszeni.
Kiedy wyszła z gabinetu, założyła łańcuszek z kluczem na szyję. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że aż do tej pory ciągle ściskała go w ręce.
Jej rodzice wciąż z kimś rozmawiali, więc znudzona już tym Akira wyszła na zewnątrz i usiadła na niskim murku pod kwitnącą wiśnią. Wyciągnęła liścik i przyjrzała mu się, po czym otworzyła kopertę. W środku znajdowała się jedynie niewielka kartka twardego papieru, trochę przypominająca wizytówkę. Widniało na niej parę słów:

Użyj tego mądrze.

Poniżej zapisano ciąg liczb i liter, w którym Akira rozpoznała współrzędne geograficzne.
W tym momencie usłyszała, że ktoś się zbliża, pospiesznie schowała więc kartkę do koperty i wsunęła całość do kieszeni. Podniosła głowę i zobaczyła wuja Norringtona. Jego jasne, prawie białe włosy kontrastowały z czarnym, kosztownym garniturem, który miał na sobie.
- Piękna rzecz, ten klucz, który dziś otrzymałaś. Mogę go zobaczyć? – Jego głos był uprzejmy i przyjazny. Akira zdjęła łańcuszek i uniosła go przed sobą, wypuściła go jednak z dłoni.
- Cóż, widzisz, ten przedmiot ma dla mnie dużą wartość sentymentalną, a tobie chyba nie jest potrzebny. – Akira zmrużyła oczy. – Jeśli zechciałabyś go na coś wymienić…
- Nie, raczej nie – odpowiedziała, szybko zakładając łańcuszek z powrotem na szyję.
- Chodźmy już, tato – odezwał się stojący kilka kroków dalej chłopiec, ten sam, którego Akira obserwowała na cmentarzu. Przedstawiono ich sobie, jednak dziewczynka zdążyła już zapomnieć jego imię. Był jasnowłosy, tak jak ojciec, i dość wysoki. Wydawał się być nieco znudzony, choć na Akirę zerkał z ledwo skrywaną ciekawością.
- Mogę go od ciebie odkupić.
- Nie wydaje mi się.
- No cóż, jeszcze zobaczymy – mruknął, po czym odszedł wraz z synem. Nim zniknęli jej z oczu, chłopiec obejrzał się jeszcze na Akirę, ale szybko odwrócił głowę, gdy tylko zobaczył, że ona też na niego patrzy.

Minęło już pięć lat od pogrzebu, i tamte wspomnienia zblakły i rozmyły się. Ale od pięciu lat nie rozstawała się z kluczem, który stał się dla niej swego rodzaju amuletem. Od czasu do czasu oglądała również króciutki liścik od babci, jakby spodziewała się, że znajdzie tam jakąś nową informację. I, ku swemu ogromnemu zdumieniu, w końcu znalazła.
Pod współrzędnymi widniały teraz dwa słowa. Imię i nazwisko.

