Poprzedni temat «» Następny temat
Lee "Jack" Jackson w Kanto
Autor Wiadomość
RerrieR 


Wysłany: 2013-01-11, 16:27   Lee "Jack" Jackson w Kanto

Witajcie w końcu udało mi się coś nabazgrać o mojej postaci zgodnie z moją wcześniejszą obietnicą. Komentarze, poprawki, opinie a zwłaszcza konstruktywna krytyka mile widziana.
Skupiam się na akcji i wydarzeniach sprzed przyjazdu do Hoenn bo mój bohater wspomina w swoich przygodach o przeszłości ale zdaje mi się, że nie było to dość mocno pogłębione zważywszy na jego złożoną osobowość oraz lakonicznie opisaną historię jak na jego status eks-legendy.

Prolog Lee "Jack" Jackson w Kanto

Viridian City, jakiś czas temu Jackson nie pojawił się w finale Wielkiego Turnieju pozwalając by jego przeciwnik i notabene debiutant mniej lub bardziej utalentowany zdobył tytuł mistrza. Nastolatek uznał, że nie chciało mu się wcześnie wstawać z łóżka i zadowoli go drugie miejsce. Po co się męczyć skoro jakby tylko zapragnął to sięgnąłby po najwyższą pozycję tak jak codziennie sięga on po szczoteczkę by wyszorować rano zęby. I tak nie interesowała go opinia publiki co dawało bardzo paradoksalny efekt. Fani tych rozgrywek kochali go i nienawidzili jednocześnie bo znali i rozumieli jego luzackie podejście ale irytowała ich jego ekscentryczność oraz brak szacunku dla pozostałych zawodników ostatecznie szkoleniowiec musi dawać dobre widowisko dla uciechy mas. „Musi”? Nie to słowo nie istniało w słowniku Jacka albo przynajmniej go nie dotyczyło. Udowadniał to wielokrotnie w swoim życiu i ustalił sobie, iż gdy straci ten dystans to będzie czas by skończyć ze swoją profesją. A dziś miał być jeden z tych dni gdzie stawka była tak wielka, że warto zastanowić się parokrotnie czy aby nie poluzować swoich moralnych zaworów w imię czegoś większego. Na metalowym stoliku w podziemiach miasta gdzie mieści się ziemny Gym leżała biała kartka papieru. Na tej kartce były wypisane gorące nazwiska topowych trenerów m.in. finalistów lig Kanto, Johto, Hoenn, Sinnoh, Unova. Projekt bardzo delikatny i prosty zarazem stworzyć najbardziej epicki mini-turniej ever z samymi legendami. Zakontraktować doborową ekipę i przejąć grupę docelową wielbicieli walk Pokemon. Potem będzie można stopniowo dyktować obłąkane ceny za transmisje dla mediów. A jak się nie zgodzą to będzie można pokazywać to wschodnim przedsiębiorcom od paliw. Ci jak powszechnie wiadomo mają tyle siana, że kupią straszny kit jak tylko będzie ekskluzywny. Sukces gwarantowany tylko trzeba mieć jeszcze załogę na pokładzie jakiej nie miał nikt wcześniej. Całość musi być przeprowadzona dyskretnie bo jak wiadomo pieniądz lubi ciszę. Trzeba zagwarantować sobie poprawność polityczną by nie gorszyć widzów oraz konserwatywnych VIP-ów. Do tej pory udało się przeprowadzić nabór w Johto, Hoenn, Sinnoh, Unovie. Pozostało tylko Kanto ale jak wiadomo ten region ma pełno ludzi z trudnymi charakterkami, co poradzić takie okolice. Francis Henderson dyrektor techniczny przedsięwzięcia z wykształcenia psycholog zaprosił dziś na spotkanie niejakiego Lee Jacksona. Był bliski wprowadzenia w życie koncepcji turnieju jaką przedstawił mu jego przełożony. Do tej pory nie miał problemów z potencjalnymi uczestnikami. To nie było jego pierwsze zadanie ale nigdy nie powierzono mu czegoś podobnej rangi. Korporacja dla, której pracował miała rodzinną strukturę na szczytach i przez to nieprawdopodobnie trudno było się tam dostać. Nieważne, że masz za sobą ponad 20 lat pracy, znaczące osiągnięcia i żadnych skaz w swojej karierze. Trzeba było dokonać czegoś wyjątkowego. A ta okazja do wybicia się była właśnie z gatunku wyjątkowych. Nie chodziło nawet o hałdę szmalu jaka wpadnie do kieszeni w ramach premii po zakontraktowaniu kilku nazwisk. Forsy i tak Henderson miał jak lodu tu motywacją była czysta ambicja pracoholika. Wejście do rady nadzorczej i zbieranie splendoru za takie dokonania. Ubrany w Smoking siedział na niewygodnym drewnianym krześle w pokoju przypominającym celę przeglądając dokumenty jakie zgromadził. Perfekcjonista. Ciemno, brudno, zimno, żadnych okien ani zbędnych ozdób a z sufitu zwisała lampa starej daty skąd światło ledwie się wydobywało. Czekał na człowieka, którego miał złamać by stał się on maskotką turnieju jak cała reszta. Pewnie zwiększyłyby się jego i tak gigantyczne zarobki ale kosztem wolności. Swoboda była wykluczona należało tańczyć jak ci zagrają ale nie ma nic za darmo. W końcu zaufani asystenci otworzyli masywne drzwi a do środka nonszalanckim krokiem wkroczył wysoki młodzieniec. Miał na sobie idealnie dopasowany (zapewne poprzez szycie na miarę) trzyczęściowy szary garnitur z kamizelką, krawatem tej samej tonacji i do tego białą poszetką w brutaszy. Mniej formalne ale równie stylowe, monochromatyczne ciuchy. Podszedł, uścisnął rękę dyrektora po czym usiadł na pozostawionym dla niego krześle, ułożył nogi tak, że przypominały cyfrę 7 lewa kostka stykała się z prawym kolanem. Typowy nawyk wyluzowanych osób.
-Witam pana nazywam się...- zaczął oficjalnie mężczyzna ponad dwukrotnie starszy od trenera.
-... Francis Henderson absolwent psychologii, wiem głośno ostatnio o was w moich kręgach. Lee Jack Jackson ale to już wiecie. Przejdźmy na ty nie ma co wytwarzać sztucznego dystansu, bez spiny. Franz tylko bez owijania w bawełnę słyszałem o waszych planach co macie mi do zaoferowania?- nastolatek wszedł w słowo siwiejącemu facetowi przytłaczając go chwilowo swoim pytaniem. Nastąpiła chwila milczenia na twarzy Francisa wykrzywiła się w nieładnym grymasie. Jego rozmówca wiedział więcej niż powinien, ktoś musiał puścić farbę a to złe dla misji. Ponadto był dość bezczelny ot tak natychmiast przechodzić na ty? No ale dobro projektu nade wszystko. -Yyym, OK. Proszę zobaczyć... To znaczy zobacz tutaj masz kartkę, tutaj pióro możesz wpisać ile chcesz otrzymać za dołączenie do nas.- psycholog przytaknął a następnie wskazał palcami na odpowiednie przedmioty na stoliku. Lee kiwnął głową, uśmiechnął się tajemniczo by potem wpisać swoją cenę. Franz spojrzał na niestaranne pismo a oczy wyszły mu z orbit. -Jak to? To jakieś żarty? Przecież to...- ton głosu miał jakby został zlekceważony ale nawet taki profesjonalista jak on miał swoje granice. -Przecież co? Zdziwiłeś się? Wbrew powszechnym opiniom nie jestem taki chciwy, chwała mi zupełnie wystarczy a to będzie prawdziwa okazja by zmierzyć się ile jestem realnie wart.- ponownie przerwał sztywniakowi aby zapewnić go o powadze swoich zamiarów.
-W porządku. Muszę jeszcze przekonać się czy nadajesz się do tego formatu. Nie masz nic przeciwko małemu testowi psychologicznemu ja coś mówię a ty bez zastanowienia odpowiadasz skojarzeniem jakie ci przyjdzie do głowy? Musimy zweryfikować czy jesteś wystarczająco dojrzały mentalnie.- zapytał uprzejmie delikwent w okularach ikonę szkoleniową Kanto. -Ha ha dawaj to brzmi zabawnie, może będzie ciekawie.- po małym wybuchu śmiechem nastąpiła zgoda. Ma być obiektem psychologicznych sztuczek to interesujące, nieźle byłoby spróbować jakoś powkręcać tego ważniaka. Przedstawiciel korporacji wyciągnął jakiś formularz i po małej pauzie zaczął z niego czytać. *-Pokemon? **-Podopieczny. -Trener? -Profesja. -Trening? -Podstawa. -Doświadczenie? -Mądrość. -Zwycięstwo? -Wybór. -Zmiany? -Adaptacja. -Porażka? -Ból. -Historia? -Przeszłość. -Reputacja? -Pozory. -Mistrzostwo? -Formalność. -Informatyka? -Przyszłość. -Media? -Sława. -Muzyka? -Rock and Roll. -Kobiety? -Groupies. -Religia? -Bzdura. -Rodzina? -Wsparcie. -Starość? -Ograniczenia. -Pieniądze? -Stabilizacja. -Poprawność polityczna? -Zło. -Alkohol? -Zabawa. -Sens? -Wolność -Pub? Tu nastała cisza. -Pub?- nastąpiło powtórzenie -No bez jaj wiem co c..- Jack wyłamał się z szkieletu w jakim był przepytywany... -...Pub?-... ale to nic nie zmieniło w treści. -DOŚĆ!!!- wrzasnął Jackson. Widocznie trafiono na jego piętę achillesową. Wydarzenie z przeszłości. Zanim będący w naukowym transie Henderson oderwał wzrok od kartki jego pseudopacjent grzmotnął z całej siły pięścią w stół sprawiając, iż wystraszony okularnik odchylił się na krześle do tego stopnia, że runął do tyłu. Słychać było jęk bardziej strachu niż cierpienia samego w sobie. Niebieskooki furiat poszedł za ciosem i przewrócił stolik gwałtownym podniesieniem krawędzi z pojedynczej strony. Starannie ułożone dokumenty rozsypały się a do pokoju wbiegli zaniepokojeni asystenci. Jackson odsłonił wewnętrzną część marynarki a były tam umiejscowione różnokolorowe kapsuły. -Wystarczy. To koniec. Chcę stąd wyjść a was nie chcę więcej widzieć...- teraz już się wyładował i był na tyle spokojny ale stanowczy, że podwładni dyrektora posłusznie zrobili mu miejsce nie próbując mu przeszkadzać...

*-Ten kolor to słowa Francis Henderson
**-Ten kolor to słowa Jacksona
_________________
"Jeśli marnowanie czasu daje Ci radość to nie jest to czas zmarnowany"- John Lennon

Ale mi Football Manager zrył banię swoim autohumorem szacun dla twórców!

A tak reaguję gdy ktoś mnie zawiedzie mimo, iż zwykle jestem zrównoważony!

Link do Dziennika Postaci tam jest całe info o moim bohaterze

Mój zespół obecnie:


 
 
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2013-01-16, 15:56   

Podoba mi się. Krótkie, ale treściwe.

Ogólnie muszę rzec, że sam Jackson, jego uosobienie jest rewelacyjne. Po prostu mistrzowskie i jeśli chodzi o mnie powinien przejść do legendy tego forum. Bo jest jak dobry bohater książki. Nie wiem jak to prościej ująć dla zrozumienia, bo miejscami mój zachwyt naprawdę mnie rozpiera i cieszę się, że mogę tworzyć jego losy.

Rerr, gdybyś ty w taki sposób pisał posty ;)
_________________


 
 
 
Omega 



Wysłany: 2013-01-16, 16:42   

Hmmm... czytając to opowiadanie, przyszła mi na myśl tylko jedna książka Mario Puzo Ojciec Chrzestny i nie chodzi tutaj o przedstawioną "historię", a o sam styl pisania. Najgorsze jednak, dla mnie, był fakt bardzo małej ilości przecinków. Jednak(!) na dłuższą metę idzie się przyzwyczaić do tego, zaś przedstawienie początków Jack'a wydaje się być nawet ciekawa. Zacząłeś w podobny sposób co George Lucas w Gwiezdnych Wojnach. Wpierw puścić ostatnie trzy części i sprawdzić jak to się przyjmie, a później zgwałcić umysł swoich widzów, poprzez puszczenie prequel całej historii w o wiele lepszym wydaniu. Zobaczymy jak się to potoczy dalej.
_________________
1. 2. 3. 4. 5. 6.7.
8. 9. 10. D.O.
Typhlosion RapsodiaFlame Charge, Smoke Screen, Flamethrower, Flame Wheel, Swift, Quick Attack
Noctowl Moonlight Air Slash, Peck, Hypnosis, Confusion, Reflect, Echoed Voice
Meganium Taiyo Tackle, Vine Whip, Magical Leaf , Poison Powder, Reflect, Body Slam
Pupitar Tetra Bite, Sandstorm, Rock Slide, Scary Face, Dark Pulse
Mareep Bella Tackle, Growl, Thunder Shock, Cotton Spore, Elektro Ball
Ledyba Iris Tackle, Supersonic, Comet Punch
Sneasal Shadow Ice Punch, Quick Attack, Scratch, Faint Attack, Icy Wind
Eevee MorganaTackle, Quick Attack, Bite, Swift, Sand Attack
Croconaw Dundee Scratch, Water Gun, Bite, Rage, Bubble Beam
Charmander Lizardon Scratch, Growl, Ember, Smoke Screen, Metal Claw(35%)
Venipede ??? ??? ??? ??? ??? ??? ???

Zwycięstwa|Remisy|Przegrane=7|5|2
Odznaki: [.] [.] [.] [.] [.]
Dni podróży: 15
Lokalizacja: Goldenrod City *WIOSNA*

DZIENNIK PRZYGÓD + Ekwipunek

Do otrzymania: , HM03 Surf, , , TM02 Dragon Claw, Orange Island, TM79 Dark Pulse, , , /

Curse me, hate me, hurt me, kill me
 
 
RerrieR 


Wysłany: 2013-01-16, 18:39   

Seiki no wybacz nie mogę tak pisać postów w przygodzie bo nie ja w niej kieruję środowiskiem jakie roztacza się przed Jackson'em. W Lee "Jack" Jackson w Kanto wiem wszystko o atmosferze a w rozgrywce mogę tylko na niego jako mój bohater reagować i w takowy sposób wpuszczać co nieco Jackson'owego klimatu.

Łomego porównałeś mnie z taką ikoną, że lepszego komplementu nie mogłem przeczytać. Muszę przyznać, twórczość Puzo ma na mnie spory wpływ. Inspirowałem się mocno jego zabiegami stylistycznymi. Nie zgadzam się odnośnie porównania z Lucasem bo nie planowałem takiego rozwoju treści o protagoniście.

Wysoki trener w Kanto ma taką pozycję jaką 99,99% facetów chciałoby mieć. Fortuna, popularność, magnetyzm do kobiet taki jak Mick Jagger. Ma przy tym wady jak każdy człowiek ale nie wiążą się one z jego reputacją (brak efektu sprzedał się) ona go wiele nie zmieniła. To chyba najlepiej ilustruje potencjał postaci. Na pocieszenie pozostaje to, że nasz stanowczy szkoleniowiec jest bardzo brzydki znacznie poniżej przeciętnej.
_________________
"Jeśli marnowanie czasu daje Ci radość to nie jest to czas zmarnowany"- John Lennon

Ale mi Football Manager zrył banię swoim autohumorem szacun dla twórców!

A tak reaguję gdy ktoś mnie zawiedzie mimo, iż zwykle jestem zrównoważony!

Link do Dziennika Postaci tam jest całe info o moim bohaterze

Mój zespół obecnie:


 
 
DamaKameliowa 
"Czarna Wdowa Wenowa"


Wysłany: 2013-01-22, 11:17   

Znasz moje podejście do Twojej twórczości szeroko pojętej, z naciskiem na wiadomości jakie zamieszczasz w mojej przygodzie. Po przeczytaniu tego kawałka dobrego opowiadania zdania nie zmieniam – gdybyś się bardziej przyłożył Twoja praca sięgałaby szczytu Twoich umiejętności. Mógłbyś na przykład rozszerzyć opisy świata przedstawionego sprawiając, iż będzie on równie wiarygodny, co i sam protagonista wraz z gromadką bohaterów pobocznych.

Mam jednak jedną uwagę:
Ten oto niewielki znak interpunkcyjny -> , zwany jest potocznie znakiem przystankowym, ot… przecinkiem. Takowy częstokroć pomaga ćwierć mózgom takim jak Dama w sprawnym czytaniu treści pisanych, a jego brak sprawia, iż ta prosta czynność staje się utrapieniem. Tak było właśnie w tym przypadku. Niektóre linijki tekstu musiałam czytać kilkukrotnie, aby zrozumieć ich przekaz i w przeciwieństwie do Omegi nie mogłam się do tego przyzwyczaić, cały czas wstawiałam wirtualne przecinki w odpowiednie miejsca ;) Proszę Cię, popracuj nad tym.

Ogółem prolog o przygodach „Jacka” w Kanto oceniam jako dobry – szlifuj warsztat, leniu. Powinieneś nieco popracować nad formą – chodzi mi o wygląd tekstu i interpunkcję. Czekam na kolejną dawkę perypetii Twojego pełnego „uroku” bohatera.
_________________
Kobieta woli kiedy mężczyzna ją oburza niż kiedy wyłącznie zanudza komplementami,
odzywa się wtedy w Niej skomplikowana psychika, niezdecydowanie ciekawstwo...
Przecież o wiele ciekawiej Kobiecie rozmawia się z szowinistą niż z wielbicielem~!


I reject your reality and substitute my own!
 
 
RerrieR 


Wysłany: 2014-03-16, 10:55   

Lee "Jack" Jackson w Kanto- Epizod I

Rok przed emigracją do Hoenn, Celadon City. Miasto dziwne zdaniem Jacka, ponieważ między przeogromnym centrum handlowym gdzie zjeżdżały się kobiety z całego Kanto by oddać się rozrywce jaką było kupowanie na wyprzedażach czterdziestej pary szpilek (no ale to miało sens, gdyż pasowały one kolorystycznie do nowej torebki i tamta aktorka z serialu Brzydula Hanula je miała), kasynem gdzie dorośli faceci tracili głowę pod wpływem wysokoprocentowych napitków i przegrywali w karty oraz na loteriach swoje oszczędności by wrócić do żon chwiejnym krokiem spłukani z opuszczonymi głowami oraz Gym w, którym liderem był Kalle Savolainen. Ten dwudziestoczterolatek o osobowości macho roztaczał wokół siebie zupełnie inny wizerunek niż ten pozostawiony przez jego poprzedniczkę Erikę znaną z subtelności. Był wysokim, muskularnym szkoleniowcem lubiącym rugać „wymoczków” jak to zwykł nazywać pretendentów, którzy zbierali od niego tęgie cięgi. Wśród tak barwnych obiektów byle rozsypująca rudera nie powinna zwracać uwagi. A, jednak to tutaj Lee spędzał mnóstwo czasu ze swoim rówieśnikiem Fredrick’iem Benitezem. Znali się od dzieciństwa ale Freddy jak to panujący wicemistrz zwykł zdrabniać imię swojego przyjaciela nie miał do odziedziczenia takiej fortuny, więc siłą rzeczy poszedł inną drogą. Zamiast zdobywać odznaki zajął się hodowlą pokemonów typu trawiastego tak samo jak jego ojciec. Przyuczał się on (pod czujnym okiem swojego rodziciela) , bowiem do przejęcia rodzinnego biznesu jakim były usługi ogrodnicze. Posiadanie paru odpowiednio wyszkolonych reprezentantów typu Grass było w takim interesie czymś co dawało przewagę nad konkurencją. Stąd wzięło się obranie takiego kierunku w karierze. Znajomość nastolatków zaczęła się od wspólnych zabaw m.in. w obserwowanie pokemonów na terenach niedaleko ich domów, wspólnego oglądania topowych batalii w lidze Indygo oraz kolekcjonowania gadżetów związanych z największymi trenerskimi sławami tamtych czasów (szczególny sentymentem chłopcy darzyli tazo z Lance’mi, Koga’mi i innymi gwiazdami). Gdy Jackson opuszczał ich rodzinne miasto nie zapomniał o swoim ziomku i nieprzerwanie wysyłał mu kartki aby ten mógł na bieżąco wiedzieć jak przebiega jaki podopieczny ewoluował albo czy udało się zdobyć jakąś nową odznakę. Ale to właśnie w pubie Nestora, niechętnego rządowi liberała dwaj złośliwi delikwenci zaczęli się spotykać. Powód był prozaiczny: Alkohol. Alkohol łączy ludzi, daje możliwość odprężenia się po męczącym dniu albo pozwala krawaciarzom zrzucić kajdany sztywności i bawić się dobrze na ślubie kumpla, który nie obraca się w korporacyjnych kręgach przez co jego rodzina nie rozumie co to znaczy sendnąć RFx-a do Managera aby mógł czelendżować kejsa. Tylko u Nestora nadal można było się napić piwerka z kega mimo podwyższenia przez władzę wieku w jakim można było raczyć się browarem. W tamtych czasach obaj kumple byli nadal nieletni ale zdążyli już zasmakować napoju bogów. I przez to właśnie niepozorny pub na przedmieściach Celadon stał się punktem gdzie dwaj koledzy spotykali się by prowadzić długie dyskusje na przeróżne tematy życiowe w uroczej chmielowej atmosferze. Ponadto warto wspomnieć o wspaniałych burgerach no i Rock’n’Rollowej muzyce granej. Wybuchowe połączenie. Trzeba zaznaczyć, że tradycją stało się wypijanie pierwszych łyków za to aby konserwatywni politycy z ich haniebnymi reformami nie przetrwali następnej kadencji. Miało to w sobie sporo ironii, gdyż zapewne bez tamtej ustawy o ograniczeniu pijaństwa pub miałby dwóch stałych klientów mniej. Ale prostolinijny Nestor nie patrzył na to w taki sposób zresztą przekraczało to jego horyzonty intelektualne powiedzieć, iż daleko mu było do filozofa to łagodne ujęcie stanu rzeczy. Ten niewysoki, łysiejący pan o korpulentnej posturze po prostu nienawidził ograniczania swobód obywatelskich. Zabierał się właśnie za napełnianie szkła dla młodzieniaszków, którzy gwarantowali mu stały dopływ gotówki i czasem specjalnie dla nich otwierał swój pub. Robił to w rytm zadziornego gitarowego solo Tony’ego Choppera z jego debiutanckiej płyty, która była sukcesem finansowym jak i artystycznym. Niestety ten gitarzysta szybko się wypalił i nie zdołał on utrzymać się na szczycie. Umiejętności miał ale czegoś mu zabrakło i był on zdolny wypełnić bary lub kluby swoimi słuchaczami ale jego występy na stadionach były komercyjnymi skuchami co nie pozwoliło mu zapisać się w historii pośród legend pokroju Rolling Stonesów, AC/DC, Led Zeppelin. Ostatecznie piosenka się skończyła i teraz pobrzmiewała kapela charakterystycznych brodaczy znanych jako ZZ Top z ich utworem Cheap Sunglasses. Tymczasem Hodowca z latynoskimi korzeniami spojrzał na nonkonformistycznego bogola i uśmiechnął się perfidnie pod nosem co było normą jak chciał mu pocisnąć. -Lee, hehe twoja marynara jest niezła ale i tak widać żeś brzydki!- dopiekł Benitez gładząc się ręką po swoim bujnym afro. Adresat docinki prychnął ale nie zmierzał pozostawać dłużny. -Powiedział to men z wąsikiem, który był hitem sezonu za czasów mojego pradziadka- riposta odnosiła się do niemodnego stylu Freddy’ego. -No, no wyrwałem na to Mallory, chłopcze!- przypomniał o swojej atrakcyjnej dziewczynie Freddo. -Wiem wspomniała mi kiedyś na osobności, iż jak pierwszy raz podchodziła do ciebie to po by szepnąć ci, że wbrew pozorom hipsterskie trendy nie zawsze są estetyczne. Później jakoś się jej zostało. Nie przypuszczałem, że branie na politowanie ma szansę zadziałać ale tobie to się udało, playboyu za dwie dychy!- Lee szczerze wyznał prawdę o niewątpliwie seksownej wybrance kompana. Znajomy złotoustego szkoleniowca zrobił wielkie oczy i zamilkł na chwilę ale wiedział, iż cisza go pogrąża jeszcze bardziej, więc zdecydował się zmienić tematykę ich pogaduszek. -Z innej beczki, Lee tutaj w Celadon urzęduje obecnie lider specjalizujący się w trawiastym typie, nie?- spytał się Fredrick.
-Taa nazywa się Kalle Savolainen. Poważny, twardy przeciwnik zawsze daje z siebie wszystko- potwierdził Jack odgarniając kosmyk kruczoczarnych włosów (to jego naturalny kolor podobnie jak jego kamrata) z czoła by nie tworzyły grzywki. Chociaż ciałem pozostawał w Pubie jego mózg przywołał wspomnienia sprzed paru lat.

Cztery lata przed emigracją do Hoenn, Celadon City. 14-to letni Lee „Jack” Jackson nie był jeszcze gwiazdą takiego formatu jak na końcu jego przygody w Kanto a nawet nie śnił o aspirowaniu do takiego miana. Zdobył odznaki Głazu, Kaskady i Grzmotu ale nie przyszły mu one z łatwością. Jego ekipa powoli nabierała doświadczenia w walkach. Do każdej bitwy o kolejną odznakę długo planował taktykę, zbierał dane, przygotowywał się na różne ewentualności. Gdy inni spali on przeprowadzał treningi gdy inni spędzali beztrosko czas ze swoimi stworkami on planował jaka kolejną technikę należy wdrożyć u swojego podopiecznego w drużynie. Jego najmocniejszym pokemonem był Raichu o nicku Zappy ale w zbliżającym się wyzwaniu to nie on miał odegrać najważniejszą rolę. Growlithe znany jako Arsanarl jako reprezentant ognistego gatunku miał zadecydować o wygranej. Najsłabszym ogniwem była Eevee nazwana Ovar ale usprawiedliwiał ją najkrótszy staż. Stawianie na Startera jakim był Magikarp mijało się z celem ale to była inwestycja długoterminowa i nie wchodziła by ona w grę jakby na początku wędrówki nie był dograny poke-szczeniak. Pogoda była niekorzystna, temperatura sięgała ponad 40 stopni celsjusza no i to uczucie suchoty jakby ktoś powiedział spalony żart. W zasadzie przy perspektywie paru poków znających Solarbeam do jednego ognistego przedstawiciela można było uznać, iż warunki chciały pomagać obozowi lidera. No ale nie było nad czym się zastanawiać, kiedyś trzeba stawić czoła wyzwaniu zwłaszcza gdy przyszła zwyżka formy i strategia została opracowana.
Drzwi do budynku, gdzie można było dostać odznakę po przewyższeniu faceta, który był tytularnym „najmocniejszym trenerem w mieście”. Liga przesadzała z tymi honorami to trzeba było przyznać ale ziarnko prawdy się tu zawierało. Byle kto nie mógł piastować takiej pozycji, więc to nie mogła być bułka z masłem. W środku pojawił się chłopak, który miał na sobie ciemne jeansy oraz koszulkę jakiejś classic metalowej kapeli. -Wiesz po co tu jestem- zwięźle przemówił Lee. -Taa, słyszałem o smarkaczu, który jak burza zbiera ostatnio odznaki znajomi dali mi o tobie znać. Podobno minęło wiele czasu zanim tu dotarłeś. No ale to logiczne trema w starciu ze mną udziela się wielu pretendentom. To ja zatrzymam twoją serię młody, przygotuj się. Rozsunąć dach!- ostro zapowiedział się dwudziestojednolatek, który nosił bezrękawnik aby podkreślać ramiona, które starannie rzeźbił na siłowni. Zgodnie z rozkazem dach się rozsunął a promienie słoneczne nieprzyjemnie oślepiły na chwilę chłopca, który wolał się nie mówić zbyt wiele przez mutację głosu jaką przechodził. Gdy źrenice względnie przyzwyczaiły się bycia rażonymi promieniami słonecznymi można było ujrzeć pole. Krótko ścięta bez miejsc do ukrycia się, starannie zroszona trawa wodą i specjalnymi środkami chemicznymi zapewniająca dobry poślizg ale niepodatna na podpalenie. Tu nie było przypadku to było zachęcanie do otwartej wymiany ofensyw z wyjątkiem najbardziej oczywistej słabości- płomieni. Pomiędzy stronami pojawił się sędzia, który wygłosił formułkę „Przypomnę reguły. Każdy ma do dyspozycji trzy pokemony, tylko pretendent może zmieniać je podczas walki. Pozbawienie przytomności oznacza wyeliminowanie danego pokemona. Oficjalna walka pomiędzy pretendentem do odznaki Lee Jackson’em, a Liderem sali trawiastych pokemonów w Celadon City Kalle Savolainen’em uważam za rozpoczętą”. Na arenę zostały posłane Parasect oraz Ovar (Eevee). -Parasect paraliżuj futrzaka Stun Spore!- zarządził natychmiast zuchwały dwudziestojednolatek. -Haha, przewidywalne Double Team i to parokrotnie- nastolatek ocierając czoło z potu zaczął od defensywy. Zarodniki skutecznie wyłączyły z gry Eevee ale te sklonowane. Gotowe do boju ciągle było kilka sztuk pytanie tylko, która była prawdziwa. -Dobra robota Ovar, teraz przeprowadźcie ostrzał Shadow Ball tylko tak by nie zorientowali się, która jest prawdziwa- założenia jakie ciągle świeży w profesji szkoleniowiec przyjął zaczynały mu przynosić przewagę. Robaczo-trawiasty mieszaniec oberwał już kilkukrotnie z kuli, która męczyła go mimo przyjmowania trafień od wyraźnie słabszego pokemona. W bezpośrednim starciu Ovar nie miałaby szans ale zajeżdżała go podstępem gdy ten niszczył na zmianę Slashem i Cross Poison kopie. Poke-grzyb dyszał już mocno i niewiele brakowało by uznał wyższość reprezentantki typu Normal. -Zakończmy tą nierówną kolejkę dziarsko. Quick Attack!- Jackson stanowczo zarządził fizyczną szarżę. Para Eevee wjechała w przeciwnika jak konkretny nóż w masło. Ewolucja Parasa ledwie dyszała ale Kalle zaczął się diabelsko śmiać. -A tobie co oszalałeś?- młodego contender’a ta reakcja wyprowadziła z równowagi. -Effect Spore mały, Effect Spore. Niby taki z ciebie ogarnięty taktyk a takie coś ci umknęło. Kończmy to pajacowanie Aromatherapy a następnie X-Scissor!- to było logiczne uzasadnienie tamtego śmiechu. A wydawało się, iż całość jest pod pełną kontrolą. Tak to bywa jak się przegnie z pewnością siebie. Wypracowana zaliczka rozpada się jak domek z kart. I faktycznie reprezentantki typu Normal leżały sparaliżowane pod wpływem ablity czekając na dobicie. Przed nimi nastąpiła regeneracja a później krytyczny cios szponami na nieruchomych celach. Dało się co prawda rąbnąć Shadow Ball’em ale tak gwałtowna zmiana była w stanie przyprawić o chwilowe zamurowanie. 1-0 dla gospodarza a było tak blisko a jednocześnie tak daleko. Takie życie zupełnie nieprzewidywalne. Zwiad zawiódł umknął detal a, jednak kluczowy. Do korekty w przyszłości. Nie pozostawało nic innego jak odegrać się w następnej rundzie. Po zawróceniu Ovar Jack wysłał Zappy’ego. -Hoho Raichu obyś nie popełnił błędu wielu początkujących przedkładając siłę nad szybkość bo będzie z tobą marnie. Parasect Stun Spore- Facet, który miał mięśnie brzucha jak z okładki czasopism dla aktywnych panów oparł swoje przypuszczenia o „wymoczków”, którzy się wielokrotnie przed nim ośmieszali. -Zappy Protect a następnie Thunderbolt- wyartykułował błyskawicznie Jackson aby całość poszła płynnie. Wyszło wybornie zarodniki ostały się na energetycznej tarczy a później ładunek elektryczny sparaliżował poke-grzyba. W związku z byciem niedysponowanym do poruszania się lider nakazał stałą regenerację Aromatherapy do znudzenia. To zmusiło do ujawnienia kombinacji Rain Dance-Thunder by nie zamęczyć ewolucji Pikachu Thunderbolt’em. Ale znów szanse rozkładały się mniej więcej po równo było 1-1. Zrobiło się naturalnie deszczowo ale było to wytchnienie po wcześniejszym upale. Drugim stworkiem Savolainen była Tangela. Lidera zdenerwowało wyrównanie postanowił, więc zrobić demonstracje swojej siły przy pomocy Vine Whip poke-winorośli. Na to, jednak pretendent był przygotowany i w defensywie użył Quick Attack by zmęczyć przedstawiciela typu Grass. Pok Jacksona natrudził się niemiłosiernie na kondycyjnej części treningów ale spełniło to swój cel- tracił oddech wolniej niż jego Vis-à-vis, który kondycję miał tylko dobrą a nie wyśmienitą. -Hłehłe jak widzisz mojemu Raichu niczego nie brakuje. Wręcz przeciwnie Signal Beam!- czując szalę przychylającą się na swoją stronę Jack pozwolił sobie na trochę więcej swobody. I znów dystansowy atak doprowadził przeciwnika na skraj wytrzymałości również dzięki przewadze typów. -I co to by było na tyle w tej rundzie?- pretendent chciał pokazać swoją wyższość, więc zadał aroganckie pytanie. -Niezupełnie. Podrzuć go Bind a potem Sunny Day i Solarbeam!- okazało się, iż Kalle nadal miał wiele kombinacji do zaprezentowania. Pnącza chyżo pochwyciły pokemona Lee podrzuciły go w górę no i ten stracił orientację a jego instynktowy Thunderbolt chybił. Takiego wariantu nie było na treningu co poniekąd go usprawiedliwiało. Chwilę później znów zrobił się upał a w takich warunkach promień wzmocnił się, załadował rychło i brutalnie pozbawił przytomności poke-mysz. 2-1. I ponownie zemściła się chwila nieuwagi. Ostatni pok, ostatnia szansa ale ten przynajmniej miał dominować swoją charakterystyką nad drużyną Savolainen’a. Arsanarl już od pojawiania się na arenie zrobił groźne wrażenie ze swoim warczeniem za sprawą Intimidate. Zniechęciło to przeciwnika do bezpośredniego starcia, zwłaszcza, że był on osłabiony. Wyczuł to i pretendent. -Spokojnie on i tak ledwo się trzyma Bite wystarczy- oszczędna taktyka Lee miała na celu zachowanie sił na ostatnią rundę. -Oj, Jackson nie doceniasz mnie, Giga Drain!- lider dostosował się do minimalizmu Jack’a. Regenerująca ofensywa pozwoiła przetrwać kolejną turę męcząc poke-szczeniaka. Wściekły na siebie Lee za zlekceważenie reprezentanta typu Grass ryknął „atakuj Ember by definitywnie go zneutralizować”. Płomienie z Ember ostatecznie zrobiły swoje spotęgowane Sunny Day. Można by spróbować to skontrować Solarbeam ale Tangela była sporo wolniejsza, więc to nie miało sensu. 2-2. Wcześniejszy Giga Drain nie poczynił kolosalnych szkód w organizmie pokemona pretendenta ale pozbawił go świeżości. Ostatnim stworkiem jaki pojawił się na arenie był Vileplume. -To ostatni przeciwnik Arsanarl teraz nie ma opcji jechać na pół gwizdka. Użyj Double Team!- zarządził młodszy szkoleniowiec. Kopie poprzednio pokrzyżowały szyki dwudziestojednolatkowi, który zrezygnował z używek aby jego ciało wyglądało doskonalej ale teraz znów zaśmiał się rodem z piekła. -Petal Blizzard, pełna moc !- wycedził przez zęby. Ewolucja Gloom’a posłusznie zalała całe pole bitwy ostrymi jak brzytwa listkami kalecząc paskudnie poke-szczeniaki. Klony wyparowały został tylko oryginał na granicy przytomności. -I to wszystko na co cię stać? Wymoczku spodziewałem się większego oporu. Czymkolwiek trafię to będzie koniec. A twój Growlithe nawet Ember’em tego nie zmieni. Pozwól, iż pokażę ci jak należy kończyć wroga stylowo nie tak jak ty. Swords Dance a następnie…- lider chciał dokończyć zdanie ale przerwał mu Jack swoim diabolicznym śmiechem. Role się odwróciły? -Nacieraj Reversal!-ryknął nastolatek. Ta technika robiła się groźniejsza im bardziej osłabiony był uskuteczniający pok. Czyli obecnie nieprzyzwoicie mocna. Poke-kwiat nie zdołał uniknąć takiej szarży jednocześnie wykonując bitewny taniec nawet mimo swojej Ability. Wymagało to zbyt dużej zwinności a to nie była jego dobra strona. Wyglądał teraz na zmasakrowanego ale ciągle był niebezpieczny. -Dość tego Energy Ball!-zawołał Savolainen. -Heat Wave!-krzyknął brunet. W normalnych warunkach to mogłaby być próba wydolności kto dłużej będzie w stanie atakować ale pogoda sprzyjała poke-szczeniakowi. Jego ofensywa przebiła się przez zieloną kulę i pozbawiła przytomności podopiecznego lidera. Arsanarl padł z wycieńczenia zaraz po ogłoszeniu wyniku. -Kalle ty wariacie. Dwukrotnie traciłem swoją przewagę przez zbytnią pewność siebie ale to ty w decydującym momencie zaszufladkowałeś mnie jako wymoczka. Nędzny z ciebie trener, koleś!- wygrany nie miał litości dla przegranego był za młody by puścić mimo uszu obrazę. W taki sposób Jackson zdobył odznakę tęczy. A Savolainen znienawidził tego młodzieniaszka i z niechęcią przyjmował wieści o dalszych postępach. Coś w nim pękło i nie odczuwał już radości z wykonywanej profesji. Wytrwał jeszcze 4 lata na stanowisku odłożył pieniądze by móc kupić sobie mieszkanie w Hoenn i tam się przenieść. Tak też uczynił i w środowisku trenerskim słuch o nim zaginął. Ciekawe czy odciął się on od wieści ze środowiska bo gdyby ktoś uważnie się przysłuchał to niedawno Jack pokonał w głośnej walce Louise’a lidera, który przyznał mu odznakę kostki. Życie bywa takie ironiczne.
_________________
"Jeśli marnowanie czasu daje Ci radość to nie jest to czas zmarnowany"- John Lennon

Ale mi Football Manager zrył banię swoim autohumorem szacun dla twórców!

A tak reaguję gdy ktoś mnie zawiedzie mimo, iż zwykle jestem zrównoważony!

Link do Dziennika Postaci tam jest całe info o moim bohaterze

Mój zespół obecnie:


 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,17 sekundy. Zapytań do SQL: 8