Poprzedni temat «» Następny temat
herezja
Autor Wiadomość
herezja 


Wysłany: 2013-01-08, 22:01   

- Przesadzasz! - burknęła, podbijając groźnie ramieniem, by chłopak nie zabrał jej butelki z wodą, którą ponownie przyłożyła do ust. Serce wciąż kołatało jak szalone i pierwsze co malowało się w głowie młodej już nie trenerki to strach. Strach na samą myśl, że policja ucapi ją gdy tylko wyściubi nos z tego lasu. Szybko jednak się zreflektowała, wzięła głęboki oddech.
- Jak ninja? - parsknęła, wymachując ręką w której trzymała butelkę z przeźroczystą cieczą. - Markus, prędzej Diglety zaczną latać niż powiem, że jesteś jak ninja, ale jak tam sobie chcesz. Przy okazji zgarniesz mój.
Na błękitnym do tej pory niebie zaczęły pojawiać się bladoróżowe smugi, informujące o rychłym zapadnięciu zmroku. Dziewuszka spojrzała w niebo. Potem jednak szybko w stronę z której nadszedł nieznajomy nie kryjąc się z irytacją i jednocześnie ciekawością, które w niej wezbrały. Ciekawość? Ot, normalne w tej sytuacji. Kim był bowiem ten ich tajemniczy wybawiciel chyba nie tylko ona chciała wiedzieć. A irytacja? Wręcz karcące spojrzenie? Przez ułamek sekundy myślała, że to albo policja, albo Arcanine. Albo co gorsza - jedno i drugie! Obawy okazały się być jednak nieuzasadnione. Jak na razie. Jednak po dłuższym spojrzeniu, jakie posłał jej blondyn, a także uśmiechu, Eunice oblała się rumieńcem, jednocześnie pogłębiając wyraz irytacji na swej twarzy. Spuściła głowę, przenosząc wzrok na butelkę, ściskaną teraz przed sobą, pozwalając by włosy zakryły buźkę.
- Jestem em... nazywaj mnie jak chcesz. I nie do końca jestem kryminalistką! - oznajmiła gwałtownie, podrywając głowę, która praktycznie zrobiła się cała czerwona.
Bo nie była. I nie chciała być. Chociaż w sumie to nie była tego do końca pewna. Zawsze wydawało jej się, że ludzie, którzy siedzieli w mrocznym półświadku nielegalnych wyczynów byli bardziej interesujący niż zwykli trenerzy.
Cokolwiek potem przybysz powiedział, zostało dla niej wielką tajemnicą gdyż nie zrozumiała ani słowa. Wszystko się kłębiło, posiadało dużo słów a'la "kryminalista", a także koligacji występujących tam osobników. Zmrużyła tylko oczy i pokiwała niechętnie głową, udając, ze rozumie.
Ich kolejnym problemem okazał się Arcanine. Cóż... Eunice jak dziecko naukowców, pracujących u lokalnego profesora była na tyle mądra by nie wątpić w to, iż pokemon ich znajdzie. Był w końcu zwierzęciem i miał o niebo lepszy zmysł węchu, czego niestety matka natura ludziom poskąpiła. Fakt faktem - oprócz empatii i wysoko rozwiniętych emocji, z których podłość była najbardziej znaczącą i uroczą, nie posiadali nic istotnego. W sumie... to przed chwilą wymienione przymioty też była lamerskie.
Chłopcy jednak dzielnie sprostali wyzwaniu! Nie to, że dziewczyna nie mogła sama się obronić. Nie. Mogła użyć Totodile i w mig, o ile ten znowu by się nei zaciął ze strachu, roztrzaskać ognistego pupilka oficer Jenny, ale była tak zaskoczona reakcją obydwu panów, że nie mogła się ruszyć, ściskając tylko w dłoniach plastikową butelkę z wodą i modląc się w duchu, by pokemon nie rozszarpał któremuś gardła. Na myśl o rozszarpaniu zrobiło jej się nieco słabo, chyba z wiadomych przyczyn.
Gdy już skończyli się bawić (bo Eunice zamiast padać na futrzaka jak kłoda po prostu tradycyjnie pieprznęła by futrzaka z buta w nos co powinno spowodować ucieczkę z piskiem) wstała powoli i stanęła nad Markusem, po to tylko, żeby pieprznąć go sfatygowaną, ale wciąż pełną wody, butelką po głowie. Potem Josha.
- Jesteście beznadziejni i głupi, ale to każda przedstawicielka płci pięknej zwykła mówić ludziom waszego pokroju. - wzruszyła obojętnie ramionami, a jej głos był nieco... znudzony.
- Plan jest taki: zabieramy nasze manatki z Poke Centrum i zabieramy się jak najdalej stąd. Oczywiście wszystko, gdy już zapadnie noc. Josh... zostaw to żarcie, trzeba go opatrzyć. Pozwolisz. - nie oczekując zgody sięgnęła do koszulki Markusa i rozerwała ją, a potem oddzieliła pas materiału. Odkręciła wodę, oczyściła ranę z nadmiaru krwi i ciasno zawinęła.
- A ty nam pomożesz. - oznajmiła na końcu, uśmiechając się uroczo w stronę blondyna i mrużąc zielone oczka. - Prawda?
 
 
 