Septimus O’Flaherty

Gdy tylko otrząsnęła się z szoku, raz jeszcze uważnie przeanalizowała całą treść i formę. Oglądając pismo stwierdziła, że wszystkie trzy linijki napisała ta sama osoba, jednak współrzędne i oba nazwiska – to nowe i jej własne na kopercie - musiały zostać zapisane wcześniej, gdy babcia była jeszcze zdrowsza. Litery tworzące krótkie zdanie były chwiejne, jakby osoba pisząca była słaba i schorowana. Porada została więc dodana później.
Co jeszcze? Sam kartonik wydawał się stary już w chwili, gdy go otrzymała. I… ach tak, współrzędne. Do tej pory zdążyła już odkryć, że oznaczają miejsce gdzieś na Wyspach Pomarańczowych, nie miała jednak mapy na tyle dokładnej, by ustalić, o którą dokładnie chodzi.
W tym momencie drzwi do pokoju otworzyły się i do środka wpadł Jordan. Zaskoczona Akira szybko schowała liścik i zamknęła atlas, uspokoiła się jednak, gdy zobaczyła, że to kuzyn. Wciąż miał plecak na ramionach i buty na nogach, więc musiał wrócić zaledwie chwilę temu.
- Hej – rzucił. – Mogę zadać ci standardowe pytanie?
- Jasne – mruknęła, siadając na podłodze pod ścianą i opierając o nią głowę. Przymknęła oczy i czekała na pytanie, które zadawał jej od pięciu lat za każdym razem, gdy wracał do domu.
- Co ty tutaj jeszcze robisz, dziewczyno?!
- Nie wiem – odpowiedziała zgodnie z prawdą.
Pokręcił głową, patrząc na nią z udawanym niesmakiem.
- Mogłabyś naprawdę wiele zdziałać przez ten czas.
- Powiedz to moim rodzicom.
- Nie, chyba jednak wolałbym jednak uniknąć scysji. Miałem nadzieję, że tym razem przyjmą mnie normalniej.
- Wątpię. Ale trzymam kciuki.
Gdy wyszedł, raz jeszcze wyciągnęła mapę i spojrzała na Wyspy Pomarańczowe. Pojadę tam, pomyślała. Wyruszę w podróż pokemon i w końcu dotrę też na te wyspy. Tym razem mnie nie zatrzymają.
Nie mogła pójść do rodziców i po raz tysięczny prosić ich, by pozwolili jej wyruszyć. Nie zniosłaby kolejnej takiej rozmowy. Nie wiedziała, skąd im się to wzięło, ale odkąd wrócili z pogrzebu, nie chcieli nawet słyszeć o podróżach i trenowaniu pokemonów. Dziewczyna podejrzewała, że któryś z tych dziwnych krewnych naopowiadał im czegoś, kiedy Akira nie miała rodzicieli na oku. Przez te pięć lat niemal bezustannie kłóciła się o to z rodzicami, chyba że akurat próbowała być szczególnie miła i wybłagać zgodę. Była zbyt grzeczna, by się zdecydowanie postawić. Przynajmniej do tej pory…
Chciała natychmiast się spakować i wyruszyć, jednak wiedziała, że nie jest to najlepszy pomysł. Swoją ucieczkę z domu zaplanowała i wcieliła w życie dopiero kilka dni później. Miała już spakowany prowiant, ubrania i trochę oszczędności. Napisała kartkę z wiadomością dla rodziców i przyczepiła ją w widocznym miejscu, po czym, korzystając z nieobecności dorosłych, wyszła z domu. Zamknęła za sobą drzwi i ruszyła w świat.
Początek jej wyprawy nie należał jednak do szczególnie wspaniałych czy obiecujących, wciąż nie znalazła bowiem rozwiązania następnego problemu: braku pokemona. Przez te parę lat dużo pomagała profesorowi Oakowi zajmować się tymi stworzeniami, lecz nadal nie miała własnego. Raz, idąc do laboratorium, znalazła przy ścieżce rannego Eevee. Bardzo przejęła się losem stworzonka i zaniosła je do domu profesora, który znajdował się znacznie bliżej niż centrum pokemon. Niestety, biedny mały Eevee był w bardzo ciężkim stanie i nie udało się go uratować. Do dzisiaj Akira smutniała na wspomnienie tego zdarzenia, pozostała jej także sympatia do tego gatunku.
Nie wiedziała, co powinna zrobić ani dokąd się udać. Szła leśną ścieżką, powoli zbliżając się do laboratorium profesora Oaka. Nie była pewna, czy może liczyć na otrzymanie od niego pokemona. Z drugiej strony przez tyle lat chodziła tą drogą i jedynym ciekawym zdarzeniem było znalezienie tamtego Eevee…



