Poprzedni temat «» Następny temat
..::Kuro::..
Autor Wiadomość
Kate Sayuki 

Wysłany: 2013-06-17, 13:35   ..::Kuro::..

Niebo zalało się szarością, mieszającą tu i ówdzie z puchatą bielą chmur. Pogoda stała na krawędzi, nie wiedząc w którą stronę się przechylić – deszczu? A może słońca? W każdym razie brak wiatru i ogólny upał, który wisiał w powietrzu, nieuchronnie wskazywały na nadchodzącą wielkimi krokami burzę. Nawet ludzie nie wystawiali nosów z domów. No cóż, pełnia lata.
Na zegarku wskoczyła dziewiąta. Pomimo tak wczesnej pory wszyscy domownicy byli już na nogach. Ojciec szykował duże śniadanie a Hiroshi wraz z matką pakowali do wielkiego, czarnego plecaka Takeshi’ego ostatnie rzeczy. Koszulka, sweter, spodenki… Odruchowo rzucili spojrzenie za okno akurat wtedy, gdy ostatnie promyki słońca skryły się za chmurami i już nie wróciły. Ta dziwna synchronizacja mogła wydawać się niepokojąca, jednak nie w przypadku tej dwójki. Rodzinne więzi sprzyjały wzajemnemu zrozumieniu.
- Idź go obudź – nakazała nagle kobiecina, stanowczym gestem wskazując na schody do sypialni chłopca. Szybkim ruchem zapięła suwak plecaka, opierając go o ścianę. – Pogoda się psuje – dodała po chwili zamyślenia, chwytając śpiwór by przywiązać go z boku plecaka.
- Czemu muszę wszystko za niego robić? – burknął Hiro, krzyżując ręce na piersi. Najwyraźniej nie przepadał za obsługiwaniem młodszego brata. Na jego twarzy wymalowało się coś na kształt buntu.
- Bo to twój ukochany braciszek – odparła ze spokojem i pewnością typowymi dla kogoś, kto musi powtarzać coś po raz setny. – Skoro wyrusza w podróż dobrze byłoby mu pomóc.
Chłopak westchnął z rezygnacją, po czym zaczął powoli wspinać się po schodach. Niechęć niemal z niego kapała. Ale co poradzić - mamy nie przegada.
- Jeszcze zatęsknisz! – krzyknęła za nim.
- Chyba po moim trupie – burknął pod nosem, bez ogródek wchodząc do pokoju brata.
Bałagan był wszechobecny, zapewne z powodu podekscytowania Kuro nie posprzątał. Prawdopodobnie każdy w jego sytuacji zostawiłby syf i rzucił się do łóżka, by przyspieszyć nadejście następnego dnia. Na wpół otwarte okno wpuszczało do środka odrobinę chłodniejszego powietrza, jednak i to nie pomagało odegnać ukropu jaki zalał pokój.
Ulewa wisiała w powietrzu.
Hiroshi przez moment zastanawiał się w jaki sposób obudzić Kuro. Zdecydowawszy się na ten najmniej brutalny, chwycił za kołdrę, która okrywała nogi Kuro, i jednym silnym pociągnięciem zrzucił ją na podłogę. Po chwili poduszka podzieliła jej los.
- Wstawaj, młody – rzucił, wyglądając za okno. Rozejrzał się jakby szukając czegoś. – Twój pokemon gdzieś zniknął. Ten zielony.
Wyjrzał za okno, przypominając sobie to, co powiedziała matka.
- Pogoda ci się psuje – powtórzył jej słowa.
Nie chciało mu się już dłużej czekać na rezultaty pobudki. Wzruszył ramionami po czym zszedł na dół. Usiadł na kanapie, po drodze chwytając pilota od telewizora. Co on się będzie przejmował, to nie jego przygoda. Widząc pytające spojrzenie matki uśmiechnął się tylko. To był arogancki uśmiech.
- Obudziłeś go? – Zmarszczyła brwi, przybierając gniewną minę.
- Raczej tak – odparł, przeskakując kanały.
- Shi – chan! Wstawaj! – wrzasnęła, nie wierząc do końca starszemu synowi. Jej głos wypełnił całe mieszkanie jak upał pokój chłopca. – W ogóle nie można na ciebie liczyć, Hiro – oznajmiła z wyrzutem, po czym ruszyła do kuchni pomóc przy przygotowaniach śniadania.
Nastolatek jej nie słyszał - wyłączył się oglądając telewizję.
Snivy gdzieś zniknęła. Okno było otwarte… Może uciekła?
_________________
:(
  
 
 
 
Kuro 


Wysłany: 2013-06-19, 21:36   

Pierwszy dzień podróży... Pierwszy dzień nowego działu w życiu, przygody! Chyba logiczne, iż każdy wyczekuje tego zazwyczaj i kończy się to przeważnie tak, iż podekscytowanie, emocje nagromadzone w nas, cały zapał nie pozwala nam zasnąć. Tak właśnie niby też było z Kuro. Niby... Bo przecież kto by przewidział, iż nastolatek dotrwa tylko do pewnego momentu, by potem legnąć ostatecznie w łóżku, jak gdyby nigdy nic. Nie, że śpioch z niego, czy inny typ człeka, co się by tylko lenił i najlepiej nic nie robił, aczkolwiek trzeba przyznać, iż to przyjemne zadanie, jednak w tym przypadku... W owym feralnym zdarzeniu raczej sprawa tyczyła się wytrwałości w walce ze snem w warunkach bojowych! Gdy przeciwnik przypiera nas do muru, a raczej dokładniej, gdy przykłada nam siłą grawitacji głowę do poduszki. Niby nic takiego, ale... Jak tu walczyć skoro mięciutka, puszysta podusia zapewnia idealne schronienie, a do tego cieplutka kołderka próbuje odgrodzić człeka od chłodu, czy niebezpieczeństw świata!
Co więc się dziwić, iż mijały tygodnie, miesiące, a może raczej godziny, a on spał, jak spał. Niczym kamień rzucony do wody! Ot głęboka "drzemka", bo przecież Shi by nie zasnął! Gdzie tam on! Nie ma mowy! Na pewno do czegoś takiego nie doszło, bo przecież sen jest dla słabych, a jeśli ktoś się zapyta o owe zjawisko to ten pewnie się wyprze! Ot co! Jednak... Nie ważne ile pełni księżyca, a aktualnie nad polanką czekoladowych owiec z wełną z różowej waty cukrowej w pełni znajdywały się 4 księżyce i 3 rogaliki. Nie mylić rogalików z satelitą ziemskim! Takie latające, z dżemem malinowym! Chyba... Nie dane było chłopaczkowi spróbować, bo... No bo... Ktoś bezczelnie, brutalnie i w ogóle bez żadnej zgody zaczął go pozbawiać jego schronienia! JAK TAK MOŻNA?! W taki bestialski sposób! Nie żeby on tak nigdy nie robił, ale przecież jakieś ludzkie odruchy obowiązują, nie?! Okej... Kołdrę jeszcze można by darować, bo zawsze została poduszka, w którą można było się wtulić, by czerpać z niej ciepło. Zawsze... Ale nie teraz, bo istny potwór, tak tak - łatwo się domyślić któż taki, bo niby kto inny, postanowił pozbawić go także tej oazy spokoju i snu! Na nic próba udawania Rejtana, czy odniesienia się do Roty.
- Ieee... - rozległo się dość głośne, aczkolwiek nie aż tak, bo przytłumione przez łóżko, głuche jęknięcie niezadowolenia. Kto by się zresztą cieszył z takiego obrotu spraw?! Wolną ręką, nie pozwalając promieniom słonecznym dostać się do oczu, zaczął sięgać po coś. - To nie Pokemon... To Snivy... - wydukał, po czym próbował sięgnąć po poduszkę, aż... Aż dotarły do niego niepokojące słowa... Niepokojące - słabo powiedziane - bo przecież każdy by się poddenerwował słysząc wieści o... psującej się pogodzie? NIE! To aż tak nie pobudzało do działania. Raczej chodziło o zaginięcie pewnej istotki, pewnego małego cosia, chociaż może dla niego ktosia, aniżeli pierwszy wariant, prawda?! - C-CO?! - zaowocował owy okrzyk równoczesnym zerwaniem i niemalże nie wywróceniem się w pięknym stylu na podłogę, czemu pewnie zapobiegło to, iż ostatecznie wylądował swoimi zacnymi czterema literami na łożu w pozycji siedzącej. Ach ten piękny, wirujący świat, który wita zwykle ludzika w takiej sytuacji. Może i nie zawsze, ale dzisiaj postanowił o poranku odwiedzić Takeshiego, więc co się dziwić. Począł przecierać zaspane oczy w dość chaotyczny sposób rozglądając się po pomieszczeniu, by - gdy skończył pierwszą czynność - zająć się za przeglądanie podłóżkowych terenów, czy też zawartości utraconej kołdry i poduszki, przerzucając je na miejsce. Po drodze może też znalazł jakąś kurtkę? Bluzkę? Ubrania? Pewnie co znalazł wciągnął, do tego, co miał na sobie, bo przecież... Przecież co?! Jeśli na prawdę nie znalazł swojej partnerki, to gdzie by zniknęła?! W głębi serca łudził się, iż to marny żart pokroju takiej osóbki, której odpłaci jakoś później... Bo... To wcale nie śmieszyło różowowłosego! Ani trochę! - Sniiivy!!! - zakrzyknął aż przez okno zdezorientowany owym zaginięciem. Przecież to... Przecież... Aż zignorował zawołanie go, wypatrując potencjalnego zielonego punkciku gdzieś w polu widzenia, a może i nawet na horyzoncie, byleby tylko znaleźć.
Jeśli zaś poszukiwania nie okazały się owocne i ani w pokoiku, ani za oknem, ani też nie ukazała się sama, to chyba nie pozostawała już inna nadzieja... Inna opcja, czy szansa, czy też w coś co wierzył, a może się łudził... Logicznym jest w takiej sytuacji chyba... Nie... Wyskakiwanie przez okno raczej musi poczekać, bo kończyny muszą się przydać, a tak pewnie łatwo nadwyrężyć. A nóż zahaczy o framugę i już obrażenia gotowe! To zostawi się na inne okazje, ot co! Na przykład... Pomoc w wyjściu przez okno Hiroshiemu... Po co? To już nie problem Kuro, ale nie o tym teraz! Co robi nastolatek, gdy jego poczynania nie przynoszą efektu? Schodzi wtedy na dół, uważnie rozglądając się po drodze, a może dla sprostowania, wypatrując szczegółów w ciągłym ruchu przed siebie, bo czas nagli, nie?!
- Widzieliście gdzieś Snivy?! - pyta się tylko nieco zabiegany, będąc gotów w sumie wybyć w "drogę", a raczej ekspedycję poszukiwawczą w warunkach bojowych, o! Przecież nie zostawi tego tak, jak jest, nie?! A jeśli coś się jej stało?! Temu właśnie musi ją znaleźć i tyle, a jak nie ma w domu to pewnie znajduje się gdzieś w okolicy, bo przecież gdzie by ruszyła?! Dlatego też w przypadku takiego obrotu spraw, przy przeczącej odpowiedzi wybywa z domu patrolować okolicę. Prawie jak godzina policyjna i próba wyłapania kogoś, kto się oddala poza dozwolony teren o tak wczesnej porze! Toż to jeszcze cisza nocna jakaś pewnie, ale shsh...
_________________
do uzupełnienia
Pokemony:
Mistrz Gry:
Region:
Profesja:
Zdobyte odznaki/wstążki:
Aktualna lokalizacja:
Ekwipunek:
 