Kate Sayuki 

Wysłany: 2013-01-10, 02:16   



Słowa Eunice szczerze rozbawiły blondyna. Parsknął niekontrolowanym śmiechem.
- Wszyscy tak mówią - stwierdził. - Nie zrobiłem tego! Nie jestem kryminalistą! Nic nie zrobiłem! - jęczał, naśladując jakiś piskliwy głos i gwałtownie gestykulując, po czym znowu się roześmiał. - I w ogóle co to za kwestia? "Nazywaj mnie jak chcesz" - prychnął z oburzeniem, krzyżując ręce na piersi. Już sam nie wiedział co o tym wszystkim myśleć. Co za dziwna dziewczyna. - Mógłbym cię nazywać Rudą... - Przez moment przyglądał się jej twarzy, oczekując reakcji. - Albo Wagabundą. Wojowniczką? W sumie... Pasowałoby ci imię Aurelia... Albo Charlotte. Oj tak, te ostatnie to są niezłe jędze - stwierdził, kiwając głową z uśmiechem i w zamyśleniu pocierając brodę.
W milczeniu słuchał ochrzanu ze strony Eunice, z trudem zachowując powagę, po czym znowu się roześmiał. Tym razem bardziej kpiąco.
Gwałtownie przysunął się do niej i chwycił ją za nadgarstki. Nie ściskał mocno, ale stanowczo. Z takiego chwytu ciężko było się wyrwać. Wpatrywał się w jej oczy z powagą. Miała bardzo ładne, dziewczęce oczy.
- To dla was faceci głupieją - oznajmił, uśmiechając się lekko. - Może ty jeszcze jesteś za młoda, żeby to zrozumieć, ale jak chcesz to ci to wytłumaczę. Dobitnie... - dodał, przysuwając twarz do jej twarzy tak blisko, że czubki ich nosów zetknęły się.
Markus poruszył się gwałtownie. Najwyraźniej nie podobało mu się to zajście. Zazdrość kipiała w nim jak woda w czajniku.
- Co za wdzięczność za ratunek życia! - krzyknął nagle Josh, puszczając jej dłonie, wstając i unosząc ręce do góry. - Słyszałeś, dzieciaku? - stwierdził, szturchając łokciem krwawiącego Markusa.
- Auć... - jęknął słabo brunet, zaciskając powieki. Co za porąbany typek...
Oczywiście blondyn nie miał zamiaru odkładać jabłka. Po prostu odsunął się, robiąc jej miejsce. Niech ona się zajmie raną, zrobi to na bank lepiej, niż on. Odgryzł kolejny kawałek soczystego owocu, po czym schował je bezpardonowo do jednej z czterech kieszeni spodni. Jako człowiek żyjący na ulicy przyzwyczajony był do oszczędzania niemalże wszystkiego. Wstał, otrzepując się, oparł ręce na biodrach i obserwował w milczeniu jak Eunice bandażuje ranę kolegi. Musiał stwierdzić, że poszło jej całkiem sprawnie. Uniósł brwi z aprobatą - nie dość, że ładna, to i zdolna.
Markus syknął i spojrzał na towarzyszkę z wyrzutem.
- Jesteś strasznie brutalna - bąknął, krzywiąc się. Rana była głęboka i generalnie paskudna, ale raczej wyjdzie z tego bez szwanku. Co najwyżej z blizną.
- Jasne, że wam pomogę. Od tego tu jestem - stwierdził kryminalista, wyjmując z kieszeni paczkę papierosów. Wyjął jednego, pakując go do ust, po czym schował kartonik z powrotem i wyjął z tej samej kieszeni zapalniczkę. Osłaniając dłońmi końcówkę papierosa, podsunął podeń płomień zapalniczki i obserwował jak pet się jarzy. Zaciągnął się w zamyśleniu, chowając cały "sprzęt".
- Jeśli was szukają, będą sprawdzać gdzie się meldowaliście - powiedział nagle, ponownie się zaciągając i wypuszczając z ust smużkę szarego dymu. - Jeśli chcecie odzyskać bagaże, potrzebujecie kogoś, kogo nie wypatrują na każdym zakręcie, to chyba oczywiste. - Wskazał głową na towarzysza dziewczyny. - Dzieciak nie mo...
- Jestem Markus - przerwał mu gwałtownie. - Nie dzieciak, dobra?! -żachnął się, próbując wstać. Nie wyszło mu, więc ponownie klapnął na tyłek. Zacisnął usta w złości.
- Dobra, dzieciaku, nie denerwuj się - odparł tylko Josh, unosząc wysoko brwi i dłonie w teatralnym, przesadzonym geście obrony. Buchnął z kącika ust dymem, po czym opuścił ręce. - Słuchajcie, po pierwsze, twój plan jest kiepski, Ruda. Markus nie może się za bardzo ruszać, z kolei Rudą zaraz wszyscy rozpoznają. To chyba oczywiste, nie?
Zrobił kilka kroków w przód, po czym odwrócił się i zatrzymał tam, gdzie stał wcześniej. Obmyślał strategię. Uniósł głowę, wypuszczając w rozgwieżdżone, wieczorne niebo kilka kółek z dymu. Słońce już zniknęło, księżyc powoli wznosił się ku górze.
- Poza tym gdzie pójdziecie? - urwał, obserwując gwiazdy. Zawsze lubił patrzeć w gwiazdy. - Problem w tym, że mnie też może ktoś rozpoznać. - Potarł w zamyśleniu brodę. - No nic, bić się umiem, włamywać też, jakoś to będzie. - Westchnął przeciągle. - Jeszcze dzisiaj w nocy będziecie mieli swoje plecaki.
Rzucił na ściółkę to, co zostało z jego papierosa i zadeptał dokładnie - nie chciał wzniecać pożaru, tylko tego mu brakowało. Spojrzał nieobecnym wzrokiem na Eunice i uśmiechnął się.
- Te, Ruda, chcesz spróbować? - spytał, podsuwając jej paczkę fajek. Jak już demoralizować dziewczynę to po całości. W końcu to tylko trzy lata różnicy...
_________________
:(
 
 
 
herezja 


Wysłany: 2013-01-10, 17:24   

Prychnęła, widocznie zirytowana jego słowami.
- Nie mówię, że nie jestem kryminalistką. Po prostu wszystko co do tego doprowadziła, no dobra, prawie wszystko, nie zrobiłam specjalnie. Po prostu dopisano mi parę rzeczy, których nie zrobiłam. - ostatecznie podkreśliła ostatnie słowa, podnosząc głos i patrząc na blondyna nieprzyjaźnie. Nie była kryminalistką, a przynajmniej w pełnym tego słowa znaczeniu. Oczywiście, nie zamierzała oddawać się radośnie w ręce policji, przepełniona wiarą, że uwierzą w to iż jest bez winy. No dobra, pobiła tamtego kolesia, ale z resztą nie miała nic wspólnego. To wszystko było winą Charlotte. A słysząc to imię z ust Josha znieruchomiała i rzuciła mu posępne, pełne niechęci spojrzenie.
W pierwszym momencie spłoszyła się, chciała cofnąć i uciec, ale zacisnął dłonie na jej nadgarstkach mocno. Tak, że nawet jeśliby spróbowała to nie byłaby w stanie się wyrwać. Nie odwróciła spojrzenia, które na nowo przybrało twardy, chłodny wyraz. Grała o wiele bardziej odważną i bezczelną niż była w rzeczywistości, bo gdyby nagle każe z nich przestało się odzywać to znajdujący się najbliżej chłopak na pewno usłyszałby przyśpieszone bicie jej wystraszonego serca.
- Nie musisz. - odpowiedziała twardo, nieprzyjemnym głosem, wciąż patrząc mu prosto w oczy i gotowa w każdym momencie odsunąć się, chociażby na tyle, na ile pozwalały skrępowane ręce.
Puścił ją, wreszcie! Odetchnęła ukradkiem z ulgą, nie mogąc się jednak powstrzymać przed komentarzem.
- Jestem pewna, ze przynajmniej nie skończyłabym w podobnym stanie co on. - wskazała palcem bruneta, a potem go opatrzyła.
Fakt, delikatna nie była. Ale nie umiała zrobić tego z wprawą i wyczuciem w tej sytuacji. Ręce sztywniały i zapewne trzęsłyby się całe, gdyby cały czas nie miała tego na uwadze. Nigdy nie musiała być silna.