Laboratorium profesora było zamknięte, rzadko to się zdarzało, jako, że pomagałaś dużo profesorowi to znałaś ten budynek na wylot. Wiedziałeś, gdzie jest przejście i które okno jest zawsze uchylone, a nawet jak do niego się dostać. Niestety nie wypadało zabierać mu pokemona, bo nie wiedziałaś, czy mógłby ci takiego zaoferować, jednak mogłaś wziąć co i tak w pewnym sensie należało do ciebie, czyli pokedex i pięć pokeballi.
Niestety skrzynki po których mogłaś dostać się do uchylonego okna było mokre, w nocy padał deszcz, teraz świeciło słońce i było ciepło, jednak te miejsce znajdowało się w cieniu.
Choć głupio byłoby w pierwszym dniu podróży zostać złapana przez policję. Rodzice nie byliby wtedy zadowoleni i uwięzili by cię wtedy w swoim pokoju na wieki, co byłoby wielkim kłopotem. Jednak nie miałaś innego sensownego wyjścia, profesor Oak mógł wrócić nawet za kilka dni, a za tą pomoc mu należały ci się te przedmioty. Nie miałaś czasu i musiałaś złapać jeszcze sobie pokemona, bo gdy rodzice zauważą, że cię nie ma rozpoczną poszukiwania, więc najlepiej dla ciebie było jak najszybciej opuścić miasto. Gdyby nie udało ci się opuścić miasta, to dalej mogłabyś tylko słuchać opowieści Jordana, a nie opowiadać mu swoich.
 
 
Aria 

Wysłany: 2012-06-22, 12:32   

Akira

Och, wspaniale, od początku same problemy, pomyślała Akira.
Nieobecności profesora w ogóle nie przewidziała i nie bardzo wiedziała, co teraz zrobić. Najchętniej po prostu by na niego zaczekała, ale nie mogła stracić zbyt wiele cennego czasu. Rodzice, co prawda, mieli wrócić dopiero wieczorem, ale zawsze przecież istniała możliwość, że zmienią plany.
Trzeba będzie podjąć ryzyko.
Mierziła ją myśl o włamaniu do laboratorium profesora, jednak powrót do domu byłby jeszcze gorszy. Pokemona na pewno nie zabierze, ale pokedex i pokeballe? Chyba wszyscy młodzi trenerzy je otrzymywali, a zresztą sobie na nie zasłużyła.
Tak sobie powtarzając, jeszcze raz dokładnie się rozejrzała, nie zobaczyła jednak żywej duszy. Wiedząc, że nie może już dłużej tego odkładać, podeszła do skrzynek. Starała się odpędzić myśl o policji oraz profesorze i nie denerwować się, ale średnio jej to wychodziło.
Spojrzała w górę i zobaczyła, że okno wyglądało na uchylone, tak jak zawsze. Mokre, śliskie skrzynki nie wydawały się szczególnie zachęcające, ale Akira była zdecydowana. Nie dysponowała zbyt dużą siłą, była jednak dość zwinna i miała nadzieję, że to wystarczy. Zaczęła się wspinać z całą ostrożnością, na jaką było ją stać. Na razie szło jej całkiem nieźle, choć obawiała się nawet dodać sobie otuchy taką myślą.
 
 
Aria 

Wysłany: 2012-06-22, 12:32   

Szczęście tobie sprzyjało, udało ci się wejść na samą górę, na przedostatniej skrzyni się zachwiałaś, ponieważ miała lekkie wgłębienie i było na niej bardzo dużo wody deszczowej. Jednak ważne, że udało ci się podołać wyzwaniu. Gdy już miałaś wchodzić do środka usłyszałaś, że ktoś porusza się w stronę laboratorium, wypadało by się ukryć, ale było już za późno.
- Akira? Co ty tam robisz? - odezwał się znajomy głos, był to profesor Oak, wrócił wcześniej, niż się spodziewałaś.
Właśnie w tej chwili zachwiałaś się z wrażenia, nie wiedziałaś co masz zrobić, co odpowiedzieć. Spadałaś, upadek z takiej wysokości mógł cię zabić lub sparaliżować. Gdy byłaś już blisko spotkania z podłożem coś cię odepchnęło w przód, upadłaś na wybawiciela, który upadł na siano, leżące obok. Twoim wybawcą był pokemon, Houndour.
- Jak dobrze, że nic ci się nie stało, ale co ty robiłaś tam na górze, może mi wytłumaczysz, dziewczyno? - zapytał trochę zdenerwowany profesor.
 