 
Kate Sayuki 

Wysłany: 2013-06-23, 15:03   

Pokój świecił pustkami. Wszelakie kąciki, gdzie mogła skryć się Snivy - typu szafka, przestrzeń pod łóżkiem czy szuflada - były puste, a raczej wypełnione tylko tym, co powinno się tam znaleźć. Nie inaczej było za oknem. Pozostawały dwie opcje: dół mieszkania i ogród. Jakby tego było mało jakkolwiek głośne nie byłoby wołanie chłopaka, pozostawało bez odpowiedzi. Ulubienica Kuro gdzieś zniknęła. Nadzieja matką głupich, a każda matka kocha swoje dzieci.
Hiro skrył dłonie w kieszeniach, przez moment obserwując przerażenie brata z niejakim rozbawieniem, po czym westchnął i zszedł na dół. Po drodze chwycił pilota od telewizora i z rozkoszą usadowił się na kanapie.
Na schodach nic. Pokój gościnny, sypialnie... nic. Nawet w pokoju Hiro, gdzie zazwyczaj śmierdziało jak w męskiej szatni, nie widać było najmniejszego śladu po Snivy.
Jadalnia wypełniła się zapachami śniadania. Dębowy stół był zastawiony aż po brzegi, jak to zazwyczaj bywało w domu rodziny Shinkuro. Ledwo widoczna smużka pary unosiła się znad kilku kubków zgromadzonych na stole, kusząc apetyczną wonią i obietnicą przyjemnego ciepła w żołądku. Jakby tego było mało, obok herbat i kaw stało kilka talerzy z dużymi, pysznymi, różnorodnymi kanapkami. Każdy znalazłby tu coś dla siebie – pomidory, sałata, ogórki, ser, kiełbasa, wędliny… Do wyboru, do koloru. Przy stole siedział ojciec chłopaka, zajadając się tymi specjałami. Rzucił przelotne spojrzenie na spanikowanego syna, po czym wrócił do jedzenia. No cóż, wyraźna hierarchia wartości. A może po prostu pomyślał, że chłopak jest podekscytowany podróżą w nieznane… Kto wie. W każdym razie nieco więcej uwagi poświęciła mu matka.
– Czemu tak latasz po domu? – spytała z wyraźną troską, obserwując niemal spadającego ze schodów Kuro. Słysząc jego pytanie, wykrzyczane pytanie, rozejrzała się uważnie. Być może schowała się gdzieś tu, uciekając przed zgiełkiem poranka lub próbując odpocząć przed trudną wędrówką.
Ani śladu. Matka przecząco pokręciła głową i posmutniała. Jednakże po jej minie można było się domyśleć, że ma jakiś pomysł.
– Sprawdzałeś w ogrodzie? – Odruchowo spojrzała za okno, sprawdzając, czy nie pada, po czym odwróciła wzrok na syna. – Pogoda jest nieciekawa, ale może jest na zewnątrz?
Odprowadziła wybiegającego chłopca wzrokiem i westchnęła ciężko. Roztrzepaniec. Pomimo wszystko kochała go nad życie, bo która matka nie kocha swojego dziecka?
Pogoda faktycznie była paskudna, co Kuro mógł łatwo zaobserwować. Pomagało to jednak w poszukiwaniach Snivy. Słońce nie oślepiało, z kolei oświetlenie było w wielu miejscach bardzo podobne, nie skrywając żadnych obiektów.
Ogród trochę zarósł, ale dawało się go eksplorować. Przypominał mały zagajnik. Rosło tu dużo rozmaitych gatunków kwiatów, kilka młodych brzózek, bujna trawa, krzewy owocowe – jagody, porzeczki i agrest – oraz warzywa, starannie pielęgnowane przez mamę Takieshi’ego. Ścieżki, usypane z małych, typowo żwirowych kamyczków, nadal były tam, gdzie być powinny, z kolei słodka woń kwiatów unosiła się w parnym powietrzu, doprowadzając alergików do skrajnego szaleństwa.
Nieopodal pluskało kilka kolorowych ryb w oczku wodnym. Nad nim rosła niewielka jabłonka, której gałęzie schylały się ku wodzie, jakby chciały dotknąć jej, musnąć liśćmi. Na jednej z takich gałązek siedział Pidove, przyglądając się czemuś z dużym zainteresowaniem. Dziób miał upaprany jakimś sokiem lub wodą. Póki obserwowany przez ptaka kształt był oddalony, Kuro nie miał szans dostrzec co to takiego, jednak w miarę zbliżania się nabierał kolorów i wyrazistości.
Pod jednym z owocowych krzaków – dokładnie pod agrestem – siedziała Snivy i ze smakiem zajadała się owocami. Odwróciła główkę w kierunku chłopaka, obserwując go z mieszaniną strachu i zmieszania. Najwyraźniej wolała nie zostać przyłapana na podjadaniu owoców z ogródka. Liście i gałązki oplatały ją jak kołdra, sok z agrestów ściekał po brodzie a ogonek radośnie kiwał się w jedną i drugą stronę.
Pidove wydał z siebie wesoły okrzyk, widząc przybyłego młodzieńca. Przypominał śmiech lub coś na kształt radości.
– Takeshi! – rozległ się zniecierpliwiony głos matki z mieszkania, tym samym płosząc siedzącego na jabłonce pokemona. Najwyraźniej krzyczała przez okno. – Jak już ją znajdziesz, chodź szybko do domu. Pogoda się psuje! – urwała, jakby się nad czymś zastanawiając. – Im szybciej wyruszysz tym większa szansa, że ominie cię burza!
Najwyraźniej doszła do wniosku, że jej syn łatwo nie zrezygnuje z tej podróży, nawet za cenę zmoknięcia. No i trzeba go było jeszcze pogonić do śniadania, na pustym żołądku nigdzie go nie puści.
Snivy siedziała skulona, jakby obawiała się, że zaraz jej właściciel na nią nakrzyczy. Pomimo to nie wypuszczała z łapek małego agrestu, do połowy nadgryzionego.
_________________
:(
 
 
 
Kuro 


Wysłany: 2013-06-26, 21:34   

Pustki! Nigdzie nawet nie było śladu, a więc... Co robić?! - przemknęło szybko przez myśli nastolatka, jak ten chaotycznie przeglądał kolejne elementy domu. Pokój gościnny, schody, czy sypialnia! PUDŁO! Pokój Hiro także pusty, więc... Ten jej nie schował. Zresztą... Pewnie dziesięciu minut by nie wytrzymała w jego swądzie. Ugh... Co też go pokusiło by tam sprawdzać?! Nie miał nawet czasu by pomyśleć nad odpowiedzią na to pytanie, podążając dalej tropem domysłów.
- Ja? Ten... Tego... - zaczął, przerywając sobie, by nie dopuścić do upadku ze schodów, bo zdrowiu raczej takie zdarzenia nie pomagały, oj nie! - Szukam..! - i właściwie tyle było słychać z jego odpowiedzi, gdy zaczął oddalać się w stronę terenów ogrodowych. O tym też chyba mówili inni. Przynajmniej tak mu się zdawało, a czy tak się działo? Whatever~! Jednak...
Pogoda była rzeczywiście nieciekawa, ale to akurat teraz szkopuł. Drobny szczególik, który teraz ciut przeszkadza, ale nie aż nadto. Brak słonka rzeczywiście mógł martwić, ale nie teraz, a na dodatek nie dziś! Nie w takim momencie! Nie co dzień zaczyna się własną przygodę, a pogody, jak rodziny zwykle się nie wybiera, prawda? I tak ostatecznie ważniejsza była pogoda ducha, ne?! Ta pewnie dopiero wróci, jak wszystko się wyjaśni, ale sukces po sukcesie, kawałek po kawałku i się uda! - Snivy jesteś tutaj? Nie chowaj się już... - zakrzyknął, przyglądając się kolejnej serii kwiatków, krzaczków i drzewek. Nic... Oczywiście pewnie wszystko szło by o niebo sprawniej, jakby nie starał się resztkami sił uważać, by nie wyrządzić szkód warzywkom. Jeszcze by miał za karę to naprawiać i co?! Zmarnowałby dzień lub... tydzień na to! Chociaż... Dość ryzykowna sytuacja była, gdy zakręciło mu się w nosie, przez co kichnął, mimo, iż zazwyczaj to mu się nie zdarzało. Pewnie miało na to wpływ tempo znalezienia się w tej okolicy, ale no... Przez to zachwiał się prawie potykając się o własne nogi i wpadając na jakieś grządki, chyba marchewek, ale na szczęście były całe i zdrowe! Jeden plus, bo tego głównego ciągle nie widział!
- Snivy? - spytał się już raczej, zbliżając się powoli w stronę pluskających się rybek w stawiku, ale któż to wiedział... Może akurat Snivy postanowiła się zrelaksować przy zbiorniku wodnym, a dodatkowo wziąć kąpiel?! Jednak to nie była zieloniutka, a raczej pewien lotnik zwany Pidovem. - Eeeeh... Gdzie się schowałaś..? - te słowa już raczej westchnął niż powiedział, spoglądając się w stronę pewnego kształtu, który... Jak to się okazało... Okazał się być Snivy, która spokojnie sobie ucztowała! - Sni... Boisz się? Czego? - skierował te słowa, widząc, iż stworzonko się kuli, mimo, iż oblepione wyraźnie było sokiem z agrestu, który - ten nadgryziony - chłopaczek wziął do ręki. Ale ale! Kuro nie chciał go zjeść! O to martwić się nie trzeba! Przysunął go tylko do pyszczka Pokemona, by ten skonsumował chociaż do końca, a następnie zerwał kilka kolejnych, bo najwyraźniej lubiła owy owoc, a czemu go jej pozbawiać, nie?! - Następnym razem mnie obudź okej? Albo chociaż dałabyś jakiś znak, a nie... - rzucił, nadymając policzki, jakby chciał wyrazić obrazę, odsuwając rękę, w której dzierżył parę owocków. Drugą zaś, po przykucnięciu, skierował ponownie do pyszczka żyjątka, by przetrzeć je, ot tak! Coś w stylu prowizorki, ażeby nie chodziła brudna!
- Burza? - powtórzył po okrzyku rodzicielki, spoglądając na chwilę w górę, jakby chcąc dojrzeć tam zwiastun mrocznych chmur, które pochłoną niebo, przeszywając je raz po raz błyskawicą. Uuuu... Złe warunki, ale przecież lękać się ich nie będzie! Co to... TO NIE~! - Powinniśmy ruszać, prawda? - tę sugestię skierował już do Snivy, trzymając wyciągniętą w jej kierunku dłoń i czekając na reakcje. Nie zmusi jej przecież do poświęcenia i rezygnacji z... - Jak zdążymy wszystko zrobić, to nazrywamy jeszcze parę owoców na drogę! - dodał owe stwierdzeni, potakując sobie głową oraz licząc, iż Pokemon chętniej postanowi ruszyć, a on uda się do domku. Sam aż zgłodniał, ale agrestem się raczej nie naje niestety...

Gomen za opóźnienia x.x
 
 
Kate Sayuki 

Wysłany: 2013-06-29, 22:30   

Agrest fruwał! On latał!... A raczej został jej zabrany przez Kuro. Snivy zadrżała. Przez moment naprawdę wydawało jej się, że dostanie jakąś reprymendę na temat podkradania owoców z ogródka, jednak najwyraźniej jej opiekunowi nic to nie przeszkadzało. Wprost przeciwnie – ku uciesze stworka owoc powędrował do jej pyszczka wraz z następnymi. Radośnie zamachała ogonkiem, starając się uśmiechnąć. Co prawda pokemonowej twarzy ciężko było naśladować ludzką mimikę, lecz trener, który dobrze zna swojego podopiecznego, bez problemu odgadnie targające nim uczucia.
Słysząc pretensje w głowie Takieshi’ego Snivy pokiwała twierdząco głową. Na pewno go obudzi, a jakże! Ponadto postara się to zrobić na tyle dobrze żeby już nie zasnął. Miała na to wiele sposobów i pomysłów. Z zamyślenia wyrwała ją wędrująca ku niej ręka Kuro. Przymknęła oczy i zamruczała cicho, dając się otrzeć z agrestowego soku i zarazem podrapać. Pieszczoch z niej był niesamowity.
Niebo nie przerażało. Co prawda szare, kudłate chmury oblepiły je niemal w całości, przypominając watę cukrową, którą ktoś wytarzał w ziemi, jednak nie widać było tych oślepiających błyskawic, których mógł obawiać się chłopak. Pomimo to do uszu dwójki przyjaciół dochodzić mogły odgłosy przypominające grzmoty. Czyli matula miała rację – burza zbliżała się wielkimi krokami, szykując wielkie wejście na scenę pogody.
Snivy również omiotła wzrokiem rozpościerającą się nad jej głową scenerię, z niezadowoleniem stwierdzając, że najwyraźniej zmoknie. Zresztą czym się martwić – w razie ulewy schowa się w plecak czy kurtkę Kuro lub w swojego pokeballa (o ile go dostanie). Na wiadomość o dodatkowym „prowiancie” na drogę zareagowała entuzjastycznym piśnięciem. Pospiesznie zjadła ostatni agrest, który podarował jej opiekun, po czym wskoczyła zwinnie na jego dłoń i szybkimi skokami znalazła się na ramieniu. Przez chwilę próbowała się wygodnie ułożyć po czym zamknęła oczy z zamiarem drzemki. Nic nie wskazywało na to, żeby miała się o cokolwiek buntować, toteż chłopak mógł w spokoju wrócić do mieszkania i zjeść śniadanie.
Matka uśmiechnęła się promiennie na widok zielonego stworka, który cicho i z zadowoleniem pochrapywał na ramieniu jej syna. Jak widać przejmowała się nie mniej, niż on, zapewne właśnie ogromny ciężar spadł jej z serca. Jedno słowo – ulga.
– Shi – chan, herbata ci już wystygła. Podgrzeję ci w mikrofali… - jak powiedziała, tak zrobiła. Kilka sekund i napój ponownie parował, wydzielając przyjemny dla nosa aromat. – Plecak sobie spakowałeś, więc tylko dołożyliśmy kilka przydatnych rzeczy.
Postawiła pakunek nieopodal drzwi i podeszła do chłopca. W ręku ściskała coś małego i kwadratowego…
Portfel.
Szybkim ruchem otworzyła go i podała Kuro kilka banknotów.
– Oszczędzaj, nie wiem kiedy będę cię mogła znowu wesprzeć. – Wręczyła mu pieniądze, które w sumie liczyły 500$. Pokaźna sumka, całkiem sporo na start. – Zawsze mógłbyś trochę zarobić jakąś drobną pracą, ręce ci od tego nie odpadną – stwierdziła, uśmiechając się przyjaźnie.
– No i zjedz coś, chłopie – dodał ojciec, wstając i zamaszyście wycierając usta w rękaw. Żona zgromiłą go spojrzeniem. Roześmiał się. – Wyglądasz marnie, synek. Spokojnie, coś tam ci zostawiłem, jakieś ochłapy – ponownie zaśmiał się, wędrując do starszego syna. Po tradycyjnym pytaniu „co ciekawego grają”, usiadł obok i w milczeniu oglądali razem.

//Spokojnie, masz tydzień na odpis z nieoficjalnym kawałkiem ;p//
_________________
:(
 
 
 
Kuro 


Wysłany: 2013-07-05, 21:45   

Agrest... Wypada zapamiętać na przyszłość, iż tak bardzo smakuje małej. Będzie miał wtedy takiego asa w rękawie, ażeby przekupić ją jakoś, czy coś, a teraz... Teraz najważniejsze było to, że raczej była... zadowolona? Raczej bez przyczyny ogonkiem się nie macha, a na dodatek też ot tak struny głosowe nie wytwarzają pomruków for fun, prawda?! Co jednak okazało się najważniejsze?! Fakt, iż raczej przystała na jego hym... ugodę! O tak! Jeśli dobrze zrozumiał, to potaknięcie głową odnosiło się do wybudzania, a jak... Teraz to się nie liczyło, bo przecież w danej chwili nie spał.
- Słyszysz? - zwrócił się tylko w kierunku Snivy, gdy ta przyglądała się niebu, aby upewnić się o podobnym poziomie w ich wiedzy o pogodzie. Szare niebo... Niby nic strasznego, jednak i tak odgłosy mu towarzyszące potrafią wprowadzić lekkie zwątpienie w duszyczce ludzkiej. Nawet mimowolnie odetchnął jakby z ulgą, gdy zielona znalazła się na ramieniu, bo teraz mógł spokojniej - tak, spokojniej - ruszyć w kierunku domu. Ulga... Tak. Pewnie właśnie ona była przyczyną uśmiechu mimo wszystko na twarzy nastolatka, a ten... - Już niedługo... - mruknął tylko pod nosem różowowłosy, będąc już nieopodal wejścia, a tam, rzucając jakby tęskne, nostalgiczne spojrzenie w kierunku ogrodu, bo przecież zaraz wyruszy. Opuści dom... Może nie na stałe, ale jednak będzie poza nim dłużej niż noc, czy dwie, albo tam tydzień na biwaku. Już za moment... Za parę sekund, no może ostatecznie minut... Już...
- Hm? C-co? - wydobyło się nieco zdezorientowane z jego ust, bo póki co skupił się na pochrapującym stworzonku oraz próbach zapamiętania tego, co zostawi za sobą. Przynajmniej nie musiał komentować tego... ugh... zdrobnienia! Zgrozo. - Ah... Tak... Dziękuję... - rzucił tylko, widząc już ciepły napój i zbliżając się do stołu, gdzie czekało śniadanko. Ostatni domowy posiłek przed wyprawą, aż gdyby nie była to radosna nowina to pewnie łza w oku by się zakręciła. Ale chwila... Czemu nie dotarł do niego? Czemu nie podszedł i nie zaszczycił gardła ciepłym napojem?! Meteor? Spadająca gwiazda na drodze? Piorun walnął tuż przed nim?! Nie! Raczej osobnik przypominał człowieka, a dokładniej jego rodzicielkę z... portfelem?! Nie spodziewał się aż takiego przygotowania, dlatego co się dziwić, iż stanął nieco jak ktoś kogo zamurowało i spoglądał się z niedowierzaniem na owe dzierżone przedmioty. - N-naprawdę? - spytał się zszokowanym tonem, podnosząc spojrzenie na rodzicielkę i potrząsając głową, by odgonić niepoukładane myśli, snujące jakby teraz nietypowe teorie spiskowe potencjalności żartu, czy zwykłej sztuczki, ale głos matki, jak i słowa, które wypowiadała raczej nie wskazywały na fałsz, więc... - Dobrze... - powiedział pod naporem słów, zgadzając się teoretycznie na wszystko co zostało powiedziane, a dokładniej... Nawet na prace! Ale... Już raczej było za późno by się wycofywać, a ponadto jakby to brzmiało! W takiej chwili... Zresztą nikt wiedzieć nie musi, prawda?! Aż przerzucił na chwile spojrzenie na bok na Snivy, przełykając ślinę z myślą "o mały włos", by potem... Zareagować na słowa ojca skinieniem głowy i zajęciem miejsca, ażeby... Zrobić sobie formalnie jedną kanapkę, którą zaczął skubać, bo... Przecież teraz już wszystko miał, więc... Zostało ruszyć przed siebie! W drogę, ale... Śniadanie! Najważniejszy posiłek dnia, jednak... Potem nie będzie tak łatwo z nim... Poza tym będąc już przy stole spróbuje też zrobić jakieś prowizoryczne kanapki na drogę, o! - Mamy może jakiś nadmierny parasol..? - pyta się jakoś w trakcie między kęsem którymś tam, a tym kolejnym, robiąc krótką przerwę, bo z pełnymi ustami się nie mawia, a jak miał pod ręką wolny listek sałaty to... Poda go Snivy, chyba, że ta jednak woli spać... Po co budzić, nie? Potem jeszcze też sprawdzi spakowane rzeczy, dorzucając ostatnie przedmioty... Ostatnie... Ta...
_________________
do uzupełnienia
Pokemony:
Mistrz Gry:
Region:
Profesja:
Zdobyte odznaki/wstążki:
Aktualna lokalizacja:
Ekwipunek:
 
 
Kate Sayuki 

Wysłany: 2013-07-14, 18:37   

Matula roześmiała się radośnie. Już tyle lat mieszkają razem, powinien domyśleć się, że nie żartowała. Jedyne co zrobiła to popchnęła pieniądze nieco bardziej stanowczo w dłonie Kuro, nadal uśmiechając się serdecznie.
– Oczywiście, że naprawdę. Dlaczego miałabym kłamać?
Będąc pewna, że jej synek schował już wszystkie banknoty do portfela, ruszyła do pokoju dopiąć wszystko na przysłowiowy ostatni guzik. W międzyczasie Snivy skwapliwie skorzystała z oferowanego listka.
Wydawałoby się, że ten sielankowy poranek będzie trwał w nieskończoność. W powietrzu unosiła się atmosfera nadciągającej niechybnie podróży i ekscytacji. Zapachy śniadania uparcie wkradały się w nosy domowników, nie pozwalając zapomnieć o tym, że wciąż można jeszcze zjeść coś dobrego, dopchać brzuch do granic możliwości przed wyruszeniem w nieznane.
– Parasol? – odparła pytaniem na pytanie matka, unosząc w zamyśleniu brwi. Przez chwilę zastanawiała się w milczeniu, jakby kalkulując, po czym odparła. – Mamy kilka, chyba cztery. Jeden jest składany, ten granatowy. – Uśmiechnęła się z tym samym, niezmiennym ciepłem, co zwykle. – Jak chcesz to możesz go wziąć ze sobą. Jest w szafce nad butami, na korytarzu – wyjaśniła i zniknęła w łazience.
Przez kilka minut w mieszkaniu panowała cisza. Przerywały ją odgłosy nadchodzącej burzy z podwórka, ciche pomlaskiwanie Kuro i odgłosy z odbiornika telewizyjnego. Do tych dźwięków kilka minut później dołączyło mocne pukanie do drzwi. Chociaż pukaniem tego nazwać nie można – to było walenie. Natarczywe i niecierpliwe uderzanie pięścią w drewno – w obliczu takiego dobijania wydające się słabe - sosnowych drzwi.
– Pali się, czy ki… - burknął zirytowany ojciec i westchnął przeciągle. Swoją drogą kto mógł przychodzić w gościnę o takiej godzinie? Zazwyczaj ludzie idą wtedy do pracy…
Wstał, podążając do wejścia. Szybkim ruchem otworzył drzwi i odruchowo cofnął się o krok.
Stojący po drugiej stronie chłopak był ubrany stanowczo inaczej, niż nakazywała pogoda. Chociaż było stosunkowo ciepło to wiatr mroził krew w żyłach, z kolei nieznajomy miał na nogach przewiewne, niebieskie dresy, na torsie jasnoszarą, wiszącą i wyraźnie znoszoną koszulkę na ramiączkach a na dłoniach… czerwononiebieskie rękawice do kickboksingu. Jakby tego było mało nie nosił butów. Stopy były brudne od piachu i ziemi. Nie wyglądał na zmarzniętego czy zziębniętego.
– WITAM GOSPODARZA DOMU! – wrzasnął, opuszczając do tej pory uniesione ręce wzdłuż tułowia i prostując się jak na baczność. Dłonie wciąż zaciskał w pięści. Jego młodą twarz zdobiła determinacja i śmiertelna powaga. Uwagę przyciągał naklejony na nos plaster. Rude, tłuste włosy sterczały na wszystkie strony, przywodząc na myśl rozszalałe płomienie. Z błękitnych oczu strzelały błyskawice.
– No witam… - odparł ze spokojem mężczyzna, ostentacyjnie wtykając palec wskazujący w ucho.
– Na imię mi Hideki. Słyszałem, że ktoś tu wyrusza w podróż… – zaczął, próbując wypatrzeć coś ponad ramieniem ojca Kuro. Skutecznie uniemożliwiała mu to różnica wzrostów, która była spora. - Początkujący trener pokemon – dodał szybko.
– I co w związku z tym? – spytał, krzyżując ręce na torsie i obserwując chłopaka z nieufnością.
– Chcę go wyzwać na walkę pokemon! – oznajmił, z kolei jego oczy znów rozbłysły tym blaskiem zadziorności i determinacji.
Pierwszy przeciwnik? Czy może przeszkoda na drodze? Co jeśli jego pokemony są tak niepodatne na cokolwiek jak on sam?


Ujrzane postaci niezależne:


//PRZEPRASZAM, ŻE TAK DŁUGO, NIE ODCHODŹ ;_____;//
_________________
:(
  
 
 
 
Kuro 


Wysłany: 2013-07-20, 20:42   

Nadal spoglądał w niedowierzaniu na podarek, nieco spinając się w sobie na atak śmiechu ze strony rodzicielki, bo już powoli zaczął odbierać na pierwsze brzmienia, iż jednak to jakiś żarcik, czy coś, ale... Ten śmiech był inny, aniżeli taki, który służy do wyśmiewania naiwności ludzkiej, czy czegoś innego. No co?! Nawet Takeshiemu się zdarzyło raz, czy może pięć, albo i więcej, ale kto by to liczył! - No bo... - już miał udzielić odpowiedzi na pytanie "Dlaczego matula miałaby kłamać?", jednak ostatecznie ugryzł się w język, tamując tym potok wypowiedzi, które miały zapewne dotyczyć pozytywów drobnych oszustw, czy innych takich. Ostatecznie skończyłoby się na trochę dziwnym wniosku, bo stwierdzeniu, iż to po prostu bywa zabawne, ale przecież... - No tak... jakoś... - wydukał z siebie po chwili, spoglądając po pozostałych członkach rodziny, zastanawiając się przez chwile nad czymś, aby ostatecznie odpędzić wizje jakże przyjemnego "pożegnania" się z pewnym leniwym domownikiem. Nie... Nie chodziło o niego!
Co zaś jeśli chodzi o posilające się Żyjątko? To dobry znak, bo przecież trzeba mieć siły na drogę, a także na trening, czy doskonalenie się, albo... Albo... Na coś jeszcze pewnie! Poza tym - zapewne przez dość długi okres czasu nie zazna przygotowanych dokładnie posiłków, aczkolwiek czego Kuroś nie zrobi dla swojej Towarzyszki, prawda?! Co natomiast z nim? Po początkowej niepewności, a może jakimś przestrachu, który sparaliżował mu nieznacznie układ trawienny, różowowłosy zaczął w końcu względnie normalnym tempem jeść, ale nie za dużo nie za mało! Przejedzonego człeka pewnie by jakaś kolka, czy inne denerwujące ustrojstwo złapało, a w drugą stronę... Jeszcze by z głodu omdlał i co wtedy?! Po prostu uczta, aby się najeść, a nie przejeść! Najwyżej zostanie więcej na drogę, gdy zgłodnieje, o! - Yhym... - mruknął tylko nastolatek, spoglądając w kierunku rodzicielki, ażeby potwierdzić tym sposobem zapewnić, iż o parasol właśnie chodzi. - Moshe... - urwał, postanawiając uprzednio przełknąć zawartość jamy ustnej, aby potem uwolnić swoje słowa: - Może być... Raczej. - odpowiedział dość krótko, kończąc powolutku przerwaną na ten moment czynność.
Wszystko byłoby piękne, ładne i w ogóle dopięte na ostatni guzik, jednak... Harmoniczną ciszę, przerywaną standardowymi, domowymi odgłosami, zakłóciły dźwięki, a właściwie dość osobliwe brzmienia stosunkowo silnego uderzania w drzwi. Aż Shi przymrużył jedno oko, lekko podirytowany tym wydźwiękiem. Na szczęście papcio skierował się do drzwi, ażeby to je otworzyć, więc Kuro postanowił wykorzystać wolne chwile, aby posprzątać po posiłku. Przecież zostawienie po sobie bałaganu... No może mu się nie chciało, ale pochować co trzeba raczej da radę, a i tyle poświęcić się może! - Kto to?! - zakrzyknął tylko, słysząc uniesiony ton rozmówcy, jakby ten wykrzykiwał coś. Hałaśliwa osóbka, oj zapewne tak... Zresztą czego się spodziewać po waleniu do drzwi, nie? A co tam?! Człowiek ciekawska istotka, temu skinął głową tylko Snivy, po czym sam postanowił ruszyć w kierunku głosów, aby przekonać się na własne oczy o potencjalnym gościu w ich skromnych progach. - Walkę? - spytał się piętnastolatek, przypatrując się sylwetką rozmówców, a następnie odwracając się, a może raczej przekręcając twarz tak, że spoglądał teraz swoimi różowymi tęczówkami na Partnerkę. - Jak uważasz? Masz ochotę? - zwrócił się do niej, bo to przecież bardziej od niej zależy i nie zmusi jej do wysiłku ot tak i to po posiłku. Co dalej? Dalej właściwie czeka na jej reakcje, chociaż w jego oczach dałoby się dostrzec chęć pierwszej potyczki, pierwszego wyzwania! Ale też pozostawały wątpliwości, iż przez to opóźni się wyruszenie w podróż, jednak... Walka! Ba! Ale... Przy okazji postanowił skierować swe kroki po... Wcześniej wspomniany parasol.

Postać znikniła :<
 
 
Kate Sayuki 

Wysłany: 2013-07-27, 22:29   

Pytanie przez moment unosiło się w powietrzu, stwarzając ciężką atmosferę. Przynajmniej dla obcego, który zamierzał pokazać się od jak najlepszej strony. Najwyraźniej jego pokłady cierpliwości i samokontroli szybko się wyczerpały. Zacisnął mocno pięści i utkwił w różowowłosym pełne bojowości spojrzenie.
- JESTEM HIDEKI! - wrzasnął, kierując na przeciwnika wyzywający palec wskazujący. Szybkim ruchem głowy odrzucił włosy z twarzy, po czym kontynuował. - Walcz ze mną! Jak mężczyzna z mężczyzną! EKSTREMALNIE!
Przez moment po prostu obserwował w napięciu twarz Kuro, chcąc wychwycić z niej chociaż odrobinę czegoś, co wskazywałoby na to, że walka się odbędzie. Niestety, niedoszły rywal odwrócił głowę w kierunku zielonego czegoś, co siedziało pod stołem i najwyraźniej jadło. Po głębszych oględzinach stwierdził, że to pokemon. Ładna, zadbana Snivy. Uśmiechnął się pełnym sympatii i uznania uśmiechem, jednak nadal miał na twarzy grymas zadziorności.
– Dbasz o swojego pokemona – stwierdził, tym razem już nie krzycząc. Oparł dłonie na biodrach i wyprostował się, poważniejąc. – Tym bardziej chcę z tobą walczyć. Wyglądasz na dobrego trenera!
Jeśli opiekę nad swoim podopiecznym i dbanie o jego zdrowie można nazwać dobrym trenerstwem to faktycznie – Kuro nim był.
Snivy, słysząc głos swojego trenera, wróciła myślami do rzeczywistości, po czym odwróciła głowę i uniosła ją lekko. Przez chwilę wpatrywała się w oczy Takieshi’ego, po czym westchnęła, kiwając przecząco głową. Walka? Przecież dopiero co jadła, a po jedzeniu nie wolno się wysilać, bo można dostać wrzodów. Tak, słyszała to w telewizji, kiedy Hiro oglądał jakieś pierdoły. Co prawda nie miała zielonego (o, ironio) pojęcia czym są owe wrzody, jednak opowiadająca o nich kobiecina nie wyglądała na taką, która by żartowała. Słowa poważnych ludzi zazwyczaj są poważne i warte zaufania… chyba.
Najwyraźniej Hiro również dostrzegł jej odmowę, gdyż zzieleniał (ok, już przestaję) na twarzy z wściekłości i wstydu. Jego sercem targało też coś w rodzaju poniżenia.
– Czemu ty… – zawahał się. Powiódł po mieszkaniu nieobecnym wzrokiem, na dłużej zatrzymując spojrzenie na matce Shi – chana, która przed chwilą przyszła. Wyglądała na zdezorientowaną i żądną wyjaśnień. Oczywiście nikt jej ich nie udzielił. Pomimo to skrzyżowała ręce na piersi i obserwowała w milczeniu. Nie wyglądała na zadowoloną z niespodziewanej wizyty nieznajomego, który narobił sporo hałasu. Swoją drogą ojciec Kuro wyniósł się chwilę po tym jak rudowłosy stracił nad sobą kontrolę. Nie mógł znieść tych wrzasków, więc zwyczajnie i niepostrzeżenie dał nogę.
– Ah! – zakrzyknął nagle uradowany chłopaczyna. - Wiem! Skoro twój pokemon nie chce teraz walczyć to będę podróżował z tobą tak długo, aż zachce! – Uśmiechnął się chytrze, pozostając bardzo zadowolonym ze swojego niecnego planu.
Jak widać nadarzyła się okazja na nowego towarzysza. Tylko czy Kuro ją wykorzysta…?


//Diabelski internet skasował mi sprita >.> Teraz chyba już działa.//
_________________
:(
 
 
 
Kuro 


Wysłany: 2013-08-04, 20:42   

Pytanie wisiało w powietrzu, a atmosfera powoli zmieniała się w taką gęściejszą, niemalże jak... Zupa? Możliwe, ale taka gęsta, a nie ot tak zwykła, ale do rzeczy! Kuro z początku myślał by rozładować jakimś żartem, czy dowcipem, czy może zabawną anegdotką, tylko... Jaką?! Właśnie! To był główny kłopot, bo, gdyż, ponieważ, dlatego Shi nie wiedział zbytnio, co w takiej sytuacji wypada powiedzieć. Walka wisząca w powietrzu, jak i przybycie niezbyt znanej mu osoby, a do tego ulatniający się ludzie, w których twarzach najchętniej by pewnie teraz poszukał oparcia, a może czegoś innego. Whatever~!
- Głośno... - mruknął tylko do siebie, aniżeli dla usłyszenia ogółu na wrzaski persony jaką okazał się Hideki, jeśli dobrze usłyszał mimo poziomu decybeli. Jak jeszcze rozpierającą osobnika energię dało się zdzierżyć, bo o znoszeniu lepiej nie mówić, tak hałas towarzyszący słowom... - Najwyraźniej Snivy nie chce... W sumie niedawno jadła, to nic dziwnego... - rzucił normalnym tonem, a może nieznacznie głośniejszym niż zwykle przez nadwyrężone bębenki, aczkolwiek liczmy, iż wyszło normalnie. Po co w końcu się wydzierać, prawda? A co dalej z różowowłosym?
Właściwie zignorował pół zdanie drugiego irytującego osobnika, chociaż ten drugi okazywał się być nadal numerem jeden. Rzucił tylko bratu spojrzenie, kierując się po Snivy, którą wziął na ramiona, pozwalając uprzednio jej się ulokować tak, jak ona by wolała, ot co~! A wracając już do sytuacji "startowej", gdy znalazł się znów w korytarzu i nastąpiły kolejne kwestie do omówienia... - Em... To Hideki... - powiedział do mamy, aby jakoś poinformować jej o sytuacji, która zapanowała w owym otoczeniu. Dość napiętym, przynajmniej do niedawna, a na pewno uciążliwym dla uszu. Pewnie spróbowałby dodać coś więcej, coś dalej, coś bardziej szczegółowego, jednak ostatecznie postanowił sobie odpuścić. Czemu? Zapewne, iż nastąpił kolejny okrzyk przybysza. - Podróżował?! - rzucił ciut uniesionym, zszokowanym tonem, nie wierząc czy słyszy w stu procentach dobrze, bo przecież... Mogły to być wcześniej wspomniane, uszkodzone bębenki! Aż spojrzał się ponownie i nagle na niego, aby upewnić, iż to nie jakiś żart, czy pomyłka brzmieniowa. I w sumie... Uśmiech, nawet jak chytry mógł to potwierdzać! Dodatkowo nastolatek mógł teraz rozważyć parę spraw, lustrując Hidekiego parą czerwonawych tęczówek. - J-jak chcesz...? - odparł niby niepewnie różowowłosy, ale ostatecznie więcej jawiło się za. Owszem... Hałas był wielkim minusem, jednak uznając potencjalność nabycia towarzysza, a prześladowcy... Tia... Lepiej wiedzieć o obecności chaotycznie nieobliczalnych ludzi, aniżeli taki wyskoczyłby spod ziemi, czy zeskoczył z drzewa tuż za nami, nie? - Przecież n-nie zabronię. - ta... ostatni najważniejszy aspekt. Zabroni się wędrowania za, czy ze sobą? Ostatecznie przecież mógłby iść obok i nie-towarzyszyć, a iść po prostu 2, czy 3 metry obok, bo ma ten sam cel, nie? Zresztą... Póki co był zbyt... osłupiony? Może nie aż tak poważnie, ale jednak, no... Co ma być, to będzie i tyle~!
_________________
do uzupełnienia
Pokemony:
Mistrz Gry:
Region:
Profesja:
Zdobyte odznaki/wstążki:
Aktualna lokalizacja:
Ekwipunek:
 
 
Kate Sayuki 

Wysłany: 2013-08-10, 10:58   

Matula uśmiechnęła się, obserwując nowo przybyłego gościa. Wyglądała na mocno zainteresowaną. Sam Hideki emanował szczęściem - Takeshi zgodził się aby mu towarzyszyć! Co prawda kłóciło się to z jego naturą samotnika, ale to tylko tymczasowo, prawda?
- Cześć, chłopcze - zaczęła, podchodząc do niego. Uśmiech, który wykwitł na jej twarzy, był daleki od pełnego sympatii. Budził uczucie przytłoczenia. - Ach, więc chcesz podróżować z moim synem, prawda? - W oczekiwaniu na odpowiedź skrzyżowała ręce na piersi.
- Umm... No tak - odparł, unosząc pytająco brwi. Zapewne był ciekaw o co kobiecinie chodzi.
- Ile masz lat? Skąd jesteś? Co lubisz jeść? Jesteś agresywny? Jak nazywają się twoi rodzice? - wypaliła nagle potok pytań, wprawiając nowego towarzysza Kuro w zakłopotanie. Chłopak przez chwilę milczał, jakby zastanawiając się nad każdym zagadnieniem z osobna.
- Siedemnaście, pochodzę z Viridian City, lubię mięso, nie, nie jestem agresywny tylko pełen energii, nie mam rodziców - poinformował, obserwując matkę Takeshi'ego z nieufnością.
- Jesteś z tak daleka? - stwierdziła ze zdumieniem.
- Dużo podróżuję z moim Ryohei'em - oznajmił, prostując się z dumą. Przy bliższych oględzinach faktycznie można było stwierdzić, że jest dość umięśniony i wysportowany.
- To twój pokemon? - spytała, najwyraźniej szykując się do spasowania.
- Zgadza się.
- W takim razie zgadzam się. - Nie szkodzi, że nikt nie pytał jej o zgodę. Jak to mamy...
Szybkie wyszykowanie, czułe pożegnanie, zgarnięcie bagażu i już obaj chłopcy stali przed domem. Dziwny był fakt, że Hideki nie miał żadnego ekwipunku, przynajmniej na to wyglądało.
- No to gdzie zmierzamy, szefie? - spytał z pogodnym, pełnym determinacji uśmiechem.
Do wyboru było kilka dróg, każda niosła ze sobą inne wyzwania, ludzi i stworki. Na północ ścieżka z numerem 216 prowadziła do lodowych i raczej mroźnych terenów oraz miasta Snowpoint. Z kolei na południe ciągnęła się ścieżka ku mieścinie Eterna oraz do lasu. A co robić w trakcie drogi? Łapać pokemony, poznawać ludzi lub po prostu pokonywać kawałek z miasta do miasta. Wszystko zależało teraz od Kuro.
Pierwsze krople deszczu opadły na ziemię, zwiastując nieuchronnie nadchodzącą burzę. Jakby na potwierdzenie tego faktu gdzieś w oddali rozległ się grzmot. Czy rudowłosemu, który przecież był boso i bez kurtki, w ogóle nie było zimno?
Snivy wspięła się na twoje ramię, przytulając do szyi i mrużąc oczy. Najwyraźniej była trochę senna i zdrowo najedzona.
_________________
:(
 
 
 
Kuro 


Wysłany: 2013-08-17, 21:40   

No i się zaczęło... "Wywiad środowiskowy" prowadzony przez matulę. A jakżeby inaczej?! Przecież zwykle tak bywa, iż rodzicielka musi wiedzieć o tym, co się dzieje, a przynajmniej może dziać w otoczeniu jej syna. Ba! I to tego lepszego, bo jak można lubić tamtego uh... No ale ostatecznie mógł przynajmniej dzięki temu zyskać parę przydatnych - może - informacji. Przecież sam by się raczej ot tak o konkrety nie wypytał, nie? Starszy i z daleka... - pomyślał Kuroś, próbując zastanowić się, w którym regionie znajduje się Viridian City. Mózg pod różową grzywą zaczął pracować na pełnych obrotach, powoli też ogarniając już oczywiste fakty... Jakie? Raczej kwestie o braku rodziców wolał przemilczeć, gdyż nie każdy za takimi rzeczami musi przepadać, a może raczej warto powiedzieć, iż nie każdy musi chcieć mówić o tym. Prawda? - Chwila... - mruknął pod nosem, zastanawiając się nad czymś cichym tonem, jakby chciał tylko sam być usłyszany. - Siedemnaście? - dorzucił nieco głośniej, ażeby mieć sto procent pewności. W końcu wypada mieć pewność, iż persona jest starsza od niego, bo... No bo starszemu chyba należy się szacunek, nie? Chyba... No ale trudno~! Przynajmniej nie wie, że w drugą stronę jest ciut inaczej. A może jeszcze nie wie... Któż może stwierdzić ten fakt? Who knows~!
- Ryohei? Kto to? - zapytał się, przekrzywiając na chwilę głowę jednak wracając po chwili do normalnej pozycji. Najzabawniejszy jednak okazał się fakt, iż ostatecznie jeszcze teraz "potrzebował" zgody rodzicielki. Urocze? Możliwe... Pewnie też i z powodu swego rodzaju sentymentu nie skomentował tej kwestii, ale no... Nie jest już małym chłopcem, nie?! Dlatego też bagaż w ruch i w drogę czas przez... Deszcz? Tak... Najwyraźniej miał zacząć padać na dobre, to też wcześniej "pożyczona" parasolka może okazać się nad wyraz użyteczna! - Hm? Szefie? - mruknął tylko na słowa Hidekiego, nieco zdezorientowany, uświadamiając sobie, o co chodziło z słowami. - Em... Może... - rzucił, zastanawiając się przez chwile, bo w sumie północ stanowiła ciekawą opcję, aczkolwiek... Wyprawa w mroźne tereny? Z takim ubiorem... Niekoniecznie jego akurat! No! - Chyba lepiej najpierw na... południe. - odezwał się po chwili namysłu, obierając jednak cieplejszą teoretycznie lokacje. Troska o innego osobnika? A może o Snivy, na którą też na chwile przeniósł wzrok? Pewnie nie spodobałaby się jej śnieżyca na dzień dobry, a jak idzie burza... Lepiej nie utknąć tam w takiej pogodzie! - Na pewno jesteś gotowy by iść? - spytał się... towarzysza? Tak chyba powinien go nazwać, nie? Przy okazji także zajął się zielonym Stworkiem, lekko gładząc jej główkę, ale nie nadmiernie, bo przecież należy chyba się wypoczynek. A poza tym... Jak wszystko było gotowe to... Na co miał czekać? Co miał zrobić? - Idziemy~!- zakomunikował tylko, stawiając pierwszy krok w deszczowej krainie, a może raczej w deszczowej pogodzie, która mogłaby szybko przeminąć. Na pewno lepsze słonko niż woda, chociaż ich połączenie... Na takiej plaży... A co w trasie? To pokażą okoliczności? Znaleziony Pokemon? A może jakiś potencjalny prowiant pokroju agrestu..? Czas najpewniej pokaże, a los zadecyduje~!
_________________
do uzupełnienia
Pokemony:
Mistrz Gry:
Region:
Profesja:
Zdobyte odznaki/wstążki:
Aktualna lokalizacja:
Ekwipunek:
 
 
Kate Sayuki 

Wysłany: 2013-09-12, 20:54   

Pytanie różowowłosego wydało mu się dziwne, ale po chwili w jego oczach błysnęło zrozumienie. Zapewne pytanko o wiek należało do gatunku retorycznych, lecz wypiął dumnie pierś i podparł się pod boki, jakby dając tym do zrozumienia, że nie jest mu wstyd za to ile ma na karku. Zapewne uważał kwestię minionych wiosen jako odzwierciedlającą doświadczenie życiowe.
- Ta jest, siedemnaście - poinformował. - RYOHEI TO MÓJ EKSTREMALNY TOWARZYSZ! - krzyknął, unosząc entuzjastycznie w górę zaciśnięte w pięści dłonie. Czyli pokemon. Pozostawało niewypowiedziane pytanie: jeden czy wielu?
Pogoda zepsuła się do reszty. Chmura dosłownie pękła, wyrzucając z siebie miliardy maleńkich kropel w postaci deszczu. Co jakiś czas w oddali rozlegał się grzmot nieuchronnie nadciągającej burzy, która była coraz bliżej. Na horyzoncie niebo rozcinały żółte i błękitne błyskawice, uderzające w nieokreślone miejsca. Ziemia wymieszała się ze żwirem, którym wysypana była droga, tworząc coś na kształt lepkiego bagna. Wydawało się z największą satysfakcją przyklejać do nagich stóp Hideki'ego. Nie przeszkadzało mu to, w ogóle wyglądał jak ktoś, kto jest kompletnie odporny na temperaturę. Szedł dziarsko, energicznie machając rękoma i rozglądając z zainteresowaniem. Cienka koszulka łopotała na jego chudym torsie jak flaga rzucająca się nerwowo na wietrze. Deszcz sprawiał, iż wszelkie ubrania kleiły się do ciała.
- Jesteś szefem bo prowadzisz, to oczywiste - oznajmił z taką pewnością, iż niemal niezaprzeczalną. Zadziwiający był fakt, że podróżował taki kawał drogi bez jakiegokolwiek bagażu. Jakim cudem on ciągle żył?
Kolejne pytanie, które wprawiło go w osłupienie. Odwrócił głowę, wbijając w Takeshi'ego zaskoczone spojrzenie. Jak widać był człowiekiem prostym i prostolinijnym, trzeba było go więc tak samo traktować.
- Czemu nie miałbym być gotowy? - Wyprostował się i wrzasnął, przekrzykując grzmot błyskawicy. - ZAWSZE JESTEM GOTOWY! WYZWANIA! GDZIE JESTEŚCIE?! - Jego uwagę najwyraźniej coś przykuło, gdyż przystanął, chwytając nowego towarzysza za ramię i gwałtownym szarpnięciem cofając. Rękę wyciągnął w jakimś bocznym kierunku, palcem wskazującym demonstrując to, co było przyczyną całego zamieszania.
- Patrz, krew - wypalił.
Między kamyczkami wiła się mała strużka krwi, którą podmywały krople deszczu. Kilka następnych plam ciągnęło się w las. Jeśli Kuro chciał iść tym tropem to musiał się sprężyć - pogoda rozmywała szlak.
Las był rzadki, jednak im głębiej się zaglądało tym mniej było widać. No i bose stopy Hideki'ego. Czy wytrzymają korzenie, igły drzew iglastych, kamienie i wszelkie inne niewygody leśnego podłoża?
Pewnie tak, ale kto go tam wie. Człowiek - prymityw...
_________________
:(
 
 
 
Kuro 


Wysłany: 2013-09-19, 20:40   

Dziwne pytania? Zapewne w tej kategorii Kuroś mógłby powalczyć o tytuł mistrza, a przynajmniej w niektórych kręgach kulturowych, bo przynajmniej dla niego zdawało się to logicznym pytać o takie dane. Może i błahostki, ale kto wie kiedy zwykłe niedoinformowanie może przyczynić się do jakiegoś faux pas! Ot co! A tego nawet różowowłosy wolał unikać i wymijać omyłkowe niejasności szerokim łukiem! Tym jak najszerszym, chociaż... Nie zawsze, bo i czasem powstają z nich zabawne sytuacje, ale póki co... Szedł, a raczej wypada powiedzieć, że szli. Krępująca cisza? Możliwe, że taka towarzyszyłaby w tej podróży przerywana jedynie odgłosami matki natury, która najwyraźniej lubiła dać o sobie znać, jednak...
- Podróżujesz tylko... Hym... Z nim? Znaczy się... - przerwał, stawiając kolejne kroki przed siebie i rozważając, jak solidna więź musiała zrodzić się między jego prawdopodobnym pokemonem, a trenerem. Przynajmniej na to wszystko wskazywałby entuzjazm, który w przypadku różowookiego został nieco stłamszony przez pogodę. Teraz mu jeszcze włosy przemokną i co będzie? Chociaż nie... Wziął przecież parasolkę, prawda? Więc po coś miała służyć. Chyba... Takie przynajmniej jej przeznaczenie! - Z Ryoheiem. - dokończył wcześniej urwaną kwestię po pewnej chwili zamysłu, czy tam zadumy. Jak zwał tak zwał, jednak Shi najwyraźniej na chwilę odpłynął myślami w siną dal, a może nie tyle w tak odległe tereny, a po prostu wyobrażał sobie, czy też będzie tak się zachowywał względem Snivy. Ciekawe, co nie? Nawet nastolatek otworzył usta, ażeby to skomentować fakt bycia szefem, bo prowadzi, ale ostatecznie się powstrzymał. Jakoś... Przecież szefowanie aż takie złe nie musi być! Może nawet wyciągnie się z tego korzyści, więc niby czemu to psuć?!
Ostatecznie też nastolatka zaciekawiła garderoba współpodróżnego, bo przecież... Potem będzie chodzić w mokrych ubraniach, czy coś takiego? To chyba no... Niezbyt zdrowe! Przeziębienia chodzą sobie po tym świecie, a skoro to zwykle nieszczęśliwa rzecz, to i pewnie sobie kogoś do pary poszuka, a drogą dedukcji padnie na... Tak! Właśnie! Takeshiego! Oj, a jak pierwsze pewnie by go mniej przejęło, tak i druga kwestia stanowiła swego rodzaju problem, bo jak tu radować się początkiem podróży w chorobie?! A i w dodatku... Mrużąc akuratnie prawą powiekę na nagłe podniesienie się poziomu decybeli! Oj tak... Burza dawała się we znaki, aczkolwiek ktoś okazywał się mieć więcej pary w płucach niż mogło się w ogóle wydawać! - Na pewno czekają, a teraz... Powinniśmy... już chyba... - zaczął mówić, zapewne znacznie ciszej od przedmówcy, więc i może go pogoda przyciszyła, a może i nie, ale w efekcie końcowym i tak przerwał, aby dodać pytanko w geście zdezorientowania sytuacją, w której ktoś właściwie przerwał mu wypowiedź, odciągając wstecz. Ale mili ruszyć, iść, wędrować, znaleźć zapewne schronienie, a teraz: - C-co?
Jakże pełne logiki i zaciekawienia króciutkie słówko padło nieco nieskładnie z ust różowowłosego, który momentalnie skierował swoje spojrzenie na... - Czerwony płyn? - a może raczej krew, jednak łudzić się przecież można, co nie? Nikt nie zabroni naiwnie wierzyć, iż jednak nie miała tutaj miejsca jakaś masakra piłą mechaniczną, czy tam łańcuchową, a przynajmniej niezbyt miło zakończona dla kogoś utarczka. Kogoś... A może czegoś?! Dość niepewnym krokiem - zapewne zaprzeczając wszelakim prawom logiki, czy rozumnego pojmowania świata - Shi skierował się w stronę owych kamyczków, aby ostrożnie pojedynczym palcem dotknąć owego płynu. Nie... Raczej nie miał zamiaru go kosztować, a sprawdzić to, czy substancja raczej jest upłynniona, czy zdaje się być ciut gęstsza, a zarazem potem ocenić zapach. Smak pewnie byłby metaliczny, ale czy po samym zapachu dałoby się okazję potwierdzić?! - Kłopoty? - spytał się zapewne o zdanie towarzysza, a sam... Sam zaczął podchodzić w kierunku plam, aby dostrzec, czy dalej znajdują się kolejne i wrócić spojrzeniem do sylwetki chłopaka. Eh... Kolorowo tego nie widział - zwłaszcza jeśli chodziło o stopy - ale... - Zaczekaj tutaj, pójdę się rozejrzeć. Jeśli nie wrócę za chwilę hym... - milczenie? cisza? a i spuszczenie głowy w dół, jakby nie chcieć patrzeć na innych? Dobre znaki? Raczej nie, więc... Czy może wizja potencjalnego zagrożenia. Jeśli to jakiś groźny, niebezpieczny oponent to pewnie nie miał z nim szans, aczkolwiek kto wie! Nawet Goliaty mają słabe strony! Więc... Dlaczego serce zaczęło mu łomotać, gdy tak podążał po śladach owego płynu? Dlaczego jakoś tak wewnętrznie niepokoił się tym, co ujrzy? A może... Bał się, iż dostrzeże nie tyle wroga, co... Jakąś brutalną scenerię typową dla leśnego, dzikiego krajobrazu?! Prawda? Co zaś z Hidekim? W sumie chłopak może go posłucha, jednak jeśli nastolatek wpadnie w kłopoty, to spróbuje wezwać wsparcie, chyba że ten mu jednak towarzyszy to... Eh... Kolejna dość nietypowa sprawa. Kaleczenie stóp o igły... Ale... O tym może później?
_________________
do uzupełnienia
Pokemony:
Mistrz Gry:
Region:
Profesja:
Zdobyte odznaki/wstążki:
Aktualna lokalizacja:
Ekwipunek:
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,2 sekundy. Zapytań do SQL: 9