- Ja nie do końca potrzebuję mojego bagażu... I nie mówię, że on ma to zrobić. Z jego ręką nic nie zrobi. - wzruszyła ramionami, dobitnie sugerując głosem, że dobrze zdaje sobie sprawę ze wszystkiego o czym właśnie blondyn mówił.
- Czyli chcesz iść tam sam? Tak mam to rozumieć? - uniosła brwi, co znaczyło dokładnie tyle, że nie wierzy, że chłopak da radę. Albo go specjalnie prowokowała, chcąc zrobić na złość, albo na prawdę tak myślała, kto ją tam wiedział. Splotła ręce na piersi, nie spuszczając z niego wzroku.
Nie podobało jej się jego zachowanie, a jednocześnie czuła też coś zupełnie odwrotnego, swego rodzaju sympatię, którą wręcz automatycznie ignorowała i starała się zdeptać, by przypadkiem nie wyściubiła głowy zza ściany niechęci i pogardy.
- Mogę co najwyżej spróbować Ci to wepchnąć do gardła. Tak, ze przez miesiąc nic nie będziesz mógł przełknąć. - fuknęła, mrużąc zielonkawe oczęta i unosząc podbródek. Oj nie będzie łatwo do niej dotrzeć.
_________________
Cast off the crutch that kills the pain,
The red flag waving never meant the same,
The kids of tomorrow don't need today,
When they live in the sins of Yesterday.
 
 
 
Kate Sayuki 

Wysłany: 2013-01-21, 21:20   



Westchnął, chowając paczkę do kieszeni.
- Jak tam sobie chcesz, do niczego zmuszać nie będę - oznajmił, odruchowym gestem przeczesując włosy.
Śmieszny był ten przenikliwy wzrok dziewczyny. Ta młoda furiatka najwyraźniej chciała go zamordować spojrzeniem. Wydało mu się to wyjątkowo zabawne i urocze.
Jakkolwiek planowała to przekazać, on oczywiście odebrał to po swojemu. Czyli jako prowokację. On, czyli silny, niezależny mężczyzna, nie mógł odrzucić wyzwania.
- Tak, pójdę sam. W którym pokoju są te toboły?
- Numer 34 - odparł ze spokojem brunet.
- Dobra. Wrócę za... - spojrzał - wbrew gwałtownym protestom - na zegarek na zdrowej ręce Markusa, po czym uniósł głowę. - Za pół godziny. O dziesiątej odzyskacie swoje plecaki - oznajmił z pewnym siebie, zadziornym uśmiechem i jak gdyby nigdy nic ruszył w kierunku miasta. Nie chciał marnować czasu, który sobie wyznaczył. - A ty rozpal ognisko, dzieciaku - rzucił do bruneta na odchodnym.
Markus burknął coś pod nosem, ale posłusznie wstał i zaczął zbierać chrust. Zaczynało się robić ciemno i najzwyczajniej w świecie bałby się, nie mając jasności ogniska w pobliżu.
Droga do miasta była krótka, poza tym znał je - jak i las, w którym teraz skryci byli jego nowi "podopieczni" - jak własne kieszenie od spodni - wszystkie 6! Skracał sobie odległość licznymi zaułkami i ścieżkami, którymi nie poruszali się zwyczajni, nudni śmiertelnicy. Dachami też nie pogardził - o ile były dostępne. Zaśmiał się, przeskakując jeden z wielu murków. Człowiek małpa. Nawet gliny nie znają tego miasta tak dobrze jak on.
Wyszedł zza zakrętu i naprzeciwko dostrzegł PokeCenter. Dookoła żadnych ludzi - no tak, o tej godzinie wszyscy już śpią. Będąc kilka metrów od rozsuwanego, przezroczystego wejścia, zaczął biec. Wpadł do środka, od razu ruszając do lady recepcjonistki Joy.
Dookoła zero ludzi. Fantastycznie.
- Siostro! Pomocy - wydyszał, łapiąc gwałtownie oddech. Wskazał na drzwi. - Na ulicy... na ulicy leży pokemon! Ranny!... Ja... Nie wiem co robić - bąknął obserwując jak kobiecina wychodzi zza "biurka".
- Och, już idę! A co to za pokemon? - spytała zatroskana, biegnąc w kierunku drzwi.
- Nie wiem, siostra stwierdzi - rzucił z niechęcią, biegnąc zaraz za nią. Kątem oka obserwował dwie, niepokojąco gapiące się na wnętrze PC kamery. Kiedy upewnił się, że wyszli z ich zasięgu, wykonał szybki i mocny zamach dłonią, która spoczęła na tyle szyi różowowłosej. Joy osunęła się nieprzytomna na podłogę. Posadził ją tuż obok wejścia, opierając plecami o ścianę. Odczekał kilka sekund, po czym podbiegł do lady i odwrócił się w kierunku drzwi.
- CO? - wrzasnął do nieprzytomnej kobiety, wykonując dziwne gesty i mimikę. Wyglądał jakby porozumiewał się na migi, próbując rozszyfrować te otrzymywane od siostry. - Co... przynieść? Górna... Dolna! Dolna szuflada... - W myślach przypomniał sobie słowa Markusa. - 33? 34! Pędzę! - Położył się na ladzie, sięgając po klucz i rzucił się w kierunku schodów.
Klucz całe szczęście pasował. Wszedł do pokoju od razu znajdując dwie duże torby. Kucnął przy nich, chwytając lewe "ucho" z jednej i prawe drugiej i związując je razem. W ten sposób zrobił jedną, dużą torbę i zarzucił ją sobie na plecy. "Geniusz", pomyślał z satysfakcją. Tak, skromny to on nie był.
- Siostro, czy coś się dzieje? - usłyszał żeński głos z dołu. Cholera, gliny... - Widzieliśmy w kamer... - urwała, wydając z siebie pełen szoku krzyk. Po chwili doszedł jego uszu dźwięk odbezpieczanej broni.
Zaklął w myślach, zamykając pokój. Schował klucz do jednej z sześciu kieszeni i powoli zaczął schodzić na dół. Jeśli się na nią zaczai, ma większe szanse. Stanął przy schodach, czekając i nasłuchując kroków.
Pierwszy zza rogu wychylił się pistolet, później jedno oko.
Była szybsza.
Huk wystrzału a zaraz potem przeszywający ból w udzie.

Markus zrzucił wszystkie znalezione patyki do kupy - jak na gościa z jedną ręką całkiem dobrze sobie radził - i podpalił je pozostawioną przez Josha zapalniczką. Miał z tym małe problemy, jednak w końcu ognisko buchnęło pełną parą. Jakoś nie przyszło mu do głowy używać w tym celu Cyndaquill towarzyszki.
Przysunął się do ognia, w milczeniu wpatrując w buchające płomienie. Dookoła było już ciemno. Księżyc wznosił się nad lasem, przebijając blaskiem przez liczne chmury.
Spojrzał na zegarek.
- Zostało mu jeszcze dziesięć minut - burknął, jakby sam do siebie.
Wrzucił kolejny patyk w ogień, nasłuchując odgłosów nocy.

Wyjął z kieszeni klucze i cisnął nimi w kierunku twarzy oficer Jenny. Tak naprawdę niczego nie oczekiwał, jednak kobieta rozproszyła się i dostała nimi w twarz. Ta chwila wystarczyła. Wyskoczył i wyprowadził cios pięścią w brodę kobieciny. Padła na ziemię, wypuszczając z ręki broń. Kucnął i nacisnął mocno dwoma palcami w okolicach jej szyi. Rzucała się jak koń na rodeo, jednak w końcu ustąpiła. "Kolejna, która mdleje na mój widok", zaśmiał się w myślach.
Plecaki bardzo utrudniały i ograniczały mu ruchy, jednak jakoś sobie poradził. Wiedział, że musi się spieszyć. Wyszedł z centrum i skręcił za róg. Z jednej z wielu kieszeni wyjął repel, spryskując się nim obficie. Można było go kupić w każdym sklepie z akcesoriami pokemon. Miał odstraszać dzikie pokemony. No, czasami działał.
On oczywiście nie dał za niego nawet centa. To się nazywa mieć "skilla".
Ruszył w kierunku lasu, uważając na patrole policji i ludzi. Dotarł do skraju miasta i usłyszał w oddali syreny policyjne. Czyli już go szukają.
Wlazł do rzeki nieopodal, kładąc na brzegu torby. Zanurzył się w zimnej wodzie cały, w ten sposób ostatecznie pozbywając się jakichkolwiek zapachów. Chwycił torby, zarzucając je na ramiona i ruszył rzeką w głąb lasu. W ten sposób Growlithy go nie znajdą.
Zapaliłby, ale oddał dzieciakowi zapalniczkę. Westchnął z rezygnacją.
Rana na udzie szczypała go teraz jeszcze bardziej, poza tym cały czas utrudniała mu chodzenie. Bolało jak diabli i najwyraźniej pocisk dalej siedział w środku. Czuł jak krew ścieka mu po skórze, to było wyjątkowo wkurzające.
Wyszedł z rzeki i skręcił lekko w lewo, kierując się ku centrum lasu. Szybko dostrzegł niewielkie ognisko i dwójkę siedzących postaci.
Podszedł do niego, rzucając torby pod nogi dziewczyny.
- Proszę bardzo, Ruda furiatko - powiedział z uśmiechem.
- Dwie minuty w zapasie - stwierdził półprzytomnie zdumiony Markus. Zrobiło to na nim wrażenie. Josh w milczeniu wyjął mu z kieszeni zapalniczkę i zapalił papierosa.
Z trudem powstrzymywał drgawki na skutek zimna. Ciągle był cały mokry.
Usiadł do nich tyłem, jednak blisko ogniska, i pochylił się nad udem. Podwinął nogawkę spodni, odsłaniając głęboką dziurę, w której widział nikły blask stali. Więc siedzi. Spróbował ruszyć pocisk palcem, jednak ogromny ból skutecznie odwiódł go od tego pomysłu. Syknął cicho z bólu, mając jednak nadzieję, że tego nie słyszeli.
Bynajmniej Markus nie słyszał. Po prostu zasnął, położywszy się na plecach i gapiąc w gwiazdy.
_________________
:(
 
 
 
herezja 


Wysłany: 2013-01-22, 23:40   

Nie podobało jej się to. To ja na nią patrzył, to jak jej odpowiadał i w ogóle to, jak się zachowywał. Był bezczelny - zupełnie jak ona. Mówiła, rzucała wyzwania, a on odpowiadał z tym swoim uśmieszkiem, w ogóle się nie przejmując. To nie był Markus, któremu można było wejść na głowę i niezbyt jej się to podobało, musiała przyznać. Gdyby teraz przyrównać ją do kota, to pewnie stałaby z grzbietem wygiętym w pałąk, na sztywnych łapach, kładąc po sobie uszy i cała się strosząc. Do tego fukając co chwila i mrucząc z niezadowolenia, ostrzegawczo. Widział jak na niego patrzy. Jak w spojrzeniu pojawia się ostrzeżenie gdy jednocześnie przez umysł przewaliła jej się chmara myśli, że zaraz nie zdzierży i chyba go ubije. Zmrużyła zielonkawe oczy, wzruszając ramionami.
- Rób co chcesz. - fuknęła i odwróciła się do niego plecami, pozwalając by pochłonęła ją analiza struktury kory pobliskiego drzewa. Swoją drogą - bardzo interesującego drzewa.
Poszedł. Wreszcie sobie poszedł. Eunice odprowadziła go kontem oka, póki nie zniknął jej z pola widzenia. Dopiero wtedy odetchnęła, rozluźniła się. Przeciągnęła i odwróciła do Markusa, po czym bez słowa pomogła mu zbierać drewno na opał.

Rozpalili wreszcie ognisko. "Ruda" siedziała w kucki na ziemi, obejmując rękoma kolana i patrząc na wesoło podrygujące płomienie. Co jakiś czas dorzucała drewna do ognia, z pokaźnej kupki obok której siedziała.
Nie przejmowała się, czy w ogóle wróci. Tego jednego była pewna. Wiedziała, że było to dla niego wyzwanie. Ona zareagowałaby pewnie w podobny sposób, żeby tylko pokazać, jaka to ona jest wspaniała. Wykrzywiła wargi w nieprzyjemnym grymasie, wciąż wpatrzona w podskakujące płomienie.
- Wróci. Parszywiec wróci na czas. Ciekawa tylko jestem w jakim stanie. - wymruczała, niby sennym głosem, tak na prawdę jednak bardzo przytomnie. Jednocześnie odpowiadała Markusowi i mówiła do samej siebie. W końcu jednak doczekali się - po ośmiu minutach blondyn zjawił się i rzucił obok niej plecaki.

To jednak w jakim stanie wrócił nie spodobało jej się w najmniejszym stopniu. Prychnęła z irytacją, powstrzymując się jednak od komentarzy, które teraz były po prostu zbędne. Był cały mokry i ranny. Przez nich; nią i Markusa. Poczucie winy ukłuło zimnym promyczkiem myśli byłej trenerki.
- Niech Cię szlag, Josh. - fuknęła cicho, ale wciąż tak by ją usłyszał. Zbliżyła się na czworakach do Markusa i delikatnie, na prawdę bardzo delikatnie i z wprawą, wyciągnęła z plecaka jej towarzysza suchą, czystą koszulkę. Odpełzła z powrotem ku blondynowi i podała mu suche ubranie. Nie starała się nawet szukać innych partii ubrań w torbie trenera - cóż... był ranny i chyba nie paliłby się do zmiany odzieży co powodowałoby kolejne fale bólu. Do tego zapewne nie widziałby nic złego w zmienianiu ciuchów przy niej, co nie wydało jej się zbyt zachęcające - głównie dlatego, że była zła i przestraszona, odkąd tylko go spotkali.
Spojrzała na jego ranę i przygryzła dolną wargę. Sprawa nie wyglądała najlepiej. Znaczy... ona mogła wyjąć tą kulę, problem jednak stanowił Josh, jego reakcja na ból. Bała się, że jeśli dłużej zacznie mu gmerać w tej ranie to oberwie, niekoniecznie chłopak miał zrobić to umyślnie - była świadoma. Po prostu mógł mu się zdarzyć odruch.
- Musimy wyjąć kulę i oczyścić ranę. - powiedziała cicho, delikatnie odchylając nogawkę i dokładniej sie przyglądając. Potem uniosła na niego wzrok i spojrzała mu w oczy. Uśmiechnęła się niechętnie. - Propozycje czy idziemy na żywioł?
Po jej twarzy przemknęła nutka sadyzmu. Dziewczę szybko jednak się zreflektowało i usunęło z twarzy ten wyraz, znów unosząc delikatnie kąciki ust. Z politowaniem i satysfakcją. Cokolwiek nie wymyśli i tak będzie cholernie bolało.