 
Aria 

Wysłany: 2012-06-22, 12:34   

Akira

Udało się!, wykrzyknęła w duchu Akira, gdy w końcu dotarła na szczyt. Była z siebie bardzo zadowolona i początkowe zdenerwowanie zaczynało ją opuszczać.
A potem wszystko stało się tak szybko... Spadając, nie zdążyła się nawet przestraszyć, była jedynie zszokowana nagłym widokiem profesora. Dość miękkie lądowanie przyjęła z lekkim zdziwieniem, które natychmiast dodane zostało do sumy jej ogólnego skołowania i zakłopotania.
Zsunęła się ze swego wybawcy, na którym wylądowała, i zerknęła na niego. Houndour. Mieszanka jej dwóch ulubionych typów, mroku i ognia. Była świadoma, że być może tylko jego szybkiemu działaniu zawdzięczała życie, szepnęła więc do niego nieco drżącym głosem:
- Dziękuję.
A potem profesor Oak zadał To Okropne Pytanie.
- Ee, włamywałam się, bo potrzebuję pokeballi i pokedexu, uciekłam z domu i nie mogłam czekać, aż pan wróci - pomyślała nadal oszołomiona i lekko obolała Akira. A później zdała sobie sprawę, że powiedziała to na głos.
 
 
Aria 

Wysłany: 2012-06-22, 12:35   

Profesor Oak po usłyszeniu twoich słów nieco zdębiał, nie spodziewał się, że powiesz mu prawdę, tylko będziesz próbowała wcisnąć jakąś tanią historyjkę.
- Ah.. tak? - powiedział osłupiały profesor. - Przyjmijmy, że nic nie widziałem, dobrze? - dodał po chwili, otrząsając się powoli.
W tym samym czasie ruszył do środka laboratorium, otwierając szybko drzwi. Zadziwiające było tylko to, że nie było innych pracowników laboratorium, możliwe, że w weekendy nie pracowali. Profesor przed wejściem do środka machnął dłonią do ciebie, abyś poszła za nim, obok ciebie dreptał także twój wybawiciel.
Zanim weszłaś do środka profesor zdążył ci wszystko przygotować i czekał na twoje przybycie. Na stole położył, już praktycznie należące do ciebie przedmioty, czyli pokedex i pięć kapsułek. Gdy stanęłaś Houndour zrobił to samo i siedział przy tobie, drapiąc się nogą po własnym ciele.
- Ohh.. bym zapomniał, czy masz już pokemona z którym mogłabyś rozpocząć przygodę? - zapytał profesor.
 
 
Aria 

Wysłany: 2012-06-22, 12:38   

Akira

Akira z ogromną ulgą przyjęła słowa profesora. Nawet gdyby prawda jej się tak nie wyrwała, pewnie i tak ostatecznie nie byłaby zdolna go okłamać. Zbyt dobrze wiedziała, że kłamczucha z niej żadna, chociaż chwilami wolałaby, żeby było inaczej.
Na znak profesora poderwała się ze stosu siana i podążyła za mężczyzną do jego laboratorium, wciąż ciekawie zerkając na Houndoura. Na miejscu przeniosła wzrok na naukowca i przygotowane przez niego przedmioty, po które jeszcze chwilę temu miała się włamywać. Znowu poczuła ulgę i wdzięczność za przymknięcie oka przez profesora.
- Nie, niestety wciąż mi go brakuje - odpowiedziała na jego pytanie, po czym ponownie spojrzała na pokemona u swego boku. - Czy to z jego powodu pana nie było? - zapytała, ciekawa historii stworzenia, którego wcześniej tu z pewnością nie widziała.
 
