Poprzedni temat «» Następny temat
Przygoda Rosallie =Odnaleźć to, co kochamy...=
Autor Wiadomość
Omega 



Wysłany: 2013-01-26, 10:09   

Chłopak, słysząc Twoją wypowiedź dotyczącą zachowania jego wisiora oraz jego samego, na chwilę zatrzymał filiżankę w pół drogi do niewielkiego spodka. Westchnął cicho, w ogóle nie rozumiejąc Twojego podejścia do całej sytuacji. Migocące oczy natychmiast się uspokoiły, zaś wypuszczona przywieszka opanowała swoje drgawki. Smokie spojrzał Tobie prosto w ślepia, marszcząc nieznacznie brwi w zastanowieniu.
-Wydaje Ci się, że jesteś idealnym psychoanalitykiem?- rzekł cicho głosem, zupełnie wypranym z jakichkolwiek emocji.-Moje emocje, to moja sprawa. Prywatna sprawa. Wisior wyłapuje odpowiednie ciśnienie w moim organizmie, które są bardzo czułe na zmiany w pogodzie, stając się idealnym pogodomierzem.
Wyjaśnił pokrótce, po czym pozwolił sobie na niewielki kęs bułki słodkiej, która dawała mu immunitet. Po prostu, do póki nie przeżuł i połknął swojego posiłku, nie mógł odpowiadać na jakiekolwiek pytania. Takie pomieszanie kultury z przyjemnością. W pewnym momencie usłyszałaś głośny grzmot na zewnątrz, zaś długi zygzak pioruna przeciął ciemne niebo, rozjaśniając na chwilę cała okolicę. Tuż po efektach świetlnych, po chwili słychać było silne bębnienie kropel deszczu o gładką ścianę szyby, zamazując ją i zniekształcając obraz za nią. Właśnie nadeszła burza, która była zapowiadana przez bruneta, który ze spokojem upijał nieco herbaty z filiżanki.
Wtem, do stołówki, wparowała znajoma postać mechanika, który niedawno polerował swój kij. Był cały mokry, zupełnie jakby niedawno wrócił z dworu, gdzie panowała zawierucha. Dysząc ciężko, natychmiast skierował się w Waszym kierunku, siadając okrakiem na najbliższym krześle, mając oparcie z przodu.
-O ludziska... Prawdziwy armagedon tam na dworze. Ciekawe co rozzłościło tak niebiosa?
-Mnie nie pytaj. Ja tylko umiem wyczuć pogodę, a nie nastroje Bogów.- rzucił krótko brunet do swego brata. Szybkie spojrzenie z ukosa natychmiast urwało rozmowę, na temat zmiany warunków atmosferycznych. Mechanik westchnął ciężko, opierając podbródek o oparcie krzesła, patrząc przed siebie z uniesionymi brwiami.
_________________
1. 2. 3. 4. 5. 6.7.
8. 9. 10. D.O.
Typhlosion RapsodiaFlame Charge, Smoke Screen, Flamethrower, Flame Wheel, Swift, Quick Attack
Noctowl Moonlight Air Slash, Peck, Hypnosis, Confusion, Reflect, Echoed Voice
Meganium Taiyo Tackle, Vine Whip, Magical Leaf , Poison Powder, Reflect, Body Slam
Pupitar Tetra Bite, Sandstorm, Rock Slide, Scary Face, Dark Pulse
Flaaffy Bella Tackle, Growl, Thunder Shock, Cotton Spore, Elektro Ball
Ledyba Iris Tackle, Supersonic, Comet Punch
Sneasal Shadow Ice Punch, Quick Attack, Scratch, Faint Attack, Icy Wind
Eevee MorganaTackle, Quick Attack, Bite, Swift, Sand Attack
Croconaw Dundee Scratch, Water Gun, Bite, Rage, Bubble Beam
Charmander Lizardon Scratch, Growl, Ember, Smoke Screen, Metal Claw(35%)
Venipede ??? ??? ??? ??? ??? ??? ???

Zwycięstwa|Remisy|Przegrane=7|5|2
Odznaki: [.] [.] [.] [.] [.]
Dni podróży: 15
Lokalizacja: Goldenrod City *WIOSNA*

DZIENNIK PRZYGÓD + Ekwipunek

Do otrzymania: , HM03 Surf, , , TM02 Dragon Claw, Orange Island, TM79 Dark Pulse, , , /