//Jak u Ciebie Kate działa atak "Lizanie"? Paraliżuje jak w anime?
_________________
Cast off the crutch that kills the pain,
The red flag waving never meant the same,
The kids of tomorrow don't need today,
When they live in the sins of Yesterday.
 
 
 
Kate Sayuki 

Wysłany: 2013-01-23, 19:01   

Cytat:
Eunice odprowadziła go kontem oka

No wybacz, ale... KĄTEM XDDDD



Markus przewrócił się na drugi bok, nadal jednak śpiąc. Z ust pociekła mu strużka śliny, z kolei lekko rozchylone wargi wydawały z siebie cichutkie pochrapywanie. Najwyraźniej dobrze mu się drzemało. Od czasu do czasu pojękiwał cicho i marszczył brwi. Ręka mu dokuczała.
Ognisko trzeszczało zachęcająco, ogrzewając mokre plecy Josha, który nie dość, że dygotał, to odruchowo szukał źródła ciepła. Nawet nie zdając sobie sprawy, przysuwał się ciągle bliżej ognia. Kiedy już zaczynało go parzyć, dopiero sobie uświadamiał, że się przemieszcza. Odsunął się na powrót od płomieni i schylił nad udem. Paskudna sprawa.
Jakoś umknął mu fakt, że dziewczyna zauważyła jego ranę. Po prostu podsunęła się do niego jak ninja i już chciała coś z tym robić. Co za... Własnie dlatego nie chciał jej nic pokazywać.
- Sam sobie z tym poradzę, Ruda - burknął cicho, mając na uwadze śpiącego Markusa. Po chwili zdał sobie sprawę, że się do niej przysunął. Zaklął w myśli, odsuwając się i dygocząc. Była cieplutka, ale nie będzie się do niej przytulał, jeszcze czego.
Czując na sobie jej spojrzenie, zaczął kombinować jak wyjąć kulę. Próbował palcem, scyzorykiem, patykiem, wodą... Nic nie skutkowało. Tylko jeszcze bardziej go bolało. Może będzie musiał jednak poprosić ją o pomoc.
Dostrzegł, że podsuwa mu suchą koszulkę. Przez moment wahał się, po czym odebrał ją i obejrzał. Była ładna. I biała - lubił ten kolor. Nie był świadom, że ciuch należy - należał - do Markusa. Lekki uśmiech zagościł na jego twarzy.
- Ja... dzięki. Nikt mi nigdy niczego nie dał - powiedział do Eunice. Zdjął swoją mokrą koszulkę, ukazując chudy tors - skąd on miał tyle siły, będąc takim cherlakiem - i założył nową. Starą wrzucił w ogień. Błyskawicznie się zajęła, dając na jakiś czas nieco więcej ciepła.
Poczuł się trochę jakby spalił część swojej przeszłości. Może ruszy się w końcu z tego miasta i zacznie robić coś nowego? Rutyna jest nudna.
Znowu się do niej przysunął. Zaklął pod nosem, odsuwając się.
- No dobra, moższ cś ztym zrbić... - burknął niewyraźnie, przy okazji zjadając kilka literek, pełen niezadowolenia i urazy. - Dawaj na żywioł, mnie nic nie rusza - oznajmił, prostując się. Rzucił jej wyzywające, pełne godności i wyższości spojrzenie. Teraz będzie musiał wytrzymać.
Papieros mu się skończył, zgasił więc niedopałek na bucie, po czym zakopał go w małym dołku.

//No, jak w anime... Btw. sry, że tak krótko, ale kompletnie nie wiem co mogłabym jeszcze napisać xD//
_________________
:(
 
 
 
herezja 


Wysłany: 2013-02-05, 19:31   

Zaśmiała się kpiąco.
- Sam? Proszę Cię... po tym co widzę to sam sobie tej kulki nie wyjmiesz. - uśmiechnęła się nieprzyjemnie, dając mu do zrozumienia, jak bardzo bawi ją ta sytuacja. Tak. Jego cierpienie.
- Podziękuj Markusowi. Że śpi jak dziecko i łatwo go okraść. Ale chyba raczej nie zauważy. - zachichotała perfidnie, kryjąc uśmiech za dłonią. Cóż... wydało jej sie to możliwe. Markus będzie pewno tak ubolewał nad swą uszlachetniającą go raną, że nie od razu zauważy brak koszulki i to, że to Josh ją przyodział.
Eunice kiwnęła głową i wypuściła Teddiursa. Pomiziała miśka po głowie, podniosła się i związała włosy w wysoki pencełek.
- Dobrze, jak chcesz. Teddiursa, słonko, użyj lizania. - Zaszczebiotała wesolutko do miśka, zachęcając głosem niedźwiadka. Złapała Josha za ramiona gdy tylko pokemon polizał go, by przypadkiem nie wleciał w ognisko. Gdy paraliż zaczął działać, starała się go w miarę ostrożnie położyć na ziemi. Oczywiście, gdy od podłoża dzieliło go parę centymetrów najnormalniej w świecie go puściła. Ups. Wzięła jego scyzoryk.
I zaczęła dłubać w ranie. Starała się w miarę ostrożnie wyjąć pocisk. Gdy już skończyła, a zważywszy na oświetlenie nieco jej to zajęło i dało wiele bólu Joshowi, gdy paraliż zaczął ustępować, przemyła ranę resztą wody Markusa, którą cały czas miała przy sobie.

/Sorry, ale nie mam weny XD
_________________
Cast off the crutch that kills the pain,
The red flag waving never meant the same,
The kids of tomorrow don't need today,
When they live in the sins of Yesterday.
 
 
 
