Poprzedni temat «» Następny temat
Przygoda Marceli i Waltera - sprzeczność i wielkie kłopoty
Autor Wiadomość
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-01-29, 14:50   Przygoda Marceli i Waltera - sprzeczność i wielkie kłopoty

W Rustboro, wielkiej metropolii regionu Hoenn działo się nadzwyczaj dużo, że jako jednostka było się ledwie kropelką w morzu. Tak też niczego nie spodziewająca się społeczność mogła potraktować dwoje nastolatków, którzy dość późno zdecydowali się na krok w stronę wspaniałego świata pokemonów. Ich historia splątała się dość nieoczekiwanie, lecz szczęśliwie. Warto przybliżyć sobie ich dalsze losy.

Marcela przebywała w posiadłości swojej rodziny. Jej pokój jak na warunki zwykłego dziecka opływały w luksus. Nie mogła odmówić sobie tego, skoro jej rodzinę było stać na niemal wszystko. Jednak doskonale zdawała sobie sprawę, że nie może tak dalej żyć. Przecież to nudne i od kiedy poznała Waltera w głowie zaczynały rodzić się pomysły. Sam chłopak podchodził do wszystkiego z dystansem, lecz w słusznej dla siebie korzyści. Wynikały z tego korzyści, jeśli tylko nie przytrafi się jakaś afera. Obecnie przyszła trenerka nie mogła zwlekać. Zbyt duży szok wywarła na niej wieść od rodziców. Niczym księżniczka miała w wieku dorastania poślubić nieznajomego jej chłopaka. Wpływowe działania arystokratów - idzie oszaleć. Rozum nastolatki pozwolił jedynie na nieroztropną ucieczkę. Rankiem, gdy wszyscy jeszcze spali, a na korytarzach nie było służby, wymknęła się tylnymi drzwiami. Towarzyszył jej żywiołowe ptaszysko, które wraz z oddalaniem się ciągnął krakanie, istny sygnał alarmowy - robiąc na złość swojej właścicielce.

W tym samym czasie piegowaty młodzieniec o imieniu Walter smacznie pochrapywał w łóżku, u stóp kołdry mając swojego pupila. Opiekował się nim i zdążył zżyć, lecz nadal myślał o słodkim stworku, jak o potencjalnym wabiku. Na szczęście nikt nie wiedział o tym przedsięwzięciu, bo wynikałyby z tego same problemy. Kłopoty niestety dopiero nadciągały, ale nieświadomy rudzielec śnił w najlepsze.
Pierwsza obudziła się Ornat. Młoda samiczka Eevee przeciągnęła się niczym kot i ze zwyczajowym zaciekawieniem zaczynała poruszać się po pokoju w poszukiwaniu natchnienia. Wkrótce potem nie omieszkała znaleźć się na Walterze przykrytym kołdrą i popsuć mu nieco ranek widokiem swojego pyszczka dla zachęty. Zegarek wskazywał 7:00.
 
 
 
Marcela 


Wysłany: 2014-01-29, 16:30   

Zastanawiała się przez dłuższą chwilę kto wpadł na ten genialny pomysł ze ślubem. Pewnie ojciec, oooo to na pewno musiał być on. Nigdy nie znosił Marceli i bez skrupułów nazywał ją "niewychowaną gówniarą". Oczywiście przy gościach, była jego ukochaną córeczką. Matka pewnie tak jak zawsze przytaknęła na jego pomysł. W końcu każdy pomysł, by pozbyć się własnej córki jest dobry, no nie? Marcela mogłaby się godzinami zastanawiać nad tym co ona takiego zrobiła, że rodzice chcą się jej pozbyć. Chodziłą grzecznie na wszystkie zajęcia z gry na skrzypcach, pianinie, nauki śpiewu, matematyka, historia i inne rzeczy, których uczyła się całe życie. Jednak, w końcu zamknęła ten rozdział. Jest dorosła, więc rodzina może jej tylko pomachać na do widzenia. Chociaż, znając życie będą próbowali w jakiś sposób ściągnąć ją do domu. Policja, straż pożarna, wojsko... Co to dla nich? Rzucą pieniędzmi i już wszystko załatwione. Nie mogli tylko jednej rzeczy sobie kupić. Miłości ich pierworodnej.

Kończąc ten długi monolog o tym jak Marcelina wręcz nie cierpi swoich rodziców, mogę zwrócić uwagę na kolejny szczegół, który bardzo ją irytował. Mówiąc jaśniej, mowa tu o tym ptaszysku, który nie umiał zamknąć dzioba choć na chwile.
- Przestań, w końcu Ace! - Odparła w jego stronę wręcz błagalnym tonem - Niby wyszliśmy z budynku, ale jak ktoś Cię usłyszy, to nici z naszej ucieczki! - Dodała po chwili. Mogła go schować po prostu do pokeballa, ale tego nie zrobiła. Prawdopodobnie nie czuła potrzeby chowania go, jeżeli sytuacja tego nie wymagała.
~Ale czy to jedna z takich sytuacji? ~ Pomyślała z krzywym uśmiechem na twarzy, spoglądając na jej towarzysza, który z sekundy na sekundę coraz bardziej ją irytował.
Biegła w stronę osoby, u której na ten moment mogła się schować. Do jej równie wkurzającego, co jej pokemon Waltera. Chyba mu przyłoży jak znowu będzie próbował ją poderwać. To nie czas, ani miejsce na to. Wiedziała gdzie mieszka, bo odprowadzała go czasami, ale nigdy nie była w środku. Nie wiedziała dlaczego, ale w końcu teraz już nie jest panienką z ogromnego domu, tylko dziewczyną, która ośmieliła powiedzieć "nie" swoim rodzicom. Miała nadzieje, że jak najszybciej dotrze do miejsca, w którym mieszka.
 
 
WalterFirelly 


Wysłany: 2014-01-29, 17:53   

- Bożesz drogi, Ornat...- rudzielec zepchnął z siebie Eevee z jękiem i przewrócił się na drugi bok, zaciągając kołdrę pod sam nos. - Jeszcze trochę i zaczniesz się budzić przed świtem. Ty sobie możesz odespać w dzień leniu jeden, ja nie... - wymamrotał wpółprzytomnie, nawet nie zerkając na zegarek. Wystarczyło mu, że jego wewnętrzny zegar biologiczny mówił mu jak nieludzko wcześnie jest. I może byłby zasnął znowu, gdyby słońce nie świeciło mu idealnie w twarz. Tyle kilometrów od Ziemi, a zawsze trafi prosto w oczy snajper jeden cholerny.
Z ciężkim westchnięciem usiadł na łóżku wciąż z zamkniętymi oczami, drapiąc się po czuprynie sterczącej na wszystkie strony. Nawet nie pamiętał o której się położył... Jednak o którejkolwiek by to nie było, teraz jest za wcześnie na wstawanie. Wciąż zaspany spuścił nogi z łóżka na podłogę, przecierając oczy.
- Ja wiem że mnie kochasz i w ogóle, ja ciebie też, ale weź na przyszłość pamiętaj, że ja budzenia nie zamawiałem. - westchnął patrząc na Pokemona przez palce półprzytomnym spojrzeniem.
 
 
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-01-30, 03:08   

Na zewnątrz robiło się przyjemnie, nawet bardzo. Pogoda idealna na wymkniecie się z domu, ubranie czarnego stroju i dokonanie morderstwa. Tak samo pasowała Marcela i Ace do sytuacji. Spearow na przekór trenerce usiłował postawić chociaż jedną osobę na nogi. Nie udało się, więc próbował i próbował. Obecnie sam pewnie do końca nie wie dlaczego. W każdym razie dziewczyna nie zwalniala tempa. Od rezydencji do wierzowców Rustboro dzieliło ją sporo kilometrów, nieco mniej na uboczu w dzielnicy domków jednorodzinnych mieszkał Walter. Przemierzała zatem ścieżki i drogi, aż pod sam dom. W międzyczasie Ace zapragnął zatrzymać się kilka razy i pozaczepiać kogo popadnie. Najczęściej pobliskie drzewa, a główną atrakcją było płoszenie bezbronnych robaczków. Wybawienie ostatecznie znajdowało się przed oczyma Marceli w postaci domu przyjaciela. Wystarczyło zapukać.

Zareagowanie chłopaka spotkało się z niewzruszoną postawą ze strony Eevee, jakby uporczywie starała się powiedzieć, że właśnie wygrała. Stworek nie posiadał przekazanych jej problemów, więc nic nie stało na przeszkodzie, aby to olać. Pewnie i tak nie zrozumiała ani słowa. Za to jeść i spać miały ogromną moc. Ornat ponownie znalazła się koło siedzącego i próbującego dojść do siebie człowieka. Obojętnie chciała go naśladować. Wpier wydała z siebie pomruk zawodu jego zachowaniem, a potem podrapala się za uszkiem i zaczęła lizać sierść na łapce. Nie ważne, co chciał teraz zrobić Walter, ona nie da mu spokoju, by potem się dowiedział, że jednak zmieniła zdanie lub w podobny sposób poszła w swoją stronę. Na szczęście przyzwyczajenie tego pieszczocha sprawiało, że zawsze wróci do swojego. I w pewnych momentach była nawet przydatna. Choćby teraz, gdy nagle się zerwała i wskoczyla na parapet okna. Zwracała uwagę Waltera swoim głosikiem, bowiem tuż przed domem stał ktoś dobrze im znany.
_________________


 
 
 
Marcela 


Wysłany: 2014-01-30, 10:11   

Gdy, w końcu ujrzała dom Waltera odetchnęła z ulgą. Jednak zauważając stan umysłu Marceli, to pukanie było u niej przereklamowane. Gdyby wiedziała chociaż, które okno jest od jego pokoju. No ale co tu zrobić? Odpowiedź była jedna? Walenie w drzwi pięścią jak popadnie. No bo tak robią panienki z dobrych domów co nie? Zwłaszcza te spanikowane, bo głupie ptaszysko krakało ile wlezie na całą okolicę. Miała to nie przyjemne uczucie, że już ktoś ich goni. Nie dałaby się tak łatwo zaciągnąć do domu jak wcześniej, ale znając swoich rodziców byli oni gotowi na wszystko, żeby ich reputacja nie ucierpiała. No bo jak brzmi wytłumaczenie do jej niedoszłego męża " Hej córka nam uciekła z domu, sorry poszukaj sobie innej kandydatki?". Szanowna rodzina, staję się nikim, w spojrzeniu innych bogatych rodzin. No ale Marcelę to już nie obchodziło. Teraz zależało jej, żeby obudzić tego idiotę i jego siostrę jak najszybciej.
 
 
WalterFirelly 


Wysłany: 2014-01-30, 13:49   

- Ornat, zlituj się nade mną, jestem nie do życia, jeszcze najbliższe parę godzin, jasne...? - stwierdził rzucając się znów na łóżko i opatulając kokonem skołtunionej kołdry. Starał się zignorować wpychającego się pod kołdrę Poka i jej oburzone fukanie. - Jak cię wypuszczę, to i tak za 2 minuty będziesz chciała wracać, poczekasz aż Sabina wstanie. - wyburczał zakopany w pościel. Pokemon podobnie jak właściciel nic sobie nie robił z jego poczynań i wskoczyła na parapet poszczekując. W głowie Waltera, który trochę sobie zabalował dnia poprzedniego, zabrzmiało to co najmniej jak jazgot urządzany przez Loudreda. Jęknął boleśnie i zaciągnął znów poduszkę na głowę, ale zaraz potem aż podskoczył słysząc łomotanie do drzwi.
- Co jest... Wszyscy muszą mieć do mnie jakiś interes przed 8 rano, przecież to nieludzkie... - stęknął zwlekając się z łóżka w końcu i człapiąc w samych bokserkach do drzwi. Ziewnął szeroko, przygładził trochę nastroszone włosy i otworzył.
- ...Cokolwiek to jest, nie mogło zaczekać, bo ja wiem, jeszcze z 2 godziny? Albo 3...? Albo najlepiej 10? - westchnął wieszając się na framudze, gdy zobaczył Marcelę. Na razie wciąż był zbyt zaspany i "nieświeży" po zeszłej nocy, żeby zauważyć jak bardzo zestresowana była.
 
