Poprzedni temat «» Następny temat
Przygoda RerrieR'a - Déja vu
Autor Wiadomość
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-04-10, 19:58   

Bardzo skrupulatne rozdysponowanie czasu, ciąg dalszy. Jackson parł pośród zbliżającego się, wieczornego zgiełku w Lavaridge ze spokojem godnym swego wcześniejszego miana. To prawda, że teraz dopiero starał się o nowy rozgłos, chcąc dodatkowo pozostać w cieniu, lecz zaskarbione relacje z wieloma osobami napotkanymi po drodze były gwarantem jego przyszłych i dalszych sukcesów. Wszystko układało się w nierozerwalny ciąg kariery i przygód, których w Hoenn nie brakowało. Kto wie ile jeszcze przed nim? Licząc z grubsza prawdopodobieństwo zależało od ilości pozostałych do zdobycia odznak. Kompletując je nic nie stanie na przeszkodzie, by wreszcie wziąć udział w tegorocznych kompetencjach związanych z turniejem trenerskim. Rozgłaszany na niejednym plakacie Turniej Ligi Hoenn skrywał wielu potencjalnych rywali naszemu bohaterowi. Wszystkie osoby skrywała otoczka tajemniczości. Kim byli i skąd pochodzili oraz jakie pokemony trenowali? Zastanawiał się ktoś nad tym? Nie dało się zaprzeczyć, że pośród znajomych Lee znajdą się ci, którzy zakwalifikują się do ścisłej czołówki i przyjdzie się z nimi mierzyć. O całości jak zazwyczaj zadecyduje los.
Obecnie plany wyglądały przejrzyście. Wizyta w kilku miejscach. Zregenerowanie sił podopiecznych i znaczniejsza wyprawa do sklepu. Wewnątrz największą uwagą był młodociany trener z afro. Chłopiec skakał od regału do kolejnego, jak oszalały zgarniając masę produktów. Jego podekscytowanie wynikało najpewniej ze wspominek Jacka o grupie Larvitar'ów. Z masą pomysłów nie zdążył nawet przystanąć na wymianę słów, kiedy poleciał jak długi przed siebie. Zakupy same się nie zrobią i wszystkie produkty w niespieszny sposób zostały skompletowane. Ich koszta szacowane były na 2400$. Zadowolenie ze smakołyków i ogólne podejście - praktykowane niemal od początku zmagań Jacksona - udzielało się skutecznie w sposobie rozwoju. Nic dziwnego, że mimo różnych charakterów stworki nieodzownie poszłyby w ogień za swoim właścicielem. Zaraz potem nastała mała odskocznia i zakończenie tego dnia w źródłach. Szybka notka do Jazz spotkała się z błyskawicznym odzewem. Zamiast tekstu Jack ujrzał na wyświetlaczu połączenie przychodzące od szatynki. Wpierw słuch chłopaka uderzony został przez harmider i gwar tłumu. Odgłosy jakiejś imprezy. Potem dopiero usłyszał przytłumiony, ale radosny ton koleżanki.
- Jack! Musiałam odłożyć te ‘ambitne’ plany na później. Wszystko dlatego, że spotkałam kogoś zaskakującego. Właściwie dwie osoby, które zaciągnęły mnie w pewne odlotowe miejsce. Musisz się przyłączyć, jak tylko się zrelaksujesz. Stanowczo zbyt długo wybyłeś na ten trening. - rozochocony głos wydawał się być skutkiem świetnej zabawy i umilania sobie czasu w sposób dobrze znany młodzieży. Skierowała również ostatnie zdanie z wyrzutem, jakoby faktycznie stęskniła się i była niezadowolona z tej rozłąki. Niemniej w międzyczasie część w której przebywał Jack pustoszała. Ostatnia garstka ludzi zmierzała ku bijącym z oddali reflektorom. Urządzona balanga robiła swoje. Pośród uliczki spacer urządził sobie Shuui. Jego beret nadal spoczywał na głowie niczym przyklejony na klei.
- O, kogo my tu mamy. - odezwał się ironicznie. Nic nie wskazywało na podniosłość i zmiany w jego sposobie bycia, a jednak biła od niego inna niż zazwyczaj aura. Czyżby znowu dopadła go chęć odwetu, zrewanżowania się, jak z początku? Niemożliwe, aby nie wyciągnął wniosków z porażki, skoro odważył się spróbować po raz drugi. W każdym razie nie było to pewne. Cyniczne spojrzenie w ciemniejącej oprawie dnia zwiastowała pewne zmiany.
_________________


 
 