 
Aria 

Wysłany: 2012-06-22, 12:38   

Gdy odpowiedziałaś przecząco to profesor nieco się zamyślił.
- Trudna sprawa, niestety nie mam żadnego ze starterów, aby ci go wręczyć, ani innych pokemonów gotowych do podróży - powiedział zmartwiony profesor.
- A tego oto znalazłem w lesie, widziałem jak zostawił go jego trener, bo uważał, że jest zbyt łagodny, nie mogłem zostawić go samego w tamtym miejscu, więc zabrałem go ze sobą. Jest ze mną już kilka dni i stale mnie zaskakuje.. - opowiadał profesor.
Houndour nagle zaczął łasić się do twojej nogi, oznajmiając profesorowi, że chce z tobą wyruszyć.
- Widzę, że ciebie lubi - oznajmił profesor. - Nie jest przygotowany do podróży, ale nie jest słabym pokemonem - dodał po chwili.- Jeśli chcesz z nim wyruszyć, to tutaj obok leży jego pokeball - powiedział wskazując na kapsułkę, leżącą na pudle obok przedmiotów przygotowanych dla ciebie.
- Jeśli nie masz pytań, to bierz wszystko i zmykaj, powinnaś wyruszyć już kilka lat temu - oznajmił na koniec z uśmiechem, sięgając do kieszeni i wręczając ci 100$. - To też ci się przyda, pewnie jesteś bez grosza przy duszy. - powiedział, wracając już do swojej pracy.
 
 
Aria 

Wysłany: 2012-06-22, 12:40   

Akira

Dziewczyna zmartwiła się, słysząc, że profesor nie ma dla niej żadnego pokemona. Wcześniej co prawda niezbyt liczyła na to, że dostanie startera, jednak po ostatnim pytaniu zaczęła mieć nadzieję.
Perspektywa podróży w towarzystwie Houndoura natychmiast ją zachwyciła. Jak ktokolwiek mógł go zostawić samego w lesie?
Akira serdecznie podziękowała profesorowi i pożegnała się z nim, zabrała otrzymane rzeczy i wyszła z laboratorium. Tam przykucnęła obok pokemona i podrapała go za uchem, nadal nie dowierzając swojemu szczęściu.
- Mam nadzieję, że uda nam się stworzyć zgrany zespół - powiedziała, uśmiechając się do Houndoura.
Następnie wyciągnęła pokedex, by dowiedzieć się więcej o swoim nowym kompanie, a przy okazji wypróbować urządzenie.
Potem z pokemonem u boku ruszyła w stronę Viridian City, nie chcąc tracić więcej czasu. Na razie nie miała ochoty ukrywać stworzenia w jego pokeballu, wolała cieszyć się jego towarzystwem.
 
 
Aria 

Wysłany: 2012-06-22, 12:40   

Profesor nawet nie usłyszał, że z nim się żegnałaś, chyba na to nawet nie liczył, przy tak wielkim twoim zafascynowaniu.
Gdy drapałaś Houndoura to bardzo polepszyła mu się mina, po tym jak dotarł do niego fakt, że opuszcza człowieka, który dał mu szansę, nie zostawiając go samego pośród drzew. Znów stał się tak szczęśliwy, jak przed chwilą.
Urządzenie ewidentnie sprawowało się doskonale. Po chwili pokedex opowiedział ci wszystko o twoim pokemonie.

Cytat:

#228 Houndour
Płeć: Samica
Typ: Mrok|Ogień
Zdolność: Flash Fire
Ukryta zdolność: Unnerve

Zachowanie: Te psiaki często podróżują watahami. Są bardzo opiekuńcze względem siebie, dlatego też nie porzucają rannych osobników. Można przypuszczać, że Houndour polujące grupą, wykazują olbrzymią inteligencję. Ten gatunek pokemona używa różnych odgłosów wycia oraz szczekania do komunikacji, przykładowo: wskazania miejsca występowania zdobyczy. Tym samym sposobem wyrażają własne uczucia.

Ataki: Bite, Howl, Smog
Przekształca się w: Houndoom


Houndour był raczej zadowolony z podróży przy twoim boku, lecz tego zbytnio nie okazywał. Po krótkiej podróży dotarłaś na Route 1, a tutaj spotkała cię pustka, widziałaś, że trochę roślinności zostało spalone. Ogień, jaki tutaj był odstraszył pewnie na jakiś czas wiele pokemonów. Tylko z krzaków, kilka kroków od twojej prawej ręki było słychać jakieś szelesty.
Było to także dobre miejsce, aby lepiej poznać swojego towarzysza albo zdobyć jego pełne zaufanie.
 
 
Aria 

Wysłany: 2012-06-22, 12:43   

Akira

Akirze wędrowało się bardzo dobrze, nie zdążyła się jeszcze porządnie zmęczyć, zwłaszcza że wciąż nie opadły emocje związane z rozpoczęciem upragnionej podróży. W końcu przystanęła i poprawiła plecak na ramionach, rozglądając się wokoło. Zdziwiona widokiem pogorzeliska, nieświadomie uniosła dłoń do zawieszonego na szyi klucza. Zastanawiała się, co było przyczyną pożaru, raczej nie był on naturalny, skoro ostatniej nocy padało. Usłyszawszy szelest w krzakach, popatrzyła w tamtą stronę, nie była jednak w stanie dojrzeć, co go powoduje. Może to jakiś pokemon, którego nie wypłoszył ogień?
Spojrzała na Houndoura u swego boku.
- Co o tym sądzisz? - spytała, uważnie obserwując reakcję pokemona na podejrzany hałas. Miała nadzieję, że Houndour wyczuwa więcej niż ona sama i że uda jej się coś wywnioskować z zachowania towarzyszki.
Była nazbyt ciekawa, by pozostawić tę zagadkę bez odpowiedzi, ostrożnie podeszła więc do pobliskiej kępy krzewów, po czym delikatnie rozgarnęła gałęzie, starając się zobaczyć, co się za nimi kryje.
 
 
Aria 

Wysłany: 2012-06-22, 12:44   

Twój nowy towarzysz zaczął warczeć w stronę krzaków, jakby obawiał się jej zawartości. Ciągnął cię za nogę, gdy chciałaś tam podejść, jednak i tak ci się udało. W krzakach był Marill, który opryskał cię wodą, gdy tylko zajrzałaś w jego kryjówkę, strzał był tak niecelny, że oberwał także Houndour.
Chwilę później niebieska mysz uciekła z tamtego miejsca, przygotowana na dalszą ucieczkę, gdy tylko zbliżysz się do niej. Wytwarzała wielki hałas poruszając się.
-Mar! Maril! Mar! - krzyczała Marill.
Po dłuższym czasie wysłuchiwania tego można było się nieźle zdenerwować. A twój pokemon nie odważył się do bliżej podejść, ponieważ głośne hałasy doskwierały mu. Pozostał tylko przy warczeniu w jej stronę.
 
 
Aria 

Wysłany: 2012-06-22, 12:45   

Akira

Nagły prysznic był sporym zaskoczeniem. Akira otarła wodę z twarzy, po czym zerknęła na Houndoura, by upewnić się, że wszystko z nim w porządku. Skrzywiła się po chwili słuchania głośnych pisków Marill, rozumiała więc niechęć swego pokemona.
Zastanawiała się jednak, dlaczego Houndour nie chciał, by zbliżyła się do krzaków, w których kryła się niebieska mysz. Owszem, była ona pokemonem wodnym, co zdążyła im już zresztą udowodnić, więc stąd mogła się brać niechęć po części ognistej towarzyszki dziewczyny. Marill nie wydawała się jednak szczególnie straszna, a zachowanie pokemona Akiry sugerowało coś zupełnie innego.
Nastolatka myślała też nad tym, co powinna teraz zrobić. Z jednej strony hałas z każdą chwilą stawał się coraz bardziej irytujący, a jej Houndour jak na razie nie zdradzał najmniejszej chęci zbliżenia się do obcego pokemona. Ale z drugiej strony... Akira nie miała ochoty pozwolić Marill po prostu uciec. Oczywiście nigdy nie miała jeszcze okazji walczyć, z chęcią by jednak spróbowała. Tyle że nie wiedziała, czy uda jej się skłonić Houndoura do ataku...
Na razie wyciągnęła pokedex i przeskanowała nieznajome stworzenie. Przez cały czas starała się nie wykonywać zbyt gwałtownych ruchów, by nie spłoszyć niebieskiej myszy.
W końcu postanowiła jednak spróbować.
- Houndour, użyj Howl, a następnie Bite! - poleciła z nadzieją, że pokemon usłucha, a wycie doda mu odwagi, by stawić czoła Marill.
 