 
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-01-30, 18:56   

Stukanie tego kalibru nie umywało się do charkotu, jaki potrafił wydawać Loudred. Niemniej stwierdzenie, że obudziłoby zmarłych już podpinało zachowanie zdesperowanej Marceli. Cały dom zadźwięczał kilkukrotnie, a jego mieszkańcy nie mogli być temu obojętni. Nic specjalnego się nie wydarzyło poza tym, że Ornat rozweseliła się i z większym entuzjazmem niż zazwyczaj popędzała swojego pana do szybszej reakcji. zeskoczyła z okna i nadal nawołując Waltera stała przy drzwiach, aby w końcu poszedł i wpuścił koleżankę.
Dziewczyna czekała przed drzwiami z Acem, który znudził się krakaniem i podskakiwał na nóżkach dookoła niej w mniej konkretnym celu. Po chwili zatrzymał się i wycelował dziobem prosto w buta trenerki. Zapiał ze śmiechu i trzepotał jak głupi skrzydłami. W tym czasie z mieszkania doszedł rudzielca głos siostry.
- Braciszku, co się dzieje? Kto to? - również zaspana zawołała Sabina, miała nadzieję, że brat zdążył się ocknąć po tym trzęsieniu.
_________________


 
 
 
Marcela 


Wysłany: 2014-01-31, 12:28   

Spojrzała na Waltera z ulgą na twarzy, że to on otworzył jej drzwi, a nie jego siostra.
- Ja Ci zaraz poczekam... - Wręcz wybuchnęła złością, zagryzając zęby, gdy usłyszała jego "dzień dobry". Zdawała sobie sprawę, że nie należał do rannych ptaszków, ale czasami miała ochotę mu przywalić. Westchnęła ciężko. Narobiła hałasu, Ace koło niej głupio skacze. Musiała wyglądać dziwnie i przekomicznie. No i jeszcze z torbą, w której miała swoje rzeczy. - Słuchaj jest sprawa... WAŻNA SPRAWA, która nie może zaczekać. - Znowu westchnęła ciężko, ogarniając swoją nieuczesaną grzywkę. - Mogę wejść? Wiem, że jest beznadziejna pora, ale uciekłam z domu i prawdopodobnie już mnie szukają.... - Odparła już trochę spokojniej i ciszej. Spojrzała na ptaszysko zirytowanym wzrokiem.
- A ty przestań tak głupio skakać!! - I znowu się zdenerwowała.
 
 
WalterFirelly 


Wysłany: 2014-01-31, 12:57   

- Nie mogłaś uciekać jak już nie będę miał kaca...? - zapytał mrużąc oczy od słońca. Odwrócił się do wnętrza domu. - Znajoma. Nie, nie taka znajoma. - dodał wiedząc, że siostra zaraz zacznie robić z siebie wariatkę i jak najbardziej ośmieszyć Waltera przed potencjalnym obiektem podrywu, już nie raz i nie dwa doprowadziła go do spalenia się ze wstydu i ucieczki w popłochu. Oj tak, mimo że była cwaną bestią, to granie słodkiej idiotki opracowała do perfekcji.
Zwrócił się znów do Marceli, przecierając oczy z ciężkim westchnięciem. - Co cię tak nagle wzięło na uciekanie, skuteczniej by było uciekać w nocy wiesz...? Ja wtedy jestem przytomny, masz więcej czasu zanim zaczną cię szukać, bo myślą, że poszłaś spać... - bełkotał wciąż myśląc tylko jak zbyć Marcelę i wrócić do łóżka.
 
 
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-01-31, 22:22   

To wiadome, że Walter niespecjalnie się cieszył z zaistniałej sytuacji. Dla niego priorytety były znacznie inne niż ciągłe zamartwianie się o znajomego. Marcela o tyle tolerowała takie podejście, nie będąc świadoma jego myśli, bowiem sama czerpała z tego korzyści. Potrafiła się zemścić w najbardziej bolesny sposób i to ją cechowało. Oczywiści na domiar złego, skacowanego chłopaka, dziewczyna musiała wygadać się o wszystkim. Inaczej nie miałaby podłoża do zatrzymania zamykających się przed nią drzwi. A tak rudzielec przynajmniej nie mógł jej zbyć i miał coraz większe szanse. Na domiar złego z dalszej części mieszkania doszedł dwójkę głos Sabiny.
- Co za Hippowdon próbował dostać się do środka zamiast zadzwonić? O, to dziewczyna. Wybacz mi. I na miłość boską Walter, nie stój tak w drzwiach. - głos nasilił się, aż siostra rudowłosego nie zjawiła się w korytarzu, kręcąc głową na brak jakichkolwiek manier. Małą gafę wyminęła uśmiechem.- Zaproś swoją koleżankę i skoro jesteś na nogach pomóż w przygotowaniu śniadania. - wykonana w jednym rytmie akcja pozwoliła jej na płynne przejście do kuchni. Na szczęście Marceli obojętna przemowa równie zaspanej Sabiny działała na jej korzyść. Ponownie sytuacją ją nieco uratowała i nastrój poszczególnych osób. Spearow nie omieszkał wyśmiać swojej trenerki. Dobrze wiedziała, że takie były jego intencje. Ace od razu po tym przemknął się między nogami trenerów i pognał za Sabin do kuchni - przymilać się.
_________________


 
 
 
Marcela 


Wysłany: 2014-02-01, 11:54   

Chyba nie trzeba było mówić, jak bardzo Marcela chciałaby mu teraz przyłożyć. Wzięła głęboki oddech, uśmichnęła się krzywo i odparła słodkim głosikiem.
-No doooobra. - Zaczęła i znowu poprawiła swoją grzywkę. - To ja wrócę do domu i... -W tym momencie nie wytrzymała, jej ton głos drastycznie się zmienił i wręcz wydarła się na Waltera. -... WYŚLE CI POCZTĄ PTASZYSKOWĄ ZAPROSZENIE NA MÓJ CHOLERNY ŚLUB, KTÓRE ZOSTAŁO ZAARANŻOWANE PRZEZ MOICH KOCHANYCH RODZICÓW. - Można śmiało powiedzieć, że prawdopodobnie obudziła swoim krzykiem całą okolice. Już unosiła rękę z zaciśniętą pięścią by mu zasadzić w nos, ale na szczęście Waltera, przywaliła we framugę tuż koło jego głowy. -...Jaki smak tortu wolisz?- Zabrała rękę, powracając do niewinnego i słodkiego głosiku. - Śmietankowy czy czekoladowy? - Mówiąc to, nawet zamrugała oczami, jak to wiele dziewczyn robi w jej wieku. Chociaż w tym ostatnim zdaniu, można było usłyszeć jak zgrzyta zębami.
 
 
WalterFirelly 


Wysłany: 2014-02-02, 14:00   

-Oboże...- Jęknął łapiąc się za głowę i osuwając się po ścianie. - Na prawdę nie musiałaś tak wrzeszczeć, po cichu też bym zrozumiał... - wyszeptał boleśnie przyciskając czoło do kolan. Jedna chce mnie do kuchni zagnać, drugą chcą chajtać, Arceusie drogi, co tu się wyrabia... Rudzielec chwilę musiał przecierpieć dzwonienie w uszach i tępy ból pulsujący w głowie, ale wyprostował się po chwili z krzywym uśmiechem. - Truskawkowy słoneczko.- wycedził obnażając zęby w upiornej karykaturze uśmiechu. - Wejdź to zaraz omówimy jakie dekoracje sobie życzysz i jaki Pokemon ma ci przynieść obrączki na poduszeczce. -zaszczebiotał z równie fałszywą radością, ale po chwili jego uśmiech znów zmienił się w grymas kogoś kto się zdecydowanie nie wyspał. -Arceusie... - wyburczał pod nosem zamykając za nią drzwi i opierając o nie czoło. Jak znajomość z babą trwa dłużej niż dwa dni to zawsze jakieś problemy z tego wynikają.
 
 
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-02-04, 15:34   

To niecodzienna sytuacja w domu rodzeństwa Firelly. Nie można było przewidzieć skutków, ani tym bardziej zachowania. Odpowiednie podejście było naznaczone wręcz przez luźne nastawienie domowników. Walter mógł przejąć się na swój sposób, ale obecnie raczej droczył się z Marcelą. Nieukrywając niczego dziewczyna obrała zasadniczy ton, aby wzbudzić winę rudzielca. Marny miało to skutek. Gdy tylko rozpoczęła się donosna demonstracja dziewczyny zza przejścia do kuchni wyłoniła się Sabina, która w wielkim zdziwieniu wydała z siebie dźwięk zaskoczenia. Wtórował temu święch Spearowa siedzącego na jej ramieniu.
- Ślub? Żartujesz, prawda? Walter dawaj ją tu i wejdzcie w końcu do środka. - nie chcąc liczyć na brata kobieta samodzielnie złapała Marcele za rękę, odpychajac Waltera na bok dosadnym szturchnięciem w bark i poprowadziła sensację do kuchni. Tam wręcz bez szans posadziła przyszłą pannę młodą na krześle. W pomieszczeniu zdążył roznieść się zapach gotowania. Sabina przyrzadzała jajecznice z bekonem oraz tosty. Rudowłosa nie ukrywała że zaciekawiła ją ta sensacja. Nie czerpała z tego korzyści, raczej była zafascynowana jako dziewczyna. Pewnie dopiero po dowiedzeniu się wszystkich szczegółów sama ujawni swoje zdanie na ten temat. Wręcz się do tego paliła. Ze świdrującym spojrzeniem oczekiwała spójnej historii.
_________________


 
 
 
WalterFirelly 


Wysłany: 2014-02-08, 21:24   

Mamrocząc coś pod nosem i przecierając oczy, chcąc nie chcąc poszedł za obydwiema dziewczynami do kuchni, gdzie opadł na krzesło. Położył się na stole chowając twarz w ramionach, słuchając jednym uchem o czym gadają, ale drugim zaraz wszystko wypadało. Chciało mu się tylko spać, ale jak Marcela ma jakiś kłopot, to wypadało by pomóc mimo wszystko... Chociaż tak bardzo mu się nie chciało.
 
 
Marcela 


Wysłany: 2014-02-09, 14:00   

W jednej chwili wydzierała się na Waltera, jak miała w zwyczaju, gdy ją zdenerwował, a w drugiej chwili, jego siostra zaczęła ją ciągnąć w stronę kuchni. Nigdy nie była w ich domu, więc skorzystała z okazji i się trochę rozejrzała. Na pewno nie było takich luksusów jak u niej w domu, ale w tym momencie to było nie ważne. Gdy przekroczyła próg kuchni sprawdziła czy ptaszysko nadal jest przy niej, po czym odparła do siostry Waltera.
- Gdybym żartowała to, by mnie tu raczej nie było. - Mruknęła cicho, drapiąc się nerwowo za głową. - Wiem, że jestem nieproszonym gościem, czy coś, ale mogłabym tu zostać na chwilę? Moja rodzina nie zna Waltera, ani nie wie gdzie mieszkacie, więc to najbezpieczniejsze miejsce dla mnie w tej chwili... Zanim zdecyduje, w którą stronę pójdę. - Chcąc, nie chcąc Marcela wie, że nie może tu długo zostać. To tylko kwestia czasu jak znajdą to miejsce.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,53 sekundy. Zapytań do SQL: 10