 
RerrieR 


Wysłany: 2014-04-11, 12:43   

-Naturalnie złotko, zaraz do was wpadam i rozkołyszemy wspólnie to miasto aż po pierdolone fundamenty!- niby podekscytowany ryknąłem do nastolatki po czym się rozłączyłem. Niezupełnie, jednak podobała mi się ta sytuacja bo nie znałem szatynkę od tej strony. Nie miałem pewności co myśleć o takiej sytuacji. Do tej pory wydawała się być pozerką a nie taką narwaną imprezowiczką. I problem nie polegał na mojej dezaprobacie takiego stylu życia. Wręcz przeciwnie sam brałem często moje Groupies, którym brakowało śmiałości na takie balangi aby poprzez odpowiednie substancje przełamać lody. Później, wiadomo wóda zryła banie, parę równiutkich kreseczek rozkręcało klimat i robiło się ciekawiej. Teraz, jednak nie był najlepszy okres na takie harce bo Zakapturzeni raczej nie spali i zapewne czekali na nasz moment słabości skoro w standardowych warunkach nie mogli się nam dobrać do skóry. Chociaż to byłoby debilne posunięcie atakować przy tylu świadkach i zapewne to mi zaczynała się udzielać paranoja. Bycie w stałej gotowości do obrony robiło swoje. *Ach te kobiety z Hoenn co one takiego w sobie mają, że nie ma szans bym pomylił ich imiona albo co gorsza zapomniał o tych imionach. To chyba kwestia zmiany mojej filozofii w Kanto najpierw przyszedł sukces zanim zacząłem interesować się przeciwną płcią. To przez to moje relacje były tam liczne i płytkie. To jak z produkowaniem samochodów. Taśmowy przerób oznacza nieskupianie się na szczegółach ale jak dopieszczasz pojedyncze modele to zaczyna się liczyć każdy detal. I w ten sposób w każdej mojej znajomej mogę znaleźć cechę charakterystyczną. Troskliwa Sara do, której w pewnym momencie subtelnie podbijałem ale zupełnie do siebie nie pasujemy i to nie miałoby sensu. Zbyt perfekcyjna a przez to nudna ale idealnie wpasowuje się w rolę przyjaciółki na, której zawsze można polegać. No i coś ukrywa możliwe, iż dowiem się kiedyś co. Utalentowana Lisa, którą pewnie spotkam w ostatecznym turnieju. Ta czarująca ognistowłosa ślicznotka, która jest jednocześnie damą i diablicą. Definitywnie trzeba będzie zacieśnić z nią stosunki bo nie znam drugiej tak ostrej i podobnej do mnie trenerki, która jest zdolna pogrzać atmosferę oraz zaintrygować takiego doświadczonego kolesia jak ja. No i jak można by zapomnieć o uroczej Jazz, która jeszcze dojrzewa ale mamy za sobą takie szalone akcje, że na zawsze pozostanie dla mnie kimś wyjątkowym.*- przeanalizowałem w swoim umyśle moje podejście do dziewczyn. Z rozmyślań wyrwał mnie brutalnie Shuui. Zmarszczyłem brwi a na moich ustach wykwitł nieprzyjazny grymas, który był reakcją na jego niemiły tembr głosu. -Kogoś kto cię zmasakrował w walce. Czyżbyś znowu się skompromitowałeś przy naszej koleżance? Człowieku u niej nie podskoczysz powyżej rangi znajomego musiałbyś przestać się ośmieszać. Ponadto brakuje ci wyczucia, młody ponownie mnie zaczepiasz gdy nie mam dla ciebie czasu. Melanż czeka, jak coś ważnego to jutro pogadamy ale zapomnij o starciu bo nie mam serca znowu cię zmiażdżyć a jakoś nie słyszy się na mieście byś poprawił swoją reputację ostatnio ta liderka pokazała ci miejsce w szeregu nawet Young'owa to zrobiła. Nara!- spławiłem nastolatka punktując go srogo i lekceważąc (oralnie nie faktycznie) jego kompetencje szkoleniowe. W żwawym tempie potruchtałem w stronę reflektorów (mając na sobie ubrania z "Wariantu #1") aby przekonać się w jakim towarzystwie obraca się obecnie kumpela z, którą wędrowałem przez ten dziwny region.
_________________
"Jeśli marnowanie czasu daje Ci radość to nie jest to czas zmarnowany"- John Lennon

Ale mi Football Manager zrył banię swoim autohumorem szacun dla twórców!

A tak reaguję gdy ktoś mnie zawiedzie mimo, iż zwykle jestem zrównoważony!

Link do Dziennika Postaci tam jest całe info o moim bohaterze

Mój zespół obecnie:


 
 
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-04-13, 11:36   

Napięcie narastało, a Shuui w żaden sposób nie przejmował się wypowiedzianymi przez Jacka słowami. Być może w innych okolicznościach byłby rozdrażniony. W końcu wszystko czym najechał go niedawny Kanciarz to fakt dokonany. Zapewne cynizm i pycha powodowała, że chłopak w berecie nadal starał się grać tego złego. Niewątpliwie coś się zmieniło w jego nastawieniu i nabrał nowej pewności siebie. Nie ustępował, ale nie starał się zatrzymywać Lee. Podniósł głowę i ukazał ten swój charakterystyczny uśmieszek, którym zamierzał wspomagać swoją odpowiedź i dodatkowo przejąć kontrolę nad sytuacją.
- Te drobne porażki powiedziały mi tylko, jak najlepiej dojść do upragnionego celu. Tak samo ten pozorowany pojedynek z liderką. Dowiedziałem się bardzo ciekawej rzeczy, a jej siedziba skrywa niezłą tajemnicę. Kto by uwierzył… - powiedział zadziornie i wstrzymał się, aby wzbudzić u rozmówcy ciekawość. Biła od niego również coraz większa chęć zemsty, ale nie w taki sam sposób, w jaki zrobił to po raz pierwszy. Pojedynek nie wchodził w grę, a bez pojedynku jedynie podstęp był drogą do wyrównania rachunków. W każdym razie niewiele opcji się otwierało, a zdecydowanie się na współpracę i infiltracja Gymu w Lavaridge wyglądała niezbyt opłacalnie. Dawało to szansę na uniknięcie mniej przyjemnych w skutkach okoliczności. Młodzik był gotowy poprowadzić Jacka do wspomnianego miejsca i wbrew ustalonym zasadom odkryć niespodziankę skrywaną w górze przez liderkę Pandorę.
Zwiastun granatowego nieba nad szczytami gór dawał coraz bardziej o sobie znać. I nim minęły kolejne minuty w miasteczku doszło do ostatecznej akcji. W jednym sektorze bawiący się przy muzyce i drinkach, niczego nie świadomi ludzie, a na opustoszałych uliczkach miasta zajście szykowała większa grupa mrocznych postaci. Przemykali pod osłoną swych nakryć do newralgicznych punktów, by stamtąd zacząć rozruch. W każdym razie Jackson zauważył ledwie dwóch z oddali, a mina Shuuiego świadczyła, że dobrze o wszystkim wiedział. Po opuszczeniu jego towarzystwa, jeśli tylko Jack się na to zdecydował, na jego drodze prędko stanął Zakapturzony. Kilkanaście przebytych metrów spowodowało, że stał naprzeciw mężczyzny z kapturem i jego Houndoomem. Z cienia po bokach w gotowości czekało jeszcze kilku podobnych, chociaż w ukryciu. Chłopak z Kirilią na barku odchodził w stronę Gymu, głównego celu całego przedsięwzięcia. Potem rozległo się wycie kilku pobratymców mrocznego ogara. Pojawiał się dym i huki burzonych budynków - zamieszanie będące najpewniej dywersją.
_________________


 
 
 
RerrieR 


Wysłany: 2014-04-13, 18:20   

-I tak jesteś obecnie za cienki w uszach aby osiągnąć ten cel. Znam wielu groźniejszych trenerów na podobnym etapie rozwoju do twojego. Brakuje ci umiejętności prędzej czy później natrafisz na przeszkodę, której nie przeskoczysz...- przepowiedziałem nastolatkowi na odchodnym. Miał potencjał ale do sukcesu potrzeba umieć go wykorzystywać a tu niezbędna jest dojrzałość. A po nim było widać, iż nie nabrał dystansu do podrzędnych spraw by można się było skupić na tych najważniejszych. Zostawiłem, więc za sobą szkoleniowca, który rzekomo poznał tajemnicę liderki. Gdy zorientowałem się, że brat Yury ma powiązania z organizacją, której reprezentanta zabił Hero-X zdziwiłem się. *Skurwysyn. Ale po co ta Shuuja mnie zagadała? Nic to mu nie dało a wiem, że jest teraz moim wrogiem i jak go znajdę to nie będzie miło. Idiota!*-przeanalizowałem w myślach. Zapewne żądza zemsty przysłoniła mu zdolność oceny. Ale stracił w taki sposób przewagę zaskoczenia nade mną. Wypuściłem z kapsuł całą ekipę bo nie było pewności czy zaraz nie nadejdzie wsparcie dla futrzaka. Coś się zmieniło w podejściu do tych kryminalistów. Nie marnowałem energii jak poprzednio na jechanie po nich bo oni i tak się nie odzywają dlatego mijało się to z celem. -Expert, Javelin, Twiggy wy zajmiecie się przeciwnikiem. Twiggy Sandstorm, Javelin Thunder Wave, Expert Hydro Pump. Cyclone ty wzniesiesz się wyżej i odszukasz Jazz daj mi znać jak ją ujrzysz. Sandslash pilnuj chwilowo naszych tyłów i boków nie pozwólcie by ktoś nas zaatakował znienacka. Iruse przeskanuj teren Foresight'em i podaj reszcie do wiadomości co wyłapiesz. Do dzieła pamiętajcie nie wolno wam teraz działać na pół gwizdka!- zarządziłem podkreślając wysoki priorytet działań. Sam wyciągnąłem Diginav i Pokenav. "Ten chaos to robota Zakapturzonych. Zgromadź silnych trenerów i dołączcie do mnie szybko. Shuui jest z nimi"- wystukałem na szybkości nie bacząc na literówki. Jasmine to bystra dziewczyna i raczej ogarnie gdzie jestem skoro leciałem do niej ze źródeł. Diginav miałem zamiar wykorzystać do ostrzegania przed niebezpieczeństwami oraz do wyłapywania stworków jakie mogłyby zrobić mojej załodze krzywdę i wypuszczania na kontrę co dam znać za moment gdy sytuacja będzie bardziej opanowana i przyjdzie czas na taktyczną sferę. Takie psucie płynności jest niecodzienne i nieuczciwe ale tu nie ma miejsca na honor. A ta tajemnicza organizacja i tak wie jaki sprzęt posiadam. A to otwiera mi możliwość "pobawienia" się technologią Devonu.
_________________
"Jeśli marnowanie czasu daje Ci radość to nie jest to czas zmarnowany"- John Lennon

Ale mi Football Manager zrył banię swoim autohumorem szacun dla twórców!

A tak reaguję gdy ktoś mnie zawiedzie mimo, iż zwykle jestem zrównoważony!

Link do Dziennika Postaci tam jest całe info o moim bohaterze

Mój zespół obecnie:


 
 
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-04-13, 19:33   

Kiedy już niemal wszystko było wiadomo i kto stał za tak nagłymi atakami na Jacksona ze strony Zakapturzonych, nie można było ukryć niechęci. Zgryz i wrogie spojrzenie było ostatnią rzeczą, jaką mogli po sobie oczekiwać obaj trenerzy. Pozostawało jednak ważniejsze zdarzenie i kwestia do odegrania. Całe Lavaridge wpadło akurat w podstęp organizacji, która musiała skrupulatnie planować i wiedzieć, gdzie i kiedy uderzyć. liderka Gymu będzie miała niezapowiedzianą wizytę ze strony bardziej kompetentnych przedstawicieli Zakapturzonych. Nie dało się ukryć, że napotkanych na swojej drodze trenerów zatrzymywać będą płotki, zwykli żołnierze. Jack wpadł w zasadzkę, której prowodyrem był Shuui. Chłopak niewątpliwie zawarł swoisty pakt i w zamian za pracę dla zespołu oni odpłacą się zemstą na Jacksonie.
Lee z kolei sam podyktował sobie walkę w większym towarzystwie. Naprzeciw jednego Houndooma wystawił całą szóstkę podopiecznych. Nie czekał długo, aby z obu stron wyleciało uzupełnienie w postaci pięciu innych kapsuł. Naszego bohatera otaczały zatem po dwa Murkrowy i Houndoury, oraz Mightyena. Rozmieszczenie przez Lee swoich pokemonów spotkało się z rozpoczęciem od defensywy. Expert został zaczepiony przez Houndooma i od razu musiał zetrzeć się z ogniowymi atakami. Jego wyszkolenie pozwoliło mu jednak zaradzić niebezpieczeństwu. Javelin w zwinny sposób operował swoim wężowym ciałem i lewitując raził dwójkę przeciwników, a byli nimi Murkrow z prawej i Mightyena. Burza piasku nieco uprzykrzyła wszystkim zmagania. Będący w jej środku Lee nie mógł swobodnie wykonać zamysłu, jaki zaświtał mu w głowie. Pupitar przyjął na siebie kolejną dwójkę wroga, aby odciążyć najmniej zdolną Iruse. Sableye była coraz bardziej spychana w kręgu. Dopełnieniem stawał się Sandslash, który wspierał w pobliżu każdego. W międzyczasie ku górze wystrzelił Pidgeot z zamiarem odlecenia i wypatrzenia Jasmine. Raczej nikt nie równałby mu się w tej walce, a przebywanie w zamieci nie służyło ptasim gatunkom. Zakapturzeni komunikowali się między sobą i słychać było jedynie komendy to dalszych strategii i osłabiania lewej strony formacji. Rozmieszczenie było bardzo proste. Marshtomp z Twiggym na szpicy przeciwko Mightyenie, Houndoomowi i Murkrowowi. Potem z prawej Javelin i z lewej Iruse, a w tyle Sandslash, który bardziej schodził do lewej. Widoczność wydawała się znikoma i należało kryć się przed drobinkami piasku.
Wysłana do szatynki wiadomość nie doczekała się odpowiedzi. Zorganizowanie składu do obrony może potrwać nim zdołają dotrzeć w te rejony. Niemniej założenie najsłuszniejsze, kiedy dookoła działa się mała rewolucja. Siły policyjne również mogły być w małych ilościach i zdezorientowane. Trenerzy niewątpliwie odczują większą swobodę do działania i powstrzymania wrogich sił. Niemniej w najbliższym otoczeniu dało się zauważyć buchające strumienie ognia oraz wkraczającego samotnika Zaka. Nie patyczkował się i widocznie zirytowany bez oporu posuwał do przodu niczym na darmowym safari. Licząc Jasmine, Franka i Sarę oraz losowych śmiałków tworzył się skład godny stawienia czoła nieznanym oprawcom. Nikt jednak nie znał ich dokładnego zadania.
_________________