 
Aria 

Wysłany: 2012-06-22, 12:45   

Krzyk Marill był coraz głośniejszy, Houndour wiedział, że jeśli nie wysłucha twoich poleceń i nie zaatakuje to wkrótce zwariuje przez ten hałas. Niechętnie, ale jednak zrobił to co mu kazałaś, niebieska myszka nie spodziewała się ataku, ale również była bardzo słaba i atak ją mocno osłabił. W tej chwili ucichła, ale w waszą stronę biegło dwóch chłopaków. Chłopacy wyglądali na bardzo młodych, mieli na sobie granatowe bluzy i dresy, a na głowie jeden czerwoną, a drugi białą czapkę z daszkiem.
- Zostaw naszego pokemona! Ty, ty złodziejko! Chciałaś go nam zabrać! - krzyknęli obaj chłopacy podczas biegu.
Gdy tylko zbliżyli się do Marill to chłopak w białej czapce podniósł pokemona na ramiona, a drugi pilnował, by twój pokemon się nie zbliżał.
- Czego chciałaś od naszego pokemona? - powiedział nieco agresywnie jeden z chłopaków.
 
 
Aria 

Wysłany: 2012-06-22, 12:46   

Akira


Akira nie zdążyła się nacieszyć tym, że Houndour jej posłuchał, gdyż nadbiegli nieznajomi chłopcy. Słysząc obelgę, zmierzyła obu nienawistnym spojrzeniem.
- Sądziłam, że jest dziki. Mogliście lepiej go pilnować! - syknęła. - Macie z tym jakiś problem? - dodała chłodno, wyniośle spoglądając na nich z wyżyn swego metra siedemdziesiąt.
Skrycie liczyła na to, że wyzwą ją na pojedynek, gdyż chętnie spróbowałaby swoich sił w potyczce z innym trenerem. Wykonanie poleceń przez Houndoura chwilowo dodało jej pewności siebie, choć gdy uświadomiła sobie, że jej towarzyszka wcale nie musi być tak posłuszna podczas kolejnego starcia, zwłaszcza że wcześniej podjęła się ataku niechętnie i głównie z uwagi na zabijające wszystkie wyższe uczucia odgłosy wydawane przez Marill, nieznacznie podupadła na duchu. Jednak by nie dać po sobie poznać, jakie wewnętrzne rozterki nią targają, starała się nadrabiać miną. Zastanawiała się też, czy chłopcy mają jeszcze jakieś pokemony poza niebieską myszą.
 
 
Aria 

Wysłany: 2012-06-22, 12:46   

- Sama jesteś dzika! - powiedział jeden z nich. - No..! - potwierdził drugi. - Jeśli odwagę masz, do walki stań! - powiedzieli obaj na raz po chwili.
Chwilę później przed tobą pojawił się Nidoran, wypuszczony z pokeballa chłopaka w czerwonej czapce. Ich pokemon wyglądał na walecznego, więc ta walka będzie raczej trudnym orzechem do zgryzienia. Marill w porównaniu do niego była okruszkiem z którą walka szybko by się zakończyła.
- Nasza Marill nie jest skora do walki, lecz Nidoran pokaże ci, że z nami się nie zaczyna! - krzyknął chłopak, który wywołał pokemona. - No..! - dodał po chwili drugi.
Walka powinna być prawdziwym widowiskiem. Areną była trawa, różnie ścięta i kilka krzaków po prawej stronie. Od chłopaków dzieliło cię około pięć metrów, gdy już się odsunęli.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 4,41 sekund. Zapytań do SQL: 9