Kate Sayuki 

Wysłany: 2013-02-18, 19:14   

Naburmuszył się wyraźnie, krzyżując ręce na piersi. Właśnie został niedoceniony! On! Że niby nie da sobie rady sam?! Zamierzał jej to w dobitny sposób wyperswadować, jednak jedno surowe spojrzenie sprawiło, że zdał sobie sprawę, iż ona - równie uparta i nieustępliwa jak on - nie odpuści. Musi postawić na swoim, zupełnie jak on. Poza tym najwyraźniej lubiła napawać się ludzkim cierpieniem. Uśmiechnął się chytrze - ta dziewczyna nie przestawała go intrygować.
Na wzmiankę o Markusie zaśmiał się. Wywietrzył idealną okazję żeby jej dopiec.
- Okradasz ludzi tylko kiedy śpią? To ty cienka jesteś. Ja potrafię zwinąć ci sprzed nosa twój plecak tak, że byś nie zauważyła - oznajmił z uśmiechem pełnym dumy, wskazując na siebie kciukiem. Jak widać nie należał do osób szczególnie skromnych a zwłaszcza miłych.
W milczeniu obserwował jak Eunice się oporządza - jeśli można to tak nazwać - i wypuszcza pokemona. Uniósł brwi w zdziwieniu, nie do końca rozumiejąc jego przeznaczenie w chwili obecnej.
- Po co ci ten misiek? Musisz się przytulić do snu?... - zaczął, wskazując na stworka palcem, jednak Teddiursa zaczęła do niego podchodzić. Analogicznie, on zaczął się cofać.
- Odejdź... - bąknął, nie za bardzo wiedząc czego się spodziewać. Przeczuwał coś niezwykle niemiłego. No i stało się, sparaliżowany wleciał prosto w ramiona dziewczyny. Nie miałby nic przeciwko gdyby nie to, że zamiast zająć się nim, dorwała się do jego nogi.
Gdyby mógł, wrzeszczałby tak, że cały las stanąłby na nogi. Nie był w stanie jednakże zrobić czegokolwiek, więc po prostu obserwował. Kiedy paraliż ustąpił, nie mógł ruszać nogą, tak bardzo go bolała. Chwycił Eunice za ramię i gwałtownie nią szarpnął. Był wściekły.
- Co ty sobie myślisz, Ruda? - krzyknął, zupełnie zapominając o wszelakich zasadach, które kategorycznie nakazywały zachowanie ciszy nocą w lesie. Poza tym sam zbytnio nie wiedział czemu jest zły. Chyba go drażniło, że ktoś zrobił coś wbrew jego woli.
Markus podskoczył jak oparzony, budząc się i od razu czując jak ręka go zabolała. Jęknął, chwytając za nią ostrożnie, jednak szybko o niej zapomniał. Dostrzegł latającą w ręce Josha jak lalkę Eunice. Zerwał się z miejsca, oburzony i gotowy do obrony. Oczywiście nie zorientował się, że ten jest ubrany w jego koszulkę.
- Ej, puść ją! Co robisz?! - zawołał, podbiegając do niego z pięściami, a raczej z pięścią, gotów bronić koleżanki.
Złodziej jednak nie przejął się tym. Po prostu się odwrócił, wymierzając dokładnie w nadbiegającego chłopaka, po czym wcisnął mu z całej sił dwa palce - wskazujący i środkowy - w przestrzeń między szyją a łopatką. Brunet zwalił się jak kłoda.
- Wyluzuj, dzieciaku - burknął do nieprzytomnego chłopaka, po czym wrócił spojrzeniem do dziewczęcia, nadal trzymanego za ramię. Poluzował uścisk.
- Nie będzie żadnych przeprosin za brutalne traktowanie? Nagrody za wytrzymałość? - Spojrzał na nią, oczekując jakiejkolwiek reakcji.
_________________
:(
 
 
 
herezja 


Wysłany: 2013-02-18, 21:18   

- Nie czuję jak na razie wewnętrznej potrzeby okradania kogoś i jednocześnie perfidnego śmiania mu się w twarz.
Uśmiech, który wymalował się jej na twarzyczce był natomiast pobłażliwy, co spotęgowało tylko uniesienie jednej brwi. Jego dalsze komentarze zbyła milczeniem i delikatnym, przelotnym uśmiechem. Wyglądał, jakby bał się Teddiursy. Tego małego, niewinnego miśka, który w sumie nic wielkiego nie mógł mu przecież zrobić. No... oczywiście oprócz sparaliżowania.
Delikatnie ułożyła go na ziemi i oczywiście zrobiła to co musiała - wyjęła kulkę, starając się być jak najbardziej ostrożną i delikatną, mimo wszystko. Pomimo starań, nie miała jednak większego wpływu na reakcję jego organizmu. Wiedziała co będzie czół gdy czucie powróci, mimo wszystko jego gwałtowna reakcja zaskoczyła ją, bardzo.
Pisnęła, niezmiernie zaskoczona jego błyskawiczną reakcją i wściekłością, jaka od niego biła. Bezwiednie, w zwykłym odruchu, uniosła wolną rękę ku górze w obronnym, prężąc się i sztywniejąc jednocześnie. Odwróciła twarz i zacisnęła powieki, jednoznacznie dając mu do zrozumienia, że boi się że ją po prostu teraz uderzy.
Była niczym szmaciana lalka i nawet nie liczyła na to, że Markus coś zdziała. W myślach przeklinała siebie za swoją reakcję, a także towarzysza podróży. Powinien mierzyć siły na zamiary, oczywistym przecież było, że Josh potrafi więcej. Po prostu o wiele dłużej od nich sam tułał się po tym świecie.
Zadrżała, zdając sobie sprawę, że mówi do niej. Uchyliła powieki, jednak nie patrzyła na niego, a w bok, w stronę przeciwną do ogniska. Płomienie podskakiwały delikatnie, miarowo, jednak co jakiś czas wybuchały gwałtownie, śląc w niebo dziesiątki iskier, gdy natrafiły na skrzep soku drzew, albo łatwopalnej kory, które dodawały im energii. Pomarańczowy blask oświetlał ją doskonale, nadając włosom mocniejszy, intensywniejszy odcień, więc uciekła twarzą, by przynajmniej trudniej było mu dostrzec, szklące się oczy. W kącikach zebrały się łzy.
- P-puść. Proszę, puść.
Jej głos załamał się pod koniec, zadrżał, tak samo wargi - szybko jednak przygryzła dolną, wciąż nie unosząc wzroku.
To było dla niej już za dużo. Niemal oderwanie głowy Skarmory'ego, ucieczka Cyndaquil, zdemolowanie miasta, pobicie i kradzież, śmierć Woopera i oskarżenie ją o to. Ucieczka i pogoń.
Pojedyncze perełki smutku stoczyły się po policzkach. Już dawno opuściła ręce, gdy tylko powalił Markusa. Teraz więc sięgnęła powoli drugą ręką i złapała go za nadgarstek i delikatnie, jednak bez większego zdecydowania, pociągnęła jego rękę, by ją puścił.
_________________
Cast off the crutch that kills the pain,
The red flag waving never meant the same,
The kids of tomorrow don't need today,
When they live in the sins of Yesterday.
 
 
 
Kate Sayuki 

Wysłany: 2013-02-18, 22:52   

Być może starała się być delikatna. Być może uważała ażeby zrobić mu jak najmniejszą krzywdę. Być może chciała jego dobra... Za dużo tych być może. Jedno jest pewne - on odebrał to po swojemu, czyli jako naruszenie granicy prywatności. Gdyby chociaż ostrzegła go, że zamierza mu grzebać w nodze to przygotowałby się psychicznie, a tak... Za duży szok, za dużo bólu.
Nie miał zamiaru jej bić. Wściekłość w nim wrzała, podjudzana zwyczajną, męską dumą i urażoną godnością. W sumie to wszystko było bezpodstawne - w żaden sposób go nie uraziła, jednak przesadził. Zdał sobie z tego sprawę dopiero, kiedy zauważył jak ta biedna, niewinna istota zasłania się dłonią i wpatruje weń z przerażeniem. Poza tym była taka lekka, fruwała w prawo i lewo jak liść na wietrze. Nigdy nie uderzył kobiety, na szarpaninach zazwyczaj się kończyło. Ewentualnie zaczepnych podszczypywaniach, ale jeszcze trzeba było wiedzieć kogo można podszczypywać.
Serce ścisnęło mu dziwne, obce uczucie. Nie miał pojęcia co to, jednak umysł podsuwał mu słowo "sumienie". Zastanowił się nad tym przez chwilę. Było mu jej szkoda i żałował, że go poniosło... Tak, to chyba było sumienie. Ostatni raz miał wyrzuty sumienia jako mały dzieciak, kiedy zabił pidgeya na drzewie ręcznie robioną procą. Chyba wtedy płakał, rany, jak to było dawno...
Łzy kobiety to już było dla niego zbyt wiele. Zdębiał w szoku i zdumieniu. Słysząc tę smutną, błagalną prośbę od razu puścił jej dłoń, opuszczając ręce w dół. Wyglądała tak uroczo i niewinne.. Ten obrazek mocno wrył mu się w pamięć i ostro kontrastował z wojowniczą, waleczną dziewczyną, którą dopiero co poznał.
- J... Ja... - wydukał, nie mając zielonego pojęcia jak się zachować. Zazwyczaj nie doświadczał tego typu sytuacji, poza tym nie miał rodziców, skąd miał wiedzieć jak traktować płaczącą niewiastę? Może jak w tych nudnych serialach telewizyjnych?
Dobre i to. Przynajmniej na początek.
Zacisnął zęby, ignorując ból w nodze, i przysunął się bliżej do niej. Pogłaskał ją po włosach, potem po policzkach, zatrzymując na nich dłonie.
- Ruda, przepraszam, trochę mnie poniosło - bąknął, gładząc palcami jej twarz, po czym przytulił ją do siebie delikatnie. - No, nie płacz już - poprosił cicho, głaszcząc ją po włosach. Sam był zdziwiony, że udało mu się zrobić cokolwiek tak ostrożnie takimi wielkimi, przystosowanymi do bicia i obijania łapami.
Ciepło zalało mu całe ciało, zwłaszcza to zimne, nieczułe serducho. Taka delikatna istotka w jego objęciach, nieposkromiona bestia, niewinna dusza, czysta furia, smutne, samotne dziewczę, dziki żywioł... Tyle określeń kołatało mu się po pustej łepetynie. Na moment wszystkie jego myśli zaczęły krążyć wokół niej.
Markus nadal leżał nieprzytomny, oddychając miarowo. Najwyraźniej znowu zasnął. Leżał stosunkowo blisko paleniska, więc było mu niewątpliwie ciepło i przyjemnie. Z kącika lekko rozchylonych ust ciekła powoli strużka śliny.
Księżyc - teraz wiszący wyraźnie niżej, rzucał blade światło na ciemny las, w którym trzeszczały jasne płomienie ogniska, rozświetlające trójkę podróżników.
_________________
:(
 
 
 
herezja 


Wysłany: 2013-02-18, 23:48   

Pierwsze co zrobiła gdy ją puścił to złapanie się za obolałe ramię. Przycisnęła do siebie ręce i wydawała się kurczyć sama w sobie. Jakby chcąc zapaść się i po prostu zniknąć. Wystraszona, smutna, niepewna...
Gdy tylko się do niej przysunął, gdy tylko ją dotknął, drgnęła jakby chcąc uciec przed jego dotykiem, jakby nawet ten gest, całkiem niewinny i bezbolesny, jednak bolał. Pochyliła się do przodu, chowając twarz we włosach, których kosmyki osunęły się do przodu pod wpływem grawitacji. Ale gdy poczuła dotyk jego dłoni na swojej skórze, na policzkach, zadrżała, chwycona spazmem płaczu, który jednak szybko i sprawnie zdusiła w sobie.
Przytulił ją do siebie. Jednak ten gest wcale nie pomógł. Milczała, czując się obco sama w swoim ciele. Nie chciała by ją przytulał, by ją tak nazywał.
- Mam na imię Eunice.
Powiedziała cicho obcym, bezbarwnym tonem, zastygając potem w bezruchu i w sumie nie wiedząc co powinna zrobić.
- Nie dotykaj mnie.
Powiedziała w końcu, a jej ton stwardniał. Stał się zimny i nieprzyjemny.
Gdy ją puścił wstała bez słowa, nie patrząc na niego. Podeszła do swojego plecaka i wyjęła zarówno karmę, jak i lekarstwo dla Lediana. Wypuściła po kolei swoje pokemony i dała im jeść, a Biedronie podając również lekarstwo. Wszystko to w milczeniu, nie zwracając na niego uwagi. Kompletnie.
_________________
Cast off the crutch that kills the pain,
The red flag waving never meant the same,
The kids of tomorrow don't need today,
When they live in the sins of Yesterday.
 
 
 
Kate Sayuki 

Wysłany: 2013-02-28, 18:30   

//NIEDOBRA! A gdyby cię NIE puścił? @_@ Btw. pozwolisz, że popchnę trochę akcję do przodu, bo zamulamy? xd//

Dokładnie tak, jak sądził, tani chwyt z seriali nie podziałał. Mógł się tego spodziewać, w telewizji grają tylko same ukartowane gówna, na które poważny człowiek w ogóle nie powinien zwracać uwagi. Prychnął sam do siebie cicho, pod nosem, zdając sobie sprawę jak głupie posunięcie to było.
Pomimo wszystko w końcu dowiedział się jak ma na imię. Co prawda dowiedział się tego w wyjątkowo chłodny i bezbarwny sposób, ale się dowiedział! A dowiedzieć się chciał, no to się dowiedział. To życie jednak bywa czasem sprawiedliwe. Pewnie dogryzłby jej na temat imienia, ale jakoś poczuł, że to nie czas ani miejsce. Może innym razem, teraz wyglądało na to, że nie ma nastroju do zgrzytów.
- Jaka niedotykalska - burknął urażony, nie mogąc się powstrzymać przed tą zgryźliwą uwagą. Jednak nawyki bywają silniejsze od rozsądku. No ale puścił ją. Jeśli będzie nad sobą panował, może się dogadają. Problem był w tym, ze on nie chciał nad sobą panować.
W milczeniu obserwował jak zajmuje się pokemonami. Zupełnie nie zwracała na niego uwagi, co diabelsko go irytowało. Miał przemożną ochotę zrobić coś, ażeby ściągnąć jej zainteresowanie, jednak noga przypomniała o swoim istnieniu, a raczej rana w niej. Skrzywił się z bólu.
Nie widząc lepszej opcji, po prostu położył się na plecach, blisko ognia, zamknął oczy i próbował zasnąć. Chciał już odpocząć, czuł się dość mocno wyczerpany po tym szalonym dniu, pełnym gonitw, ucieczek i sporów. Za sobą słyszał, jak pokemony dziewczyny wracają do pokeballi a i ona sama układa się do snu.