 
 
 
RerrieR 


Wysłany: 2014-04-13, 20:48   

-Drużyno wzmacniamy lewe skrzydło. Expert wystrzel ponownie Hydro Pump w tego Houndooma a potem przebiegnij za Twiggy'm za lewo z Water Gun'em w gotowości jak ktoś się nawinie. Iruse zamarkuj Scratch i zamień się pozycjami z Sandslashem, który w takich warunkach czuje się bosko i umie robić uniki jak opętany. Sandslash używaj do ataku kombinacji Poison Sting-Swift na najbliższym przeciwniku jaki wyskoczy a w obronie rób uniki. Javelin zajmij miejsce Experta na szpicy i nacieraj Twisterem na Mightyene i Murkrow'a. Twiggy ty zostajesz w miejscu i strefowo na Houndoom'a i Mightyene Rock Slide. Iruse atakuj z dystansu Murkrow'a Night Shade'm. Prawe skrzydło obstawiam ja jak jakiś stworek się tam pojawi to go przerzucam wam Expert i Sandslash na lewe skrzydło nie pytajcie jak!- zarządziłem całą taktykę dla zespołu. Sam wycelowałem Diginavem na prawo by chwytającą funkcją przerzucić dywersanta na lewe skrzydło gdzie będą czekać dobrze się rozumiejący Expert z Sandslash'em i wezmą delikwenta w ofensywę krzyżową. Szpica będzie trzaskać strefowymi technikami co pozwoli zachować równowagę przynajmniej w teorii. Iruse ze swoimi mentalnymi torturami typu Ghost może się trzymać na dystans i stamtąd wspomagać kompanię. Plan wydawał się być rozsądny mimo, iż nie przepadałem za takimi improwizowanymi bataliami bo ciężej jest całość opanować i wdrażać swoje wyrafinowane strategie. Na mojej twarzy pojawił się szczery uśmiech związany z pojawieniem się Zaka-Kozaka. W końcu się do czegoś przyda. Oczywiście pewnie spróbuje przysmolić Houndoom'y z jego kompetencją taktyczną ale to zawsze kolejna silna załoga bo ta fala to rozgrzewka ale z każdą kolejną w obliczu ich liczebnej przewagi zacznie się robić coraz goręcej a tak wszystko się bardziej wyrówna. Koniecznie chciałem się brutalnie odpłacić tej Shuuijowej szumowinie w końcu to on był odpowiedzialny za to, że przez ten Sandstorm zniszczy mi się moja wspaniała fryzura oraz po zamoczeniu się w oczyszczających źródłach ponownie będę cały zapiaszczony. No ale to nie były żarty i kwestie stylowego wyglądu spadały na drugi plan gdy można osiągnąć przewagę dzięki Piaskowej Burzy. Ostatecznie miałem u boku większość podopiecznych w gatunkach wybornie czujących się w takowych warunkach w przeciwieństwie do Zakapturzonych.
_________________
"Jeśli marnowanie czasu daje Ci radość to nie jest to czas zmarnowany"- John Lennon

Ale mi Football Manager zrył banię swoim autohumorem szacun dla twórców!

A tak reaguję gdy ktoś mnie zawiedzie mimo, iż zwykle jestem zrównoważony!

Link do Dziennika Postaci tam jest całe info o moim bohaterze

Mój zespół obecnie:


 
 
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-04-22, 18:29   

Działania Jacka na sześciu podopiecznych nie przysporzyło mu łatwej przeprawy, tym samym ją sobie utrudniając. Wychodził jednak z potyczki pewnie i niemal zwycięsko. Gdyby nie widoczna przewaga jeden na sześć osób, wtedy poszłoby z górki. A tak nie zapowiadało się na zakończenie już w tej turze. Należało zapewnić sobie pozycję obronną na wspomnianym skrzydle, gdzie pokemony przeciwnika zdawały się skupiać siłę. Zaczęło się od groźnego Ryku Mightyeny. Biedna Iruse momentalnie powróciła do pokeballa. Expert ze swoją pompą celnie odbił poza pole Houndooma, który odleciał parę metrów i padł z wyczerpania. Murkrowa pokonany został przez Javelin, a pomagał mu w tym Twiggy. Sandslash przepędził drugie z ptaszysk. Powoli cała zgraja zaczynała uchodzić, sądząc, że dostatecznie długo przytrzymali swój cel. W każdym razie nie dowierzali, że tak kiepsko im poszło, bo w końcu było ich więcej. Jednemu chłoptasiowi jednak to nie przeszkadzało. W przeciągu dalszych minut akcja na-kreowała się na nowo. Powołane do walki zostały trzy nowe pokemony, a były nimi Graveler, Houndoom i Shelgon. Nie atakowali, żeby nie wpędzić się w burzę piaskową, której efekt miał się jeszcze nieco utrzymać. Wszak atrakcji nie zabrakło po na horyzoncie pojawił się Cyclone, a tuż za nim podążała grupa trenerów z pokemonami. Dało się w niej ujrzeć Jazz, Franka i Sarę. Towarzyszyli im mniej znani osobnicy i o dziwo przykuli zainteresowanie Zaka. Każdy z nich wydał jeszcze polecenie swojemu najlepszemu pokemonowi, żeby powstrzymać przed pustoszeniem miasta wrogie pokemony.
_________________


 
 
 
RerrieR 


Wysłany: 2014-04-25, 17:07   

-Inimicus inimici mei amicus meus est!- trzasnąłem łaciną do Zaka-Kozaka bynajmniej nie uliczną. Niech wie, że na obecną chwilę działamy w tej samej brygadzie. Iruse została zneutralizowana ale nie na długo, ponieważ to było wyłącznie zastraszenie, które siadło na psychikę a nie wyrządziło uszkodzenia na jej ciele. Będzie gotowa do wystawienia gdy uporam się z tą zgrają mięsa armatniego Zakapturzonych. Z bitwy odpadły Murkrowy i Houndoom czyli wraz z powrotem Cyclone'a mamy ogarnięte przestworza. To spore ułatwienie zwłaszcza z wybornymi umiejętnościami poke-ptaka bo obecnie przestępcy nie będą mogli pilnować tylko okolic przed sobą a wątpliwe jest by zdołali płynnie opierać się ofensywie z ziemi i powietrza jednocześnie. Do tego trzeba stosownego wyszkolenia a w tej materii jesteśmy kilka klas wyżej. -Cyclone wznieś się wysoko za plecy wrogiej ekipy byśmy wzięli ich w kleszcze z tobą jako naczelnym łowcą. Poluj kombinacjami Aerial Ace-Quick Attack-Wing Attack z największym prioryterem na Mightyenie a z mniejszym na Shelgon'ie oraz Houndoom'ie o ile głupio się będą ustawiać. Expert Water Gun na Graveler'a a następnie Hydro Pump na Houndoom'a. Javelin utwórz Twister lecący najbardziej ku Shelgon'owi. Twiggy używaj strefowo Rock Slide skupiając się na Houndoorach albo ich ewolucji. Sandslash ty nacieraj z Dig na bardziej osłabionego z pary Shelgon-Mightyena a później dobijasz go Slashem i powtarzasz tego Combos'a na mniej zmordowanym stworku!- zarządziłem taktykę na nowe tury. *Chwila... Moment... Przecież ten Shuuja wspominał mi coś o liderce i tajemnicy skrywanej w jej siedzibie. On jest teraz z Zakapturzonymi. Ta demolka miasta musi być odwróceniem uwagi by sięgnąć po coś więcej! Ale imbecyl. Zdradził mi konkretnie po co tu przybyli!*- przypomniałem sobie to co przekazał mi nastolatek w berecie widząc się jak inni szkoleniowcy bronili mieszkalnych dzielnic. -Ej! Uczciwi trenerzy. To co się tu dzieje to kant by was odciągnąć. Prawdziwa rozgrywka toczy się w Ognistym Gymie, pędźcie tam powstrzymać tych kryminalistów!- ryknąłem w kierunku moich znajomych i reszty. Sam chciałem uporać się błyskawicznie z oddziałem, który na mnie nasłano aby pomóc ognistowłosej ślicznotce. *Rycerki ratunek bez wątpienia podniósłby moje notowania do tego stopnia, iż nie miałaby wyboru jak odnosić się do mnie z szacunkiem oraz traktować mnie poważnie wobec takiego długu wdzięczności. Ponadto w zależności od intensywności wsparcia jakiego udzielę mógłbym liczyć na jakiś bonus od tej ostrej kobiety nie wynagrodzić takiego żarliwego oddania to raczej nie w jej stylu jak ceni sobie nieprzeciętność to nie powinna przejść wobec czegoś takiego obojętnie*- przeanalizowałem opcje jakie otwierała mi heroiczna postawa w kryzysowych czasach.
_________________
"Jeśli marnowanie czasu daje Ci radość to nie jest to czas zmarnowany"- John Lennon

Ale mi Football Manager zrył banię swoim autohumorem szacun dla twórców!

A tak reaguję gdy ktoś mnie zawiedzie mimo, iż zwykle jestem zrównoważony!

Link do Dziennika Postaci tam jest całe info o moim bohaterze

Mój zespół obecnie:


 
 
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-04-26, 12:40   

Zanosiło się na incydent, który niewątpliwie w krótkim czasie obiegnie całe Hoenn. Ktoś urządzał sobie małą imprezę i ten ktoś stał wysoko w podziemiu. Efekty zamieszana były już dostrzegalne w całym Lavaridge. Wielu Zakapturzonych kontynuowało swój podbój i niewielu odważnych trenerów stawiało im opór. Bitwa trwała w najlepsze.
Z kolei u Jacka nie było miejsca na obawy. Stał pośród dobrze wyszkolonych podopiecznych, którym w pełni ufał, a oni dobrze wykonywali powierzone im obowiązki. Coraz to nowe polecenia przybliżały całą grupę do zwycięstwa. Strategia wydała się opłacalna i w dodatku wsparcie już jest w drodze. Nim jednak dało się dostrzec biegnącą na czele i energicznie machającą ręką Jasmine, było już po wszystkim. Rozpoczęło się od odwrócenia uwagi przez Cycolnea. Potężne ptaszysko zapiało siejąc postrach w szeregach nieprzyjaciela. Kilka serii nalotów zmusiło Houndooma oraz Shelgona do uników i rozproszenia. Od nich już łatwo było znokautować szybkimi uderzeniami Mightyenę. Graveler nie obawiał się Pidgeota, lecz ze względu na swoją masę i usposobienie nie czekał, aż ktoś do niego przyjdzie. Jego właściciel prędko rozkazał mu siać zniszczenie i nacierać Rollout. Potężny gła toczył sie z zawrotna prędkością i tratował wszystko na swojej drodze. Serie Twiggyego z Rock Slide na nic się zdawały. Twister Javelina również nie miał szans i został szybko rozwiany. Graveler doskonale niwelował ataki na swoich towarzyszy. Dopiero Marshtomp zdołał ostudzić zapały golema. Bezkompromisowo spłukał resztki sił kamiennego olbrzyma i wyeliminował jego dalsze akcje. Stąd już bardzo blisko do osłabienia Houndooma i Shelgona, którzy zostali rozbrojeni pod naporem przeważającej siły Jacksona. W tym momencie grupa powołana przez Jazz, Franka i Sarę zdołała wypędzić Zakapturzonych. Ci, którym nie udało się wygrać uciekali w popłochu. Złe opryszki oddalały się w ciemne zakamarki otoczenia, aby nie zostać schwytanym. W końcu nieco zdyszana szatynka zrównała się z Jackiem.
- Wszystko w porządku, Jack? Trochę się o Ciebie bałam. - spojrzała chłopakowi prosto w oczy i w efekcie podniosłego wydarzenia obejrzała dokładnie tego brzydala na twarzy. Wtem wtrącił się Frank i popsuł nastrój.
- Niezłe zamieszanie stary. Jestem pełen podziwu, ale to powinno być jasne, że zawsze pociągały cię większe akcje. W każdym razie tam za nami dzieje się podobnie. Istna rewolucja. - skomentował i wysunął się bliżej na znak przywitania. W jego ślady poszła Sara. Każdy z obecnych miał przy sobie jednego z podopiecznych. Frank Aarona, Sara Brelooma, Jazz Swablu, Zak Combuskena i jeszcze trójka innych osób. Można było powątpiewać, że przyjaciele Jacka znali i orientowali się w sytuacji. Krzykliwe słowa dotyczące spisku wzbudziły jedynie dezorientację i wiele niewiadomych. Jasmine i reszta czekali na krótkie słowa wyjaśnienia lub zarządzenie, gdzie powinni się dalej udać. Byli gotowi ruszyć za Jackiem i w trakcie torować drogę od rojących się wszędzie Zakapturzonych i ich stworków.
_________________


 
 
 
RerrieR 


Wysłany: 2014-04-26, 14:05   

-Niepotrzebnie u mnie wszystko gra. Tylko przez tego twojego jebanego kolegę znów wymiętoliła się moja wspaniała kurtka, Grr!- tryskałem złością do brata Yury odnosząc się do kolegowania się z kłamliwym chłopakiem. Otrzepałem się na szybkości z piachu jaki znalazł się na moich ubraniach po czym podałem prawicę moim przyjaciołom. Sprawdziłem fizyczny stan mojej drużyny i jeśli ktoś konkretnie ucierpiał podałem mu Potion'a. -Ludzie! Szeregowi Zakapturzeni demolują miasto by wszyscy skupili się na nich tymczasem ich priorytetem jest Ognisty Gym. Nie znam detalów ale szujowaty Shuui opętany zemstą wygadał mi się. Potrzebuję każdego trenera chcącego pokrzyżować im szyki. Ciebie Pięknisiu również- głośno wywołałem każdego uczciwego szkoleniowca jaki był w okolicy przy okazji zachęciłem bezpośrednio do współpracy Zaka-Kozaka aby wysłuchali mojego planu. - Dzielimy się na dwie załogi. Pędzimy do lokalnego Gymu nie dajemy się wciągnąć w poboczne starcia o ile nie będzie to konieczne. Ja jestem na szpicy, Panowie na skrzydłach, Saro ty jesteś najbardziej zrównoważona będziesz, więc bronić naszych pleców. Jazz i reszta wy jesteście wsparciem i gdy my przeprowadzimy pierwszą ofensywę wy robicie dobitkę i przejmujecie delikwentów dzięki temu my będziemy mogli przedrzeć się dalej. Wzywacie także policyjne posiłki jakby zrobiło się gorąco. Każdy ma dać z siebie 100% to chyba logiczne. Tu stawką jest przyszłość Lavaridge, liderki a może nawet całego Hoenn. Gotowi? Przerobimy tych kryminalistów na steki i zapłacą słono za drażnienie się z niewłaściwą ekipą!- huczałem mobilizująco aby wytworzyć stosowną atmosferę po czym pobiegłem w kierunku Sali gdzie najwyższe stanowisko piastowała ognistowłosa ślicznotka. Chciałem mieć blisko siebie Blondaska, Sarę i Franka, gdyż byli oni najlepiej sprawdzeni do tego typu misji i mieli sporo doświadczenia zmieszanego z talentem a Jasmine jaka by odważna się nie zrobiła nie osiągnęła jeszcze poziomu umiejętności, który pozwoliłby mi spokojnie koncentrować się na taktyce dla mojej kompanii bez konieczności zerkania ukradkiem czy dziewczyna nie jest w niebezpieczeństwie. No i mogłaby ponadto poczuć się zazdrosna o atrakcyjną kobietę, która podobnie jak ja ceniła sobie nieprzeciętność.
_________________
"Jeśli marnowanie czasu daje Ci radość to nie jest to czas zmarnowany"- John Lennon

Ale mi Football Manager zrył banię swoim autohumorem szacun dla twórców!

A tak reaguję gdy ktoś mnie zawiedzie mimo, iż zwykle jestem zrównoważony!

Link do Dziennika Postaci tam jest całe info o moim bohaterze

Mój zespół obecnie:


 
 
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-04-26, 16:29   

Teraz można powiedzieć, że zamieszanie obracało się na korzyść “dobra”. To niejako zalążek do kontrataku na działania grupy przestępczej. Celem głównym drużyny Jacksona będzie teraz skierowanie się do ognistego Gymu. To tam wedle wspominek zdradzieckiego Shuui’ego miało się coś zdarzyć. Jeśli liderka imieniem Pandora posiadała coś cennego, to żądza łupu była oczywista. Wątpić można, czy to znowu nie jakaś podpucha i całe wydarzenie miało głębsze dno. Niczego nie można być pewnym, dopóki nie sprawdzi się tropów.
- Niech będzie, zaczynałem się powoli nudzić. - odparł posępnie Zak. Blondyn posiadał skryty i oziębły głos, który w pełni mu pasował. Nadal jednak pozostawał w dalszej odległości, nie chcąc się bratać z innymi. Combusken przy jego boku żywo komentował strategię i aż rwał się, żeby pokazać, jak przerabia przeciwników na steki. Dodatkowo posiadał odpowiednie predyspozycje, jako typ waleczny. Frank, Sara i Jasmine przytaknęli i od razu ustawili we wspomnianej formacji. Przed wyruszeniem potionów potrzebowała Iruse, Expert i Javelin, żeby zregenerować ich stan zdrowia. Wkrótce po tym zespół wyruszył lekkim truchtem, żeby nie tracić na mobilności. Droga do podnóży Gymu prowadziła przez trzy ulice. Już na pierwszej z nich z zakamarków wyskoczyły dwa Houndoomy, które zostały natychmiast znokautowane przez ognistego kurczaka i stalowego Aarona. Nocne zamieszanie trwało i w najgorszym możliwym momencie jeden z budynków rozleciał się tuż przy naszych bohaterach. Odłamki leciały z lewej wprost na środek grupy. Konstrukcja nie rozpadła się sama z siebie, a wybuchła od dźwiękowego pocisku Flygona. Podejrzewać można, że to ten sam, co wcześniej w Rustboro. Na zachętę pojawiło się jeszcze pięć Poochyen.
_________________


 
 
 
RerrieR 


Wysłany: 2014-04-27, 12:34   

Przeturlałem się w bok aby uniknąć odłamków z rozpadającego się budynku. Gdy moje stopy ponowie dotknęły ziemi pokazałem zza plecami palec do góry aby poki naszej ekipy przygotowały się do skoku. Miałem bowiem zamiar użyj ofensywy, która odbiera energię pokom stojącym na ziemi ale to miało nastąpić za moment wcześniej chciałem się zająć naszym starym znajomym. -Cyclone rąbnij go konkretnie z Aerial Ace'a uparty jest ale może w końcu od tych uderzeń w łeb zmądrzeje i oduczy się zaczepiać mocniejszych oraz dawać się im pokonywać seryjnie!- ryknąłem zirytowany wtórnością walk, które od dawna nic już nie wnosiły. To było tak rutynowe, że aż nudne mogli by w ostatecznie nasłać kogoś kto nie będzie stanowił większe wyzwanie. Poznałem przy okazji co czuła zgrabna liderka, która narzekała na brak wymagających pretendentów. Jak na ironię dostała to co chciała ale chyba nie w takiej formie jakiej by oczekiwała. -Expert użyj Earthquake a później zostawiamy te stworki ekipie od wsparcia i pędzimy dalej bo oni mają za zadanie nas maksymalnie przetrzymać na coś więcej są za słabi- zarządziłem mojemu Starter'owi i załodze, której przywodziłem. To zresztą elegancko skrojona bitwa dla Jazz i spółki nastolatce takie coś było potrzebne od dawna a teraz pojawiła się okazja. Daję znać Zakowi-Kozakowi, Frank'iemu i Sarze, iż nie ma sensu się tu rozdrabniać i należy biec w kierunku Gymu abyśmy trafili na przeciwników, którzy będą na naszym poziomie doświadczenia po czym zaczynam przebierać nogami aby zdążyć na ratunek ognistowłosej kobiecie.
_________________
"Jeśli marnowanie czasu daje Ci radość to nie jest to czas zmarnowany"- John Lennon

Ale mi Football Manager zrył banię swoim autohumorem szacun dla twórców!

A tak reaguję gdy ktoś mnie zawiedzie mimo, iż zwykle jestem zrównoważony!

Link do Dziennika Postaci tam jest całe info o moim bohaterze

Mój zespół obecnie:


 
 
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-05-03, 11:45   

Uciążliwa zgraja szeregowych pionków szajki w kapturach nie była na tyle mocna, aby powstrzymać zamiary grupy trenerów. Przeszkadzali tylko, jak dzieci, które nie umiały porządnie wykonać kopnięcia w piłkę. Nie posiadali tego, czego powinien mieć prawdziwy przeciwnik i wróg. Zagrożenie pojawiało się samo z siebie w porywie stworzonej rewolucji. Zlatujące odłamki roztrzaskały się o ziemię, zgodnie z prawami fizyki i na szczęście wszyscy zdołali uniknąć niebezpieczeństwa. Rozbita formacja wiedziała, co należy zrobić i prędko poradziła sobie z uniknięciem zasadzki. Tymczasem Jack miał ponowny problem z latającym olbrzymem. Dwa pokemony wcześniejszym razem nie rozstrzygnęły sporu o to, kto jest silniejszym panem przestworzy. Cyclone widocznie chował urazę i teraz zamierzał wykonać polecenie swojego właściciela w pełni - tak, jak sobie tego życzył. Wzleciał wyżej i zataczając beczkę nakierował się na przeciwnika. Wnet siła rozpędu spowodowała, że Pidgeot pokryty został barwną poświatą użytego ruchu. Żeby zapobiec atakowi Flygon wyrzucił z siebie bomby dźwiękowe - raz po raz uderzające o pikującego poke-ptaka. Gdy tylko huki ustały całe zgromadzenie mogło zobaczyć, jak niewzruszony Cyclone nadal pędzi i wbija się w zaskoczonego wroga. Następnie wzlatuje i ponawia kombinację jeszcze raz, gdy bezwiednie zlatujący w dół Flygon był bezbronny. Uderzenie o ziemię powinno go wyeliminować, dlatego Jackson mógł kontynuować swoją strategię. W odpowiednim czasie nakazał wszystkim skupić się i zareagować na Eartquake wykonany przez Experta. Marshtomp stanął naprzeciw piątki małych szczeniaków, które nie stanowiły dla niego wyzwania. Po prostu mógłby nawet przegonić je groźnie wyglądającą miną. W kontrolowany sposób błotny śledź wyskoczył nad ziemię i uderzył pięścią o podłoże, które pękło wzdłuż i poniosło swoją moc przed siebie. Energia trzęsienia nie musiała być duża, żeby przeciwnik uciekł w popłochu.
Pozostało już pędzić ile sił w nogach do Gymu. Im dalej do celu, tym powinno być trudniej. Drużyna jednak przebijała się przez barykady Zakapturzonych, by w końcu dojść do celu. Przy bramie wejściowej kręciło się kilku słabszych pionków i dwójka niczym strażnicy strzegąca wejścia do środka. Zak momentalnie zaproponował, że zajmie się wszystkimi. Wtedy Frank, Sara, Jazz i Lee mogliby bez problemu udać się do środka.
Wewnątrz niestety wiało dziwna pustką. Opustoszały i ogromny hol, w którym nie było widać końca. Atmosfera jaka tworzyła się, gdy trener przychodził mierzyć się z liderką robiła wrażenie. Półmrok pomieszczenia powodował, że prędko można było skupić wzrok na drugim końcu, gdzie biło pomarańczowe światło ognia.
_________________


 
 
 
RerrieR 


Wysłany: 2014-05-03, 13:14   

-Aj Flygon znowu nie podołałeś próbie sprostania nam Cyclone ustawił cię do pionu niczym wredny wykładowca uwalający nieprzygotowanego odpowiednio ucznia. Jak następnym razem sobie odpuścisz nie zrobisz z siebie ofermy- zdegustowany skomentowałem przegraną ziemno-smoczego wybrańca. To było nudne jak flaki z olejem i miałem dość dokonywania tej samej demolki wielokrotnie. Nic to nie wnosiło, ot taki smutny obowiązek odbębniany wielokrotnie tak, iż staje się to rutyną jak patrolowanie ulic w najcichsze dni ze względu na grafik. Zło koniecznie ale jakby nie patrzeć bezsensowne. Później bez większych problemów dostaliśmy się z ekipą do Gymu gdzie można było pustkę. -Słuchajcie wątpię by ogarnięta osoba trzymała coś supertajnego na widoku. Skoro tej rzeczy chcą ci kryminaliści to musiano ją sprytnie ukryć. Przeszukujemy czujnie ten budynek tylko ostrożnie z tamtym czymś przypominającym ogień!- podtrzymanie morale drużyny wydawało się być priorytetową kwestią. Piękniś zajmował się strażnikami na zewnątrz mogłem, więc relatywnie swobodnie posługiwać się Diginavem i tak też postanowiłem. Wyciągnąłem urządzenie i przeskanowałem budynek tak jak to wcześniej zrobiłem w jaskini szukając czegoś ciekawego. Powoli kroczyłem w kierunku drugiego końca Sali, gdzie wszystko zdawało się być podejrzane dlatego byłem w pełnej gotowości do akcji razem z moimi stworkami.
_________________
"Jeśli marnowanie czasu daje Ci radość to nie jest to czas zmarnowany"- John Lennon

Ale mi Football Manager zrył banię swoim autohumorem szacun dla twórców!

A tak reaguję gdy ktoś mnie zawiedzie mimo, iż zwykle jestem zrównoważony!

Link do Dziennika Postaci tam jest całe info o moim bohaterze

Mój zespół obecnie:


 
 
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-05-25, 12:26   

Mroczna intryga zaogniała się i jak nigdy dotychczas stanęła naprzeciw naszemu protagoniście. W dużej mierze od niego zależały losy miasteczka, lecz nie był w tym bagnie sam. Wielu okolicznych trenerów, stojących po moralnej stronie konfliktu borykało się niewdzięcznymi planami Zakapturzonych. Hoodwinks pogrywali sobie na dużą skalę i z pozoru wyglądało to marnie w oczach Jacka. W końcu nie natrafił jeszcze na znaczniejszą przeszkodą, którą obecnie wolał zająć się Zak w pojedynkę. Nie było to na tyle istotne, co sprzyjające odgłosy dobiegającej walki, którą blondyn rozpoczął zza zamkniętych drzwi Gymu. Przed drużyną Jacksona rozpościerała się pieczara, której niezbadane zakamarki nieść mogły mnóstwo zagrożeń i pułapek. Ubezpieczenie się na wszelkie okoliczności to niejako domena trenera z Kanto. Wyposażony w nano-technologiczne cudo chłopak zdołał zapoznać się z pewnymi pomocnymi funkcjami. Jednym z nich był prosty sonar. Wydawać się mógł mało rozbudowany i właściwie w pewnych kwestiach działał nielogicznie, pokazując tylko to co zechce. Bowiem po odczekaniu skanowania oczom Lee ukazał się przestrzenny obraz holu z niemal dokładnymi wymiarami. Jego koniec wskazywał na wejście do głównego pomieszczenia, lecz było coś jeszcze. Ukryty korytarz dwieście metrów po lewej. Potwierdzała to mapa, na której widniał pomniejszy korytarz prowadzący w głąb góry.
- Ta cisza jest niepokojąca. - wspomniał Frank rozglądając się i chcąc dostrzec coś więcej niż ciemne smugi i poukrywane za nimi zarysy otoczenia. Poza tym, że nasza grupa poruszała się marszem, prędko na ich drodze pojawiła się przeszkoda. Nieoczekiwanie był nim kompletnie inaczej ubrany - oryginalniej - facet z zawadiackim uśmieszkiem. Jego intencja była łatwa do odczytania - biła od niego złowroga aura. Przed nim stał Weavile i roztaczał chodną aurę swojego lodowego typu.
- Jeśli chcecie tędy przejść ktoś z was musi stanąć ze mną do pojedynku. - oznajmił srogim tonem strażnik. Do wspomnianego wcześniej tajnego przejścia nadal było ponad 150 metrów. Frank, Sara i Jazz zastanawiali się nad dalszą decyzją. I szybko wymyślili obejście problemu. Zdołają zrobić to samo, co w przypadku Zaka. Poświęcić jednego, aby reszta mogła przejść. Chyba, że można się jeszcze rozdzielić i pokombinować w te i wewte na różne sposoby. Opcji było na zapas, lecz czas również grał na niekorzyść, co eliminowało swobodne sprawdzenie wszystkich zakamarków. Nie wiadomo również, gdzie dokładnie iść, żeby powstrzymać Shuuiego.
_________________


 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 4,14 sekund. Zapytań do SQL: 10