Poprzedni temat «» Następny temat
Przygoda Matta(Allex)- Przekabacić winną toksycznej miłości
Autor Wiadomość
RerrieR 


Wysłany: 2014-03-20, 21:09   Przygoda Matta(Allex)- Przekabacić winną toksycznej miłości

Cytat:
Matthew, Matthew, Matt. Czy ten chłopak ma jakąś historię? Za pewne w dniu urodzin, w ciepły lipcowy poranek, jego rodzice Liza i Shawn wyobrażali sobie, że właśnie na świat przyszedł genialny naukowiec albo wybitny sportowiec, błyskotliwy hazardzista. Po prostu ktoś, kto w końcu odmieni ich życie w biedzie. Czy rodzice mieli rację w swoich przypuszczeniach? Czy Matt cokolwiek będzie znaczył w przyszłości dla świata? Na te wszystkie pytania odpowiedzi przychodziły wraz z biegiem czasu. Jedno jest pewne - nigdy się w tej rodzinie nie przelewało. Ojciec z wykształcenia zegarmistrz, nie zbierał pokaźnych sum w małym miasteczku jakim jest Pallet Town, za to był jedynym zegarmistrzem w okolicy. Był to tak na prawdę argument, który nie pozwalał na rezygnację z tej pracy. Matka zaś pracowała w policji, jednak co się może dziać w tak spokojnym mieście jak Pallet Town? Nie była nikim specjalnym. Na takich jak ona mówiono "krawężnik", jej zadaniem było chodzenie i patrolowanie miasta. Nasze poczciwe Pallet Town z którego każdy dzieciak chciałby się jak najszybciej wyrwać, z braku większych atrakcji. Matthew ma również siostrę, zdrową śliczną dziewczynkę w wieku 4 lat, która na razie spędza beztroskie życie, bawiąc się z Bellsproutami w ogródku.
Powróćmy jednak do Matta, bo tak łatwiej wymówić, niż jego pełne imię. Do najbiedniejszych nie należał, ale nigdy też nie zaznał luksusu. Zwykle dzieciaki miały szanse wyrwać się z domu w wieku 10-12 lat i zostać mistrzami pokemon. Ba! Kto o tym nie marzył, kto nie mówił jakby było fajnie polatać na grzbiecie Charizarda? Niestety bohater naszej historii jest realistą. Nie marzył, on działał. Musiał się uczyć, wpajano mu, że ledwo co mamy do garnka wrzucić, przez co chłopak dorabiał, rozwoził gazety o poranku, a następnie uczył się do szkoły. Po szkole starannie odrabiał lekcje i dopiero mógł mieć czas dla siebie. Ten czas spędzał na obserwacji zachowań pokemonów domowych, czytając ciekawe artykuły. Wszystko to notował w zeszycie, niestety w wieku 12 lat, kilka kg papieru zagracało pokój na poddaszu. Chłopak postanowił za wszystkie swoje oszczędności kupić Pokenav. Rok później stracił już wszelkie nadzieje, że zostanie trenerem pokemon. Rodzice byli zdania, że z tego nie ma pieniędzy, że jest to zabawa dobra dla dzieciaków, mało kto się dostaje do elity skąd można zarabiać dobry pieniądz. Matt zaczął myśleć jak oni, jednak skrupulatnie uzupełniał wiedzę o pokemonach, jego Pokenav służył mu za pokedex innych dzieciaków. Dzień mijał za dniem, życie stało się monotonne. Same piątki w szkole, mnóstwo kolegów, ale żadnego przyjaciela, kilka dziewczyn na 2-3 tygodnie. Tutaj warto zatrzymać się na dłużej. W wieku 15 lat miał Jane. Co to była za kobieta. Niziutka, czerwone włosy, duże zielone oczy, piersi krągłe jak jabłuszka. Do tego styl ubierania - zawsze biodrówki, okalające jej kości biodrowe oraz top w jasnych kolorach, odsłaniające płaski brzuch. Kto nie chciał być z Jane? Była tylko rok młodsza. Matthew przeżywał przy niej swoje najlepsze chwile, wieczorem wychodzili na spacer w świetle księżyca, wymykali się ze swoich pokoi, zjeżdżając po linie, by pokąpać się w strumyku. Parę razy zatracili się w szaleństwie, zrywając z siebie ubrania. Matt był oczarowany, nie wiedział jak to się stało, że tak spokojny chłopak, dobrze ułożony, nie podejmujący pochopnych decyzji, mógł się spodobać szalonej, radosnej, pełnej energii, spontanicznej kobiecie. Może faktycznie jest w tym prawda, że podobieństwa się przyciągają? Sielanka trwała długo, w porównaniu do jego wcześniejszych związków. 21 lipca, dzień przed jego urodzinami, Jane dostała propozycję zostania trenerem pokemon, bo profesor Oak w końcu dostał odgórnie pokeball z upragnionym przez Nią Ekansem. Matt wiedział co to znaczy, pokłócili się bardzo mocno. Wiedział, że to już koniec, rodzice nie pozwolili mu na podróż. Wybili mu to z głowy, dając szlaban. Chłopak nawet nie pożegnał się ze swoją dziewczyną. Widział jedynie jak rano odchodziła z jakąś koleżanką w stronę Viridian. Nawet nie popatrzyła w stronę jego domu. Czuł że jest to koniec. Na chwilę zamknął oczy.
***
- Głupi jesteś? Czyli nie kochasz mnie! Wiedziałeś że chcę zostać trenerką pokemon a po skolekcjonowaniu 6 trujących pokemonów chcę zostać uczennicą Kogi! - krzyczała Jane.
- Skarbie...wiesz jakich mam rodziców. Nie mogę zostać trenerem pokemon, nie poczekasz na mnie 2 lat aż będę pełnoletni?
Jane popatrzyła na chłopaka jak na idiotę.
- Myślisz, że profesor Oak będzie czekał 2 lata z Ekansem? Jeśli go jutro nie odbiorę, to nigdy tego nie zrobię. Twoja decyzja. Ucieknij z domu.
- Mam młodszą siostrę, rodzice nie poradzą sobie beze mnie, muszą oboje pracować. Nie mam tyle kasy co Ty - Młodzieniec spuścił oczy, patrząc na kamienie.
- Dobranoc Matt - Jane odwróciła się na pięcie, nie całując go, nie tuląc. A on stał. Krople łez kapały jedna za drugą na podłoże. Były to łzy bezsilności.
***
Matt nosi w pustym portfelu zdjęcie Jane. Nie odzywała się już do niego, nie zdobyła również odpowiedniej ilości odznak by dostać się do Ligi. Wiedziałby o tym, a nikt jej nie poznał na tych zawodach. Chłopak ma szczerą nadzieję, że spotka ją na stadionie Kogi. Z drugiej strony boi się tego spotkania, bo nie wie co Ona mu powie, ani co On powinien powiedzieć jej. Przeprosić? Prosić o wybaczenie? Zaproponować aby została uczennicą na jego stadionie? Zapewne by go wyśmiała po tak długiej nieobecności. Matt nie miał już żadnej innej dziewczyny, nosząc Jane w sercu.
***
Wracając do rutynowego dnia, o poranku praca raz gazety a raz rozwożenie mleka. Wtedy pojawiły się pierwsze wąsy, ale nie przypadły mu do gustu, więc zawsze je goli, miał już prawie 17 lat, stwierdził że mężnieje, schował Pokenav głęboko pod łóżko i nie ruszał go już wcale. Stwierdził że te całe hobby jest na nic, że rodzice mieli racje. Myślał tak dopóki nie dostał zadania zlecenia dobrze płatnego u profesora Oaka. Miał dostać niezłą kasę, a rodzice byli coraz bardziej w potrzebie, brali kredyty. Jego zadanie polegało na doglądanie pokemonów świeżo co złapanych przez trenerów z okolic Pallet Town. Chłopak po prostu zafascynował się tymi różnorakimi okazami, których do tej pory nie widział. Geodude, Onix, Rhydon i wiele wiele innych. Praca trwała tydzień, przy wypłacie chłopak nawiązał rozmowę.
- Profesorze - zaczął nieśmiało - Czy jest szansa, żeby otworzyć nowy gym w naszym mieście?
- Oczywiście, wystarczy zdobyć licencję, wymyślić odznakę i pokonać przedstawiciela, który się tym zajmuje. Każde miasto może posiadać swój gym.
- Po pracy u Pana, stwierdziłem, że chciałbym aby w Naszym mieście był stadion. Ludzie by częściej tu przyjeżdżali, gospodarka by się rozwinęła. Nadawałbym się na lidera?
Profesor roześmiał się serdecznie, a Matt opuścił głowę, wyraźnie zasmucony.
- Matthew, głowa do góry. Myślę, że z Twoja wiedzą mógłbyś być liderem, ale aby do tego doszło musiałbyś zostać trenerem pokemon. Musisz nabrać doświadczenia. Za tydzień rozpoczyna się liga, jeszcze nie jest dla Ciebie za późno. Wpadnij rano po swojego pokemona, mam kilkanaście nowych nabytków, które rozdam. To się czuje, spojrzysz na pokeball i już będziesz wiedział, że tam jest Twój przyjaciel, który zawsze stanie w Twojej obronie. Jeśli się zdecydujesz, to zapraszam.
Matthew w zadumie już był na progu, gdy profesor go zawołał
- Matt. Myślę, że będziesz świetnym liderem w naszym mieście i jest to bardzo dobry pomysł. Mam nadzieję, że zobaczę Cię za tydzień.
***
Przez kolejne 5 dni młody mężczyzna chodził struty, bał się jak zareagują jego rodzice na jego decyzję, której sam do końca nie podjął. Z jednej strony wizja podróży, przerwanie monotonii, czas przygód, z drugiej wizja głodującej siostry, wściekłych rodziców i zaprzestanie edukacji. 6 dnia było to samo, serce waliło mu młotem, ponieważ miał czas do jutra, a dalej nie miał nic poukładane w swojej głowie. Jeden wielki chaos.
Na wieczornej kolacji, po zjedzeniu marchewki z groszkiem, ryżu i małej porcji mięsa, w końcu się odważył.
- Mamo, Tato. Jutro zamierzam wyruszyć w trasę.
- Do Viridian?
- Dłuższą.
Zapadła krótka chwila ciszy, jednak dla Matthew'a była to wieczność.
- Od jutra będę trenerem pokemon. nadam się, mam ogromne notatki na temat pokemonów żyjących w naszych okolicach. Trawiaste, trujące, normalne, latające i wodne nie mają przede mną żadnych tajemnic. A za rok, po zakończeniu ligi będę miał kasę na założenie stadionu. Profesor Oak mi na pewno pomoże.
- Zwariował, no kompletnie oszalał!!
- Wszystko przemyślałem. Gdy tylko coś zarobię podczas podróży, to od razu przyślę Wam na konto. Jutro z rana ruszam, nie zabieram ze sobą nic oprócz mojej kabury, Pokenava z nr Waszego konta i ubrań. Jutro rusza kilka innych osób razem ze mną, więc nic mi nie będzie.
- Nie zgadzamy się.
Ojciec był stanowczy, przez kolejne 10, 15 minut, potem przez godzinę wałkowali ten sam temat. Matt wyciągał tysiące argumentów, Oni natomiast dwa tysiące kontrargumentów. W końcu dali za wygraną komentując to "jesteś już dorosły, rób jak uważasz. Mam nadzieję, że wiesz co robisz". Matthew grzecznie podziękował za zaakceptowanie decyzji.
***
Noc była ciężka. Chłopak przewracał się z boku na bok, nie mogąc usnąć. Nie wiedział czy czuł się źle że po raz pierwszy sprzeciwił się swoim rodzicom, czy może miał obawy dotyczące podróży. W końcu on nie umie się bić, jest chudy, każdy może go w każdej chwili okraść. To był czysty blef, że razem z Nim ruszą inni, jednak chciał uspokoić rodziców. Prawda była taka, że faktycznie profesor coś wspominał, że rusza więcej osób, ale pewnie każdy rozejdzie się w swoim kierunku. Z tego wszystkiego postanowił wymknąć się z domu, tak jak za dawnych czasów, po linie. Poszedł nad strumyk, gdzie szaleli razem z Jane. Chłopak na same wspomnienia uronił łezkę tęsknoty, chociaż publicznie nie dawał po sobie tego poznać. Niespodziewanie, ponieważ była druga w nocy, usiadł obok Niego ojciec Jane - wysoki, równie uśmiechnięty jak Ona, z tymi samymi zielonymi oczami. Złapał go za ramię.
- Cześć Matt, mogę dołączyć? Wracam z roboty, a w taką piękną noc szkoda kłaść się spać - Patrick był kolegą matki Matta, również krawężnik pod dowództwem Jenny.
- Wi-witam Pana, jasne. - Matt szybko przetarł oczy, mężczyzna uśmiechnął widząc to.
- Liza mi powiedziała, że wyruszasz jutro w podróż pokemon. Jakbyś gdzieś spotkał Jane...- starszy pan na chwile zrobił przerwę, widząc jak Matt reaguje na to słowo, przygryzając wargi, patrząc się na wolno płynący strumyk - to powiedz, że nie gniewamy się na nią i czekamy w domu.
Matthew wyraźnie się ożywił, nie zwlekając z odpowiedzią.
- Jak to? Coś się stało?
- Nie rozmawianie już tak? - Matthew nie musiał odpowiadać, jego mina mówiła wszystko - więc powiem Ci że w pierwszym roku swojej wędrówki uzbierała tylko 4 odznaki, bo uparła się, że będzie trenować tylko Trujące pokemony. Miała Ekansa, Croagunka i Gastly`ego. Z tym nie zwojowała ligi. Nie wróciła do rodzinnego miasta, bojąc się krytyki i śmiechów. Została w podróży i tylko potajemnie zgłosiła się do profesora Oaka, by zarejestrował ją do kolejnego sezonu. Wtedy poszło jej lepiej, podobno miała już Arboka, Toxicroaka, Hauntera i Drapiona, jednak i tym razem zdobyła tylko 6 odznak. Podobno Koga był zachwycony jej trującymi pokemonami, a ona zawsze chciała się u niego szkolić. Jak wiemy, rejestracja trenerów jest do jutra, więc jutro się dowiemy od profesora czy znów startuje jako trener czy może została u Kogi. Strasznie się o to pokłóciliśmy, nie chcieliśmy by została u nie wiadomo kogo...wiesz...oczko w głowie tatusia. Przykro nam jest że nie chce wrócić do Pallet Town.
- Proszę Pana...jeśli ją spotkam postaram się przekazać Pańskie słowa, ale nie obiecuję, że wróci. Ma dopiero 16 lat, ale dobrze wie czego chce w życiu. Niech Pan trzyma za mnie kciuki. Jeśli zajmę dobre miejsce na mistrzostwach, będę mógł otworzyć własny stadion, a wtedy na pewno sprowadzę ją do naszego miasteczka.
- Dzięki Matt, dobry z Ciebie chłopak.
"Krawężnik" wstał, pożegnał się i ruszył w stronę domu pogwizdując, a Matt miał jeszcze większy burdel w głowie. Wiedział, że jego obietnica jest bez pokrycia i prawie niemożliwa do wykonania. W końcu był totalnym laikiem jako trener pokemon, a takim nie dają budować stadionów i być ich liderem.
Gdy się ochłodziło, młodzian wstał i ruszył wolnym krokiem do domu. Musiało być już koło 4, bo słońce powoli wyłaniało się ku horyzontowi.
Zasnął dopiero koło 5 nad ranem, nie minęła jego zdaniem sekunda odkąd zamknął oczy, a musiał wstawać. Z wielkim żalem i soczystym przekleństwem na ustach, co nie zdarza mu się za często, wyłączył budzik. Ubrał się ciepło, zadbał o swoją fryzurę, nałożył wygodne adidasy, zabrał spod łóżka swój Pokenav i ruszył do profesora. Słońce przyjemnie ogrzewało mu twarz.
Serce waliło mu jak młot, kiedy opuszczał malutkie laboratorium profesora. Niby był to zwyczajny dzień, nie różniący się niczym od wszystkich pozostałych, a jednak było w nim coś wyjątkowego. Otóż ta właśnie słoneczna niedziela była dniem, w którym wyruszył w podróż, jak każdy trener. Profesor był na tyle dobry, że dał mu również pokedex i pięć pokeballi, a także trochę pieniędzy, polecając mu, aby się nie martwił i uznał je za premię za wykonaną pracę. Heracross stał obok niego, przyglądając mu się nieco podejrzliwie, jakby chciał ocenić, jaki będzie z niego trener. Uznał chyba jednak, że nie ma co stwierdzać, jaka jest książka, po samym widoku okładki, bo uśmiechnął się, żeby wywołać dobre pierwsze wrażenie. Podziękował profesorowi za pokemona i wyszedł, zapewniając, że będzie się o niego troszczyć.


Miałeś w końcu opuścić rodzinne strony by spełnić marzenia i zostać topowym trenerem w Kanto a przy okazji wspomóc twoją rodzinę finansowo i sprawić by nie musieli się martwić o pieniądze. Ponadto chciałeś jeszcze przekazać wiadomość ojca Jane. Byłeś bardzo ciekawy jak się jej wiedzie i jak się zmieniła od czasu gdy zostawiła swój dom daleko od miejsca w, którym obecnie przebywa. To ona w końcu sprawiła, że do dzisiaj zachowujesz się jakbyś miał zadrę w sercu. Nie mogłeś się przełamać i iść dalej w emocjonalnym sensie tego znaczenia. Trudno ci było wyobrazić sobie jak przebiegnie wasz dialog o ile ją spotkasz. Czy będziesz miał na nią jakikolwiek wpływ? Istniała możliwość, iż ona ma już dość celów jakie sobie narzuciła i tylko czeka aż znajdzie się ktoś kto uświadomi jej w jakim stanie się znalazła. Nie powinno się trwać przy swoich ideałach za wszelką cenę, ponieważ wszystko jest względne. Pogoda jakby ci o tym przypominała było pochmurno i wietrznie chociaż relatywnie ciepło jak na wiosnę przystało. Upewniłeś się ponownie, że masz całe wyposażenie. 1000$, 5 kapsuł oraz Pokedex od Oak'a były na swoim miejscu. Mogłeś nareszcie ruszać ku przygodzie jako już pełnoletni człowiek. Zastanawiałeś się czy notatki jakie spisałeś będą przydatne podczas wędrówki.
_________________
"Jeśli marnowanie czasu daje Ci radość to nie jest to czas zmarnowany"- John Lennon

Ale mi Football Manager zrył banię swoim autohumorem szacun dla twórców!

A tak reaguję gdy ktoś mnie zawiedzie mimo, iż zwykle jestem zrównoważony!

Link do Dziennika Postaci tam jest całe info o moim bohaterze

Mój zespół obecnie:


 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 10