Ranek nadszedł szybciej, niż powinien. Ledwo zza horyzontu wychynęły pierwsze promienie słoneczne a w lesie już rozgorzało życie. Pierwszy - oczywiście po naturze - obudził się Markus, nadal pozostając w lekkim szoku i dezorientacji po wydarzeniach z ubiegłej nocy. Ciągle tracił przytomność, nokautowany przez tego obcego...
Właśnie.
Utkwił w nim uważne spojrzenie. Spał głęboko, chrapiąc cicho w najlepsze. Brunet zupełnie stracił do niego zaufanie, zwłaszcza po tym jak potraktował jego towarzyszkę. Powoli zbliżył się do niego, kucając nad nim i wyciągając ręce ku jego szyi, z których notabene jedna go bolała. Oczywiście nie zauważył, że potencjalny przeciwnik ma na sobie nową koszulkę, w dodatku jego własną.
Udusi drania, no po prostu udusi. Oszczędzi im wszystkim problemów a jemu skróci to nędzne życie. Aż sam się zdziwił. Skąd w nim tyle nienawiści?
_________________
:(
 
 
 
herezja 


Wysłany: 2013-03-07, 23:55   

Dobra. Więc nakarmiła swoje pokemony, zamknęła je, zostawiając przy sobie tylko Totodile'a, a potem wyciągnęła śpiwór z plecaka. Dołożyła jeszcze nieco do ognia i wtedy dopiero zapakowała się w kondom do spania i zasnęła. Spała głęboko, ale w sumie czujnie. Ale nie bała się bardzo, nie miała czego. Nie przy nich, no i miała Totodile'a na wierzchu, przy sobie.

Obudziła się rankiem, gdy Josh jeszcze spał. Właśnie, Josh. I tylko on. Uniosła się i przetarła zaspane oczy, rozglądając się dookoła i kogo zobaczyła? Markusa, który wyglądał, jakby tamtego drugiego miał zamiar zaraz udusić. Podniosła się, szeleszcząc materiałem, co powinno w sumie zwrócić na nią uwagę towarzysza.
- Markus.
Syknęła cicho, wstając, przeciągając się i na końcu ziewając. Potem obdarzając ciemnowłosego zdziwionym spojrzeniem.
- Bierz co Twoje, zwijamy się stąd.
Zamruczała, nie podnosząc głosu, który wciąż balansował w polu szeptu. Sama zaczęła ostrożnie zbierać swoje rzeczy, czyli w sumie tylko śpiwór. Przepakowała wszystko do plecaka i wreszcie podniosła się, spoglądając na Markusa.
Nie zamierzała budzić blondyna. Nie zamierzała dalej iść w jego towarzystwie. O ile Markus pochwali się odrobiną wyczucia i sam go nie obudzi, powinni odejść szybko i nie postrzeżenie. Oczywiście... Eunice najchętniej zrobiłaby to sama. Tak, dokładnie. Sama. Wolała iść teraz i zadbać sama o siebie, na własną rękę, mimo że pewnie nie wyszło jej to na dobre. Ale mimo to... teraz czekała na Markusa, potem go zgubi, ewentualnie.
_________________
Cast off the crutch that kills the pain,
The red flag waving never meant the same,
The kids of tomorrow don't need today,
When they live in the sins of Yesterday.
 
 
 
Kate Sayuki 

Wysłany: 2013-04-10, 23:06   

Istotnie, szelest materiału zwrócił uwagę Markusa, który podskoczył jak oparzony. Żołądek zwinął mu się w supeł z przerażenia, typowa reakcja dla kogoś, kto czynił coś złego, mając nadzieję, że nie zostanie przyłapany. Przez chwilę był pewien, że to policja się do nich zakrada. Odwrócił się gwałtownie, omal nie wpadając na śpiącego Josha. Widząc, że to tylko herezja, wziął głęboki oddech, chwytając się z ulgą za klatkę piersiową.
- Musisz mnie straszyć? - spytał cicho z wyrzutem, patrząc na nią pretensjonalnie. Nie spodziewał się, że jego towarzyszka podróży się obudzi, a tym bardziej spróbuje mu przerwać tę wymagającą ogromnych nakładów odwagi czynność. Ponadto coś podpowiadało mu, że chciała tego samego. Świętego spokoju od tego narwanego dzikusa.
Josh tylko burknął coś przez sen, odwracając się na drugi bok. Po chwili uśmiech wstąpił mu na twarz, a z kącika ust powoli poleciała strużka śliny. Jak widać nie było się czego obawiać - miał kamienny sen, w dodatku najwyraźniej całkiem przyjemny. Część śpiwora zsunęła się z niego, przez co zwinął się w kulkę. Zimne powietrze poranka prześlizgiwało się po nim, wprawiając go w drżenie i unosząc wszystkie włosy na skórze jego rąk. To interesujące zjawisko, na które nikt zazwyczaj nie zwracał uwagi, nazwano gęsią skórką.
Markus przez chwilę zastanawiał się, skąd wzięła się taka nazwa, po czym ostrożnie wycofał się i powoli zaczął zwijać swoje legowisko. Też miał już dość nowego „towarzysza” podróży, więc postanowił pójść za błyskotliwą radą Eunice i po prostu się zwinąć. Nie rozpakowywał plecaka, toteż tylko doczepił do niego przenośne łóżko i wstał, rozprostowując nogi i ręce.
- No to idziemy - mruknął cicho, ruszając za towarzyszką. Zrobił kilka kroków, po czym obejrzał się za siebie. Jakoś nie czuł wyrzutów sumienia, zostawiając go samego.
Josh obrócił się na drugi bok, przez sen po omacku szukając śpiwora.
Na niebie pojawiało się słońce, jakby budząc się ze snu. Nikły blask poranka spadł jak płachta na las, wprawiając w ruch cienie drzew i tchnąc w nie życie. Wraz ze świtem zaczęły zabierać głos pierwsze pokemony, ponadto w trawach na nowo pojawiało się życie. Natura zatoczyła koło, dając początek nowemu dniu. Czy będzie fortunny? Czas pokaże.
W oddali rozległo się psie wycie, zwiastując nadciągające nieuchronnie zagrożenie. Teraz przede wszystkim to właśnie czas odgrywał najważniejsze znaczenie.
_________________
:(
 
 
 
herezja 


Wysłany: 2013-07-06, 21:16   

- Nie udawaj odważnego, skoro nie potrafisz.
Mruknęła niewyraźnie, cicho, jednak wystarczająco głośno, żeby Markus ją usłyszał. Głos miała jednak obojętny. Zwinąwszy wszystko do plecaka, zarzuciła do sobie na plecy. Ubrana w czarną bluzę z kapturem, związała włosy w ciasny kok.
Obrzuciła wzrokiem obozowisko, zatrzymując spojrzenie na Joshu. W pierwszym momencie miała ochotę podejść i z powrotem naciągnąć na niego śpiwór. Nie była w końcu zła, nawet jeśli była niemiła to troszczyła się o innych. Ale stłamsiła to w sobie. Mogło to chłopaka obudzić, a tego nie chciała ona i zapewne też Markus. Gdy jej towarzysz był już gotowy, odwróciła się i ruszyła przez las. Obierając kierunek przeciwny do miasta, narzuciła szybkie, miarowe tempo. Josh na pewno da sobie radę sam.
_________________
Cast off the crutch that kills the pain,
The red flag waving never meant the same,
The kids of tomorrow don't need today,
When they live in the sins of Yesterday.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 2,82 sekund. Zapytań do SQL: 11