Curse me, hate me, hurt me, kill me
 
 
Rosallie 


Wysłany: 2013-01-28, 08:48   

Wysłuchawszy do końca słów chłopaka, Roz spuściła spojrzenie, skupiając je na galaretce ciastka, jakby z nutką focha, obrażenia się. Ściągnęła brwi i poczęła ją dzióbać łyżeczką.
- Nie uważam się za psychoanalityka... Ani nie uważam, że mam w sobie coś idealnego... - zaczęła równie głosem pozbawionym emocji, aczkolwiek pewnie cichszym od tonu bruneta, bo prawie szeptem. - Doszukuję się tylko odpowiedzi... Mam raczej naturę badacza i... wybacz, że wypuściłam ciekawości wodze... - dodała zaraz i wzięła sporawy kawałek sernika do ust. Mimo swojego poirytowania własną osobą, starała rozkoszować się chłodną substancją i słodyczą rozpływającą się w ustach, ale prawie na marne, bowiem zaczęły docierać do niej kolejne brzydkie fakty. Zmaściła to. Kiedy już myślała, że Smokie przestał ją traktować całkiem obojętnie, ta musiała wystrzelić i wszystko zepsuć. Teraz nie miała wyjścia, jak sobie tylko "pogratulować".
No i ku zdziwieniu - czy nawet nie - do pomieszczenia wparował brat tego tu obok siedzącego. I kiedy ten z hukiem przysiadł się obok, ta nawet nie drgnęła, jakby nie zauważając jego przybycia.
Lawendowooka w ciszy wysłuchała wymiany zdań, po czym korzystając z okazji, westchnęła cicho, oczyszczając się z nagromadzonych emocji i przybierając normalny wyraz twarzy, zaczęła swoją kwestię.
- Jesteście, Panowie, skąd, czy może podróżujecie? Bo jeśli to drugie, to czy mogłabym się z wami zabrać kawałek? Wierzę, że wspólna podróż - nawet ta nie trwająca specjalnie długo - może być milsza i ciekawsza... i bezpieczniejsza... Chyba że mieszkacie w tym mieście... wtedy chciałabym zapytać, czy--... - tu na powrót zmarszczyła brwi - ...czy nie znacie może czasem niejakiego Ray'a Broken... Starszego pana, przemieszczającego się na wózku inwalidzkim...
To chyba jasne, że Rosallie skorzysta z każdej nadającej się okazji by zlokalizować dziadka... Nawet jeśli nie ma najmniejszych szans na to, żeby przebywał gdzieś tak blisko jej rodzinnego miasta... Ale musi mieć pewność, że szukała wszędzie... Żeby nie musiała żałować, że jeśli okazałoby się, że przeszukała cały region, a jej dziadek przez cały czas był na wyciągnięcie ręki.
_________________
 
 
 
Omega 



Wysłany: 2013-01-28, 11:19   

Twoja reakcja nie robiła na brunecie żadnego wrażenia, jednak chłopak z charakterystycznym irokezem westchnął ciężko, zerkając na Ciebie ukradkiem. Zapewne Tobie współczuł takiego traktowania ze strony brata, któremu nie wpadłaś w oko. Smokie ponownie wziął łyk herbaty, tym razem wysuszając filiżankę, jednocześnie kończąc swój jedyny posiłek. Zaklaskał w dłonie, otrzepując je z pozostałości cukru pudru, po czym oparł się łokciami o stoliczek, lekko pochylając się do przodu. Mechanik natomiast sięgnął po porcelanowe naczynko, łudząc się że spróbuje chociaż odrobinkę wspaniałego naparu z listków herbaty. Na marne... ponownie westchnął, tym razem wzruszając ramionami. Pozostało jedynie odpowiedzenie na Twoje pytanie oraz wypowiedzenie się obydwóch chłopaków na temat wspólnej podróży lub przechadzki. Pierwszy odezwał się mechanik, który uniósł obydwie brwi, kierując swoje spojrzenie prosto na Ciebie. Jego usta przypominały wpierw wąski pasek, po czym utworzyły coś w rodzaju dzióbka.
-Wydaje mi się, że kiedyś słyszałem podobne nazwisko, jednak nie pamiętam gdzie. Jeśli o mnie chodzi, to nie ma nic przeciwko wspólnej tułaczki, jednak ostateczne zdanie należy do Smokie'go. Niestety, ale starszy decyduje za wszystkich...- odpowiedział chłopak z irokezem, odpowiednio dawkując swoją bezradność w głosie, zupełnie jak i radość zmieszaną z zainteresowaniem. Brunet natomiast przekręcił głowę na bok, aż kości w karku zagrzechotały charakterystycznie, zupełnie jakby miał ochotę samemu sobie skręcić kark. Po chwili uniósł tylko jedną brew, zaś jego oczy wyrażały pustkę... zastąpioną przez kującą obojętność.
-Z reguły podróżuję sam, ze względu na mój fach. Nie lubię się troszczyć o innych, kiedy sam wiem co uczynić w danej sytuacji. Jeśli tak bardzo chcesz zwiedzać ten region w czyimś towarzystwie, to Toshi zapewne będzie zadowolony. Prawda Toshi? - wtem brunet przerzucił swoje spojrzenie na brata, który automatycznie podskoczył na samo hasło wspólnego podróżowania. Na twarzy mechanika pojawił się zdrowy rumieniec, zaś on sam roześmiał się nerwowo, drapiąc się w tył głowy.
-Uznaję to za tak. Zazwyczaj umawiamy się, że za tydzień widzimy swoje gęby w wyznaczonym mieście. Do tego czasu robimy co tylko chcemy, byle stawić się na spotkanie. Następny nasz cel, to miasto Azalea.
Wyjaśnił chłopak, po czym wstał bez słowa zza stoliczka, podszedł do dziewczynki od "Kawiarenki" oraz zapłacił jej odpowiednią ilością pieniędzy. Po tej czynności, odwrócił się na pięcie i pomaszerował prosto do wyjścia ze stołówki. Co dalej się z nim działo? Trudno powiedzieć. Póki co, miałaś nowy cel który został narzucony przez Sanders'a. Toshi natomiast wypuścił ciężko powietrze z płuc, opierając podbródek o poręcz krzesła, jednocześnie pozwalając ręką swobodnie opaść.
-Ma bardzo ciężki charakter. Teraz mam wyrzuty sumienia, że skierowałem Ciebie właśnie do niego. W końcu mogłem zacisnąć zęby i pójść z Tobą na ten pomost. Heh...
Na te słowa odezwał się Larvesta, który zawarczał nieco flegmatycznie, zapewne nie potrafiąc wykrzesać niczego innego z nabrzmiałego brzuszka. Póki co, insekt próbował przekręcić się na brzuszek, by w jakimś stopniu czuć się bardziej komfortowo, jednak metoda na "bujanego" za dużo nie dawała.
 
 
Rosallie 


Wysłany: 2013-01-28, 12:58   

Nastrój zrobił się prze-straszliwy - a przynajmniej dla dziewczyny. Czuła się winna, ale z twarzy nikt nie wyczytałby u niej smutku, a jedynie naburmuszenie i złość. Była zła na siebie i... na bruneta. Dlaczego? Z jakiej racji? Przecież powinna być zła właściwie tylko i wyłącznie na siebie, prawda? Ale no, z jakiegoś powodu rozzłościł ją i Smokie. Kwestia "delikatności i nienaruszalności" chłopaka? Trzeba uważać jak na porcelanę, bo zranisz jego uczucia? Huh, no więc albo to albo... "mężczyźni". ... Nie patrzeć tak na mnie. Roz ma styczność z mężczyznami raczej pierwszy raz. Ci z klasy nie utrzymywali z nią kontaktu, bo była "zbyt cicha".
Właściwie fioletowowłosa nie wiedziała dlaczego poprosiła o tą rzecz tych dwojga. Skoro była rozzłoszczona, powinna tylko dokończyć deserek i udać się bez słowa do pokoju. Ale... chyba zbytnio ta dwójka ją fascynowała. Dużo chciałaby się od nich nauczyć i... to chyba górowało nad brakiem jakiejkolwiek chęci przebywania z nimi. Wystarczy samo spojrzenie na Smokie'go lub jego brata, a jej oczy zaczynają iskrzyć jak gwiazdy...
Gdy chłopak z irokezem zaczął o "znajomym nazwisku", Roz drgnęła, błyskawicznie wbijając wzrok w jego oczy. Emocje opadły zaraz, gdy okazało się, że nie wie nic więcej... Dziewczyna postanowiła wysłuchać wypowiadających się do końca, posyłając im poważne spojrzenia. Były one równie obojętnie jak te u trenera z którym łapała wodnego stworka. Uh, ależ ta obojętność jest zaraźliwa... Jednak ta u niej nie będzie wieczna, bowiem jak nic wymalowało się za chwilę u niej zdziwienie. Ba, zdziwienie z rumieńcem! Uh, nie mogła poradzić... Jak tu nie zaczerwienić się, gdy rumieni się chłopak, który nie zaprzecza na TAKĄ decyzję najstarszego.
Później to już tylko cisza z odrobiną krępacji. Lawendowooka odczekała, aż brunet zniknie z kawiarenki, by spuścić - nie wiadomo czy z ulgą, czy ciężko - powietrze. Wbiła beznamiętny wzrok w ostatnią cząstkę sernika na talerzyku, po czym zerknęła na Toshi'ego z zainteresowaniem, który zabrał raz jeszcze głos. Już na pierwsze słowa wstąpił na jej twarz lekki, delikatny uśmiech.
- Nie obwiniaj się... Naprawdę, nie ma potrzeby... Jedyne wyrzuty sumienia będę miała ja, jeśli okaże się, że decyzja Smokie'go i nasza wyprawa będzie dla ciebie ciężarem... - a to mówiąc przekręciła deczko głowę, by spojrzeć w oczy chłopaka. Przydałby się jeszcze jakiś gest, ale może lepiej żeby Roz niczego nie robiła, bo... nie wie jeszcze jak postępować z mężczyznami i na jakie ruchy może sobie pozwalać. To nie jest jak z podopiecznymi... Takiego możesz pomiziać po policzku, ale już chłopaka? Y-ym, lepiej nie... Coś sobie pomyśli... Dlatego więc ograniczyła się do tego uroczego spojrzenia, po czym złapawszy ostatni kęs ciasta, chwyciła za filiżankę, bo dopić zwyczajnie letnie już Cappuccino. Następnie wstała ostrożnie, podeszła do pani za ladą, by podziękować za posiłek i zapłacić za "swoje zamówienie", - bo już nie wiedziała co myśleć o Smokie'm, czy skoro zamówił to czy i zapłacił, czy co... więc nie będzie ryzykować - po czym podeschłszy do swojego Larvesty, wzięła go na ręce ostrożnością matki - i stęknąwszy ze śmiechem z ciężaru kluski.
- No... to co? To "widzimy swoje gęby"-- - zaczęła, z naciskiem na te ostatnie słowa - rano o szóstej, tak? Przy stoliczku w holu. Ah, i lepiej tam bądź, bo jeśli cię tam nie zobaczymy, przyjdzie cię obudzić Larvesta. - dodała z kocią minką, łapiąc jedną łapkę insekta i "machając nią papa"... Heh, chyba ognisty robal nie spali jej za to żywcem... miejmy nadzieję, że nie ma jeszcze na to siły, więc i będzie mu to obojętnie... Oby...
Ah, no i to zrobiwszy, wyszła z kawiarenki, mówiąc jeszcze po drodze "~Branoc." i udała się na powrót odszukać pokój, by paść na łóżko - wcześniej kładąc na nie obok Larvestę.
_________________
 
 
 
Omega 



Wysłany: 2013-01-29, 09:04   

-Ciężarem... największym ciężarem jest dla mnie fakt, że maszyna się zepsuła, a ja nie wiem jak ją naprawić... To dopiero ciężar.- odparł Toshi smutnym głosem, zupełnie jakby coś mu się przypomniało, co dręczyło go dłuższego czasu. Czyżby rzeczywiście jakieś dziecko jego twórczości "zachorowało" na poważną chorobę, zwaną u mechaników: awarią lub Error 503? W każdym razie szybko się otrząsnął ze swoich myśli, wracając do świata realnego, gdzie należało uzgodnić odpowiednie warunki wspólnej podróży. Jednak chłopak nie zdążył cokolwiek powiedzieć, ponieważ zdążyłaś już się dźwignąć na nogi oraz podejść do blatu kawiarenki. Jakoś tak wyszło, że dziewczyna za kontuarem nie przyjęła Twoich pieniędzy, kręcąc głową na boki oraz uśmiechając się uroczo.
-Tamten brunet zapłacił za Was oboje.- wyjaśniła przyjacielskim głosem, wychodząc zza swojego stanowiska i podchodząc do stoliczka, by zebrać puste filiżanki i talerzyki na srebrną tackę. Tak więc Smokie zadbał o uregulowanie rachunku, jak i wcześniejsze próby nawiązania jakiejkolwiek konwersacji z Twoją osobą. Cóż...
W każdym razie wzięłaś swojego pokemona na ręce, który zawarczał łagodnie, mając jedynie do siebie za obżarstwo. Zapewne teraz będzie pamiętać o ograniczaniu wielkości racji na talerzu. Jednak jego "doby humor" został natychmiast zniszczony przez chwycenie jego łapki oraz przymuszenie do stworzenia teatralnego gestu pożegnania się z mechanikiem. Insekt zmrużył groźnie oczy, wciągając z sykiem powietrze w płuca oraz ciężko je wypuszczając, zupełnie jakby zaraz miał wyzionąć ducha. Całe szczęście, to tylko westchnięcie niezadowolenia. Tak czy inaczej, Toshi uśmiechnął się szeroko do Waszej dwójki, a nawet uniósł wysoko rękę, by Wam pomachać.
Na holu panował kontrolowany przez Chansey spokój, która zmywała podłogę mokrym mopem, jednocześnie zmuszając nowo przybyłych do natychmiastowej zmiany pozycji. Ogólnie rzecz biorąc, było tutaj około sześciu osób i wszystkie tak samo mokre, jak mechanik... no może trochę bardziej. Różowy pokemon nie zaczepił Ciebie podczas czyszczenia podłogi, posyłając w Twoją stronę przyjacielski uśmiech. Tak więc, z minimalną ilością problemów podczas dotarcia do swojego pokoju, w końcu znalazłaś się w owej izbie. Była ona mała, jednak idealna do wypoczynku po długich dniach marszu lub ciężkich godzinach treningu. Jedno łóżko stało na przeciwko drzwi, tuż obok stoliczek z niewielką lampką. Dalej stał masywny kufer z jasnego drewna, obity solidnymi kawałami stali trzymające cała konstrukcję. Po środku pomieszczenia stał okrągły stół oraz trzy krzesła. Po lewej stronie znajdowały się drzwi do łazienki, gdzie można było się wykąpać, wyprać ubranie itp. Tak więc ułożyłaś na miękkim łóżku swojego podopiecznego, który nastroszył sierść oraz zrobił parę kółek wokół własnej osi, po czym ułożył się wygodnie na samym szczycie łoża, czyli na poduszce. Niestety, ale dla Ciebie pozostała tylko większa część mebla bez przyjemnej, puchowej "torby" pod głową. Zanim jednak zaśniesz, możesz poukładać sobie parę faktów w głowie, dokładnie przemyśleć swój wybór oraz zaplanować dalszy przebieg wydarzeń, pomagając nieco losowi. Zaś kiedy zaśniesz, to w spokoju zregenerujesz większość utraconych sił...

* * *Dzień 2* * *


Poranek był piękny, a przynajmniej tak by się wydawało. Niewielkie kropelki deszczu uderzały rytmicznie w szybę, prowokując do powrotu do Krainy Snów. Niewielki zegar nad drzwiami zastukał sześć razy, sygnalizując godzinę szóstą. Było tak spokojnie, cicho oraz ciepło pod kocykiem ubranym w białą poszwę. Larvesta przeciągnął się leniwie, odpychając się łapkami od Twojej głowy, wydając z siebie coś w rodzaju glamania, rozejrzał się zaspanymi oczkami po pomieszczeniu, po czym ponownie przyłożył głowę do poduszki. Zza okna dobiegły do Ciebie przyjemne trele ptaków, które postanowiły przysiąść na parapecie Twojego okna. Świat pokemonów budził się po spokojnej nocy, witając nowy i piękny dzień pełen czystego nieba, ciepłego wiatru oraz promieni słońca.
_________________
1. 2. 3. 4. 5. 6.7.
8. 9. 10. D.O.
Typhlosion RapsodiaFlame Charge, Smoke Screen, Flamethrower, Flame Wheel, Swift, Quick Attack
Noctowl Moonlight Air Slash, Peck, Hypnosis, Confusion, Reflect, Echoed Voice
Meganium Taiyo Tackle, Vine Whip, Magical Leaf , Poison Powder, Reflect, Body Slam
Pupitar Tetra Bite, Sandstorm, Rock Slide, Scary Face, Dark Pulse
Flaaffy Bella Tackle, Growl, Thunder Shock, Cotton Spore, Elektro Ball
Ledyba Iris Tackle, Supersonic, Comet Punch
Sneasal Shadow Ice Punch, Quick Attack, Scratch, Faint Attack, Icy Wind
Eevee MorganaTackle, Quick Attack, Bite, Swift, Sand Attack
Croconaw Dundee Scratch, Water Gun, Bite, Rage, Bubble Beam
Charmander Lizardon Scratch, Growl, Ember, Smoke Screen, Metal Claw(35%)
Venipede ??? ??? ??? ??? ??? ??? ???

Zwycięstwa|Remisy|Przegrane=7|5|2
Odznaki: [.] [.] [.] [.] [.]
Dni podróży: 15
Lokalizacja: Goldenrod City *WIOSNA*

DZIENNIK PRZYGÓD + Ekwipunek

Do otrzymania: , HM03 Surf, , , TM02 Dragon Claw, Orange Island, TM79 Dark Pulse, , , /

Curse me, hate me, hurt me, kill me
 
 
Rosallie 


Wysłany: 2013-02-04, 15:51   

Rose zanim jeszcze wyszła z kawiarenki, uśmiechnęła się do siebie, z deczko ściągniętymi brwiami. Gdy znalazła się już za drzwiami, westchnęła cicho i powiedziała krótko:
- Maniacy...
A już później nie było sposób nie myśleć o tym Smokie'm. Heh, zdawało się że to ona miała zapłacić, prawda? Znaczy, no bo przecież ona poprosiła go o pomoc. To ona powinna stawiać. Hm, może i ma trudny charakter, ale jest przecież... fajny. Taa, jak tu próbować inaczej określić go po tym geście? Na tą chwilę nie umiała. Może to przez chwilowy brak umiejętności z powodu zmęczenia jakie ją ogarnęło na poboczną myśl o cieplusiej kołdrze i miękkim łóżku? Taa, to musiało być to. Teraz nic jak tylko dotrzeć do pokoju i odetchnąć po tym całym szalonym dniu. Trzeba pokonać tylko dystans mokrej podłogi i korytarz... Odwzajemniając uśmiech różowemu pokemonowi, Rosallie spróbowała pod kontem światła zobaczyć, czy da się przejść nie czyniąc nowego bałaganu i uniknąć tym samym dodatkowej pracy dla pomocniczki siostry Joy... Uczyniwszy to wyciągnęła kluczyk, spojrzała na numerek i odnalazła swój pokój... Skorzystawszy ze światła palącego się na korytarzu, dotarła do lampki, zapaliła ją, posadziła swojego Larvestę na łóżku i zamknęła drzwi na łucznik... Zaraz po tym padła na łóżko twarzą do kołdry, ale nie trwała tak długo, bo wiedziała, że musi załatwić jeszcze parę spraw. Pozwoliła sobie zamruczeć głośno - głośno, bo wiedziała że pościel ją zagłuszy - po czym stoczyła się leniwie, by upaść hukiem na podłogę. No inaczej by nie wstała. Nie ma bata... Dlatego od czasu do czasu trzeba używać... innych, trochę dziwniejszych metod.
Usiadłszy na tyłku ziewnęła przeciągle i spojrzała na swoje pozostawione tuż przy drzwiach bagaże. Dotarła do nich na kolanach i wyrzucając w powietrze ubrania na kolejny dzień, rozprostowała w rękach zwiniętą wcześniej piżamę w formie sukienki. Teraz już z większą siłą woli podniosła się na nogi i na nic nie zważając, poczęła zrzucać z siebie rzeczy by przywdziać za chwilę pachnące ubranie nocne. Następnie stanęła przed umywalką w łazience, umyła zęby i określiwszy nieprzychylny stan włosów, umyła je nad wanną. Także z ręcznikiem na głowie i kolejnym ziewnięciem siadła na łożu, by zdać sobie sprawę, że jej poducha została bezpowrotnie przywłaszczona. Na to wysunęła jak dziecko do przodu dolną wargę, ale zaraz po tym uśmiechnęła się tryumfalnie, przyciągając do siebie torbę i wyciągając z niej małą, na wielkość głowy, różową, pokrytą jakby meszkiem poduszeczkę, z wyszytym na przedzie misiem.
- Nie ma sposobu bym bez tego się gdzieś ruszyła... - powiedziała zwyczajnie, przykładając głowę do rószoffej (xd) miękkości. Rzuciła ją obok insekta i zdjęła ręcznik z głowy by zacząć je suszyć.
- Z rana jak tylko wstaniemy, nastawię pranie i ruszymy na zakupy... Czy tego będziecie chcieli, czy nie... - zaczęła, mając oczywiście na uwadze ognistego samczyka i chłopaka-mechanika. - Też niezbyt mam na to ochotę, ale czym szybciej zakupimy leki i jedzenie, tym szybciej ruszymy w dzicz. Ah, i może ekspedientki widziały dziadka... - dopowiedziała jeszcze, przeczesując palcami mokre włosy. Dumając teraz w milczeniu, pozwoliła sobie opaść wzdłuż łóżka - uważając rzecz jasna na towarzysza. Zamknęła oczy i westchnęła ciężko. Jakoś źle jej się zrobiło. Czy to na wspomnienie o dziadku? A może na myśli o Growlithe... Szczerze powiedziawszy nie wiedziała, że tak szybko zakocha się w jej nowym podopiecznym... Nie jest to trochę nie w porządku, że tu znajduje sobie jakby kogoś w zamian..? Co na to Larvesta? I czy Growlithe w ogóle będzie ją pamiętał...
I tu jakby lawendowooką uderzyło... Jeśli mały trafił do schroniska, równie dobrze po tylu latach mógł zostać przez kogoś przygarnięty... Może jest już nawet wyewoluowany? Może i ktoś zabrał go do służby policji, lub wywiózł do innego regionu... Nagle szanse odnalezienia go stały się takie malutkie... takie nikłe... że prawie niemożliwe...
Fioletowowłosa spojrzała z grymasem smutku na leżącego na dużej poduszce pokemona. Jest w ogóle sens go szukać? Już ma swojego "pupila". I nawet w pewnym sensie oddanego. Przyglądając się teraz każdemu szczegółowi ciałku insekta, podziwiała jego futerko, łapki i jaspisowe oczy... Od razu wracają wspomnienia jego ataków... Leciał i działał jak jakaś w jakiejś furii...
Wzdychając ciężko, Roz złapała się za część włosów opadających jej niezgrabnie na prawą stronę twarzy, i tak trwała, patrząc na sufit z wyrazem twarzy jakby zaraz miała uronić parę łez. Zaledwie jeden dzień, a ona już nie wiedziała czy dobrze robi i... w ogóle co powinna począć. Wrócić do domu? Pokazać rodzinie że mieli rację i że ona zadziałała nad wyraz niemądrze? Och, nie! Zobaczą Larvestę... I znowu go jej zabiorą! Nie... Nawet nie ma ochoty wracać... W sumie czuła już do tamtego miejsca obrzydzenie...
Cokolwiek się stanie, ona nie wróci. I czy odnajdzie psiaka, czy nie - bez względu na to w jakich okolicznościach to będzie, oraz bez względu na uczucia - znajdzie dziadka.
Chcąc sobie dać na razie spokój z tym ciągłym i uciążliwym zastanawianiem, podniosła się do siadu, usiadła w pozycji "po turecku" i zamknęła oczy, wziąwszy sobie jeszcze głęboki wdech. Usunęła wszelkie myśli... starała się wyciszyć, myśląc tylko o otaczającej ją ciemności. Taa... coś ala-medytowała teraz... Jak na razie to działało na te cięższe chwile...
I tak spędziwszy z 10 minutek, otworzyła beznamiętne oczy, by spojrzeć na śpiącego już pewnie - lub czuwającego - robaka.
- Ognista Furia... Ognista Furia i Nowa Nadzieja. - wypowiedziała te słowa w szepcie... Jak pewnie możecie się domyślić - to imiona jej pokemonów... Pasowały do nich... i prawdę mówiąc podobały jej się te...
Potraktowawszy jeszcze włosy dłońmi, wsunęła się pod kołdrę i podstawiając sobie pod głowę różową podusię, zasnęła...

* * *Dzień 2* * *


Nieistotne czy coś jej się dziś śniło, czy nie. Rose otworzyła delikatnie oczy na uczucie dziwnych prób odepchnięcia się czegoś od jej głowy... Nie zobaczyła tego czego się spodziewała; tego co na co dzień widywała nim wstała. Zwykle widziała regał z książkami, okno na dobrze znane jej podwórko i masywne, oklejone sklejką biurko, na której spoczywały podręczniki, lampka i kubek z przyborami szkolnymi. Kwestia sekund gdy przypomniała sobie, gdzie tak naprawdę się znajduje. I napełniło ją to jakby niewielką - ale jednak - radością. Odgadła też, że to coś, co pewnie nieświadomie ją budziło, było jej ukochanym nabytkiem kolekcji, zwanej drużyną trenera.
- Też bym jeszcze pospała, ale chyba trzeba wstać... I może zabawić się w budzenie tego kawalera ze wczoraj... - powiedziała, po czym ziewnęła ile jej się nazbierało, by jak wczoraj stoczyć się i spaść z hukiem na podłogę. Od razu wstała. No i zebrawszy świeże ubrania, poszła do łazienki. W miarowym tempie zajęła się tym, co planowała, czyli między innym nastawieniem prania, przywdziania świeżych, podobnych do tej co wcześniejszego dnia spodni, bluzeczki na ramiączkach i długiego, szarego golfa, no a i wcześniej, zanim się ubrała odświeżyła się, rzecz jasna. Następnie rozczesała włosy i wsadziła co trzeba z powrotem do torby, wyciągając z niej przy okazji portfel.
- No, wstawaj, ruszamy. - dodała ochoczo, otwierając drzwi. Zerknęła jeszcze na pokój... Jak wróci po rzeczy to posprząta... ... !?
- Och, pranie--... - rzuciła, wystrzeliwszy przed siebie i pokazawszy się z nimi w drzwiach. - Tylko wywieszę i ruszamy... - dodała, po czym otworzyła okno, by ułożyć starannie ubrania na sznureczkach - czy na czym to tam było. Byle by wyschło, nie? - Już, już... - rzekła i wyszła na zewnątrz, by zamknąć po chwili drzwi na klucz. I co dalej? Dalej to tylko poszła korytarzem, by - mając nadzieję - znaleźć w holu Toshi'ego.
_________________
 
 
 
Omega 



Wysłany: 2013-02-08, 12:31   

Obudziłaś się... w końcu. Mimo tego, że wybiła już odpowiednia godzina, to wolałaś się mozolnie wygrzebać z łóżka oraz doprowadzić siebie do stanu używalności, nie zapominając o wstawieniu prania. Larvesta spojrzała na Ciebie spod przymrużonych i zaspanych powiek, przykładając głowę do poduszki oraz przewracając się na plecy, by wyciągnąć ku górze wszystkie kończyny wzdychając ciężko. Pewnie w jego mniemaniu robiłaś tyle hałasu, że nie dało się spokojnie już zasnąć, a tylko leżeć z zamkniętymi ślepiami. Włączona pralka wirowała, wlewała w siebie odpowiednią ilość wody, dodawała proszku i podskakiwała delikatnie. Insekt wypuścił ciężko powietrze w niezadowoleniu, jednak mógł się ograniczyć tylko do tego, bo cóż innego mu pozostało? Leniwie, niczym beczka pełna siarki, sturlał się na prześcieradło, zaś kiedy poczuł nawrót sił w nóżkach, powstał na nie i zgrabnie zeskoczył na podłogę. Nadal był zaspany, o czym świadczyły jeszcze przymrużone powieki, niezadowolony oraz grzywa mu się rozczochrała. Ze stoickim spokojem oczekiwał Twojego powrotu z łazienki, zaś kiedy w końcu doczekał się, ruszył prosto w stronę drzwi... nadal zamkniętych. Przypomniałaś sobie o rozwieszeniu ubrań, które nadal wirowały się w pralce. Póki co, nic z tym nie mogłaś zrobić, tak więc należałoby ruszyć do głównego holu oraz odnaleźć mechanika. Larvesta westchnęła przeciągle, kręcąc łebkiem na boki dezaprobatą, po czym ruszył za Tobą. Tym razem, porównując poprzedni dzień w Centrum Pokemon, teraz musiałaś wykonywać najróżniejszą gimnastykę podczas omijania najróżniejszych osobowości i ich pokemonów. Najlepiej miał samczyk, ponieważ pełzł bez obaw przed siebie, zaś w razie niebezpieczeństwa, po prostu wywoływał ogniki na swoich pięciu rogach i straszył fałszywych agresorów. W holu panował zgiełk przemieszany z podnieceniem i ekscytacją. Zgromadzeni trenerzy komentowali mnóstwo spraw, opowiadając wszystko z własnego punktu widzenia, jednak po Toshi'm nie było żadnego śladu. Zegar nad szklanymi drzwiami przedstawiał godzinę... siódmą! Zapewne chłopak zrezygnował już z oczekiwania na Twoją osobę i wyruszył w pojedynkę.
-Hej! Co Ty robisz?! - usłyszałaś gdzieś obok siebie głos dziewczyny, która była wielce oburzona czyimś zachowaniem- To mój PokeBall! Oddawaj go cwaniaczku.
-Spokojnie. Naprawię go i będziesz mogła dalej z niego korzystać. Daj mi tylko chwileczkę...- tym razem odezwał się chłopak i prawdopodobnie należał on do grona Twoich znajomych. Wszystkie szepty i rozmowy dochodziły z prawej strony, tuż po wejściu do głównego pomieszczenia Centrum Pokemon. Gromadka siedmiu osób obległa jednego osobnika, który aktualnie siedział na kanapie. W lewej dłoni trzymał pogruchotaną kapsułę, zaś w prawej łapie, między palcami, znajdowały się po kolei: śrubokręt krzyżak, śrubokręt płaski, mały imbus, dłutko, zaś zaciśnięty między nogami trzymał półkilogramowy młotek. Mając wytknięty język i uniesioną jedną brew, próbował coś podważyć, potem postukać, rozchylić, aż w końcu ze zniszczonej kapsuły wyskoczyła czerwona poświata materializująca się w niskiego pokemona o wyglądzie różowej czereśni.
-To moja Cherubi... Udało Ci się ją odzyskać! Jednak co z kul...- tutaj dziewczyna wytknęła palec wskazujący prosto w "skaleczony" PokeBall, który nie wytrzymał paru sekund, tylko się rozsypał na kawałeczki. Mechanik próbował schować głowę między ramiona, czując się bardzo niezręcznie z faktu zniszczenia jedne z kapsuł nieznajomej. Mały pokemonik zerkał na swoją właścicielkę, której twarz zaczynała przybierać barwę dorodnej wiśni. Reszta gapiów zrobiła parę kroków do tyłu w obawie przed gniewem nieznajomej. Larvesta, obserwując wszystko z podłogi, jedynie westchnął przeciągle i pokręcił głową na boki.

_________________
1. 2. 3. 4. 5. 6.7.
8. 9. 10. D.O.
Typhlosion RapsodiaFlame Charge, Smoke Screen, Flamethrower, Flame Wheel, Swift, Quick Attack
Noctowl Moonlight Air Slash, Peck, Hypnosis, Confusion, Reflect, Echoed Voice
Meganium Taiyo Tackle, Vine Whip, Magical Leaf , Poison Powder, Reflect, Body Slam
Pupitar Tetra Bite, Sandstorm, Rock Slide, Scary Face, Dark Pulse
Flaaffy Bella Tackle, Growl, Thunder Shock, Cotton Spore, Elektro Ball
Ledyba Iris Tackle, Supersonic, Comet Punch
Sneasal Shadow Ice Punch, Quick Attack, Scratch, Faint Attack, Icy Wind
Eevee MorganaTackle, Quick Attack, Bite, Swift, Sand Attack
Croconaw Dundee Scratch, Water Gun, Bite, Rage, Bubble Beam
Charmander Lizardon Scratch, Growl, Ember, Smoke Screen, Metal Claw(35%)
Venipede ??? ??? ??? ??? ??? ??? ???

Zwycięstwa|Remisy|Przegrane=7|5|2
Odznaki: [.] [.] [.] [.] [.]
Dni podróży: 15
Lokalizacja: Goldenrod City *WIOSNA*

DZIENNIK PRZYGÓD + Ekwipunek

Do otrzymania: , HM03 Surf, , , TM02 Dragon Claw, Orange Island, TM79 Dark Pulse, , , /

Curse me, hate me, hurt me, kill me
 
 
Rosallie 


Wysłany: 2013-06-08, 17:05   

Westchnęła ciężko. Oto kolejny powód, dlaczego Roz woli bardziej noc od dnia. Z pokoju wyszła w dobrym humorze, a wydostała się z korytarza już zmarkotniała. Wspomniałam wcześniej dlaczego? Nie? Lawendowooka nienawidzi tłumów. Trzeba się przeciskać, ktoś nie zauważy i się cofnie prosto na ciebie, ktoś przeleci, przez co stracisz równowagę, no i kiedy się śpieszysz, ludzie cię opóźniają. Hm, zazdrościła w tej chwili Larveście... No ale z przygryzionymi zębami dostała się do tego holu.
Stojąc wśród grupek ludzi, ściągnęła brwi i rozglądała się z niesmakiem za tym, który miał na nią czekać. Z panującego hałasu i ruchu zaczynał ją brać stres, który objawił się odczuciem niekomfortowego bólu brzucha. Zagryzłszy jeszcze raz zęby, westchnąwszy i zacisnąwszy palce mocniej na portfelu, ruszyła wolno przed siebie, mając nadzieję, że może ujrzy po drodze mechanika z wczoraj. A jako iż trwało to dosyć długo, z brakiem nadziei, skierowała się w stronę wyjścia z budynku PC'ta. Ale w końcu go usłyszała. A-albo przynajmniej poczęła sądzić, że słyszy znajomy głos. Nie zastanawiając się, ruszyła w danym kierunku, po czym zapatrzyła się w odgrywanej scenie. Po chwili obserwowała poczynania chłopaka uśmiechając się kątem ust i podpierając o biodra. Bez słowa przypatrywała się radości dziewczyny z uratowanego pokemona, lecz potem, zaraz po roztrzaskaniu się PokeBall'a, spoważniała, rozglądając się i orientując, że właścicielce kulki i różowego pokemon'a niewiele brakuje do wybuchu. Huh? Toshi nie ma zamiaru nic zrobić..? Ehh, świetnie.
- Ej, tylko spokojnie... Pamiętaj, że uratował ci pokemona, ok? - wtrąciła się w końcu, wychodząc kawałek do przodu i stając obok mechanika. Gestem dłoni nakazała mu chowanie zabawek, podczas gdy ona postara się... zapanować nad sytuacją...
- To tylko PokeBall, prawda..? - rzuciła jeszcze, zacząwszy drapać się z zakłopotaniem po skroni.
_________________
 
 
 
Omega 



Wysłany: 2013-06-18, 16:08   

Nieznajoma nie spodziewała się, że ktokolwiek stanie po stronie pewnego mechanika, który w perfidny sposób uszkodził jej kapsułę. Dlatego też dziewczę odwróciło się w Twoją stronę z jeszcze większym oburzeniem, zaś jej palce zostały zaciśnięte tak mocno w pięści, że aż skóra pobielała. Pewne było, że jeśli ktoś nie powstrzyma awanturującej się dziewki, to ta nie zawaha się od zadania ciosu. Całe szczęście, ale Toshi idealnie zrozumiał Twoje przesłanie i czym prędzej zaczął chować swoje "zabawki" do torby i już miał zamiar stanąć oraz ruszyć w stronę wyjścia, kiedy to przez przypadek nadepnął na Larvestę. Robakowi prawie wyskoczyły oczy z orbit pod wpływem odpowiedniego nacisku na jego osobę. Kiedy niezdarny majsterkowicz uświadomił sobie, ze popełnił najgorszy błąd w swoim życiu, było już za późno... bardzo za późno. Zgromadzeni gapie natychmiast rzucili się do ucieczki, wyczuwając ognistą aurę wokół samczyka, który miał zamiar rozładować swoją furię na wszystkim i wszystkich. Mała Cherubi schowała się za nogami swojej właścicielki, nadal stojącej vis a vis Ciebie oraz próbującej opanować swoją chęć przed zrobieniem Tobie krzywdy. Dopiero palące ciepło zwróciło jej uwagę do tego stopnia, by odwrócić się w stronę źródła ukropu. W jednej chwili, zupełnie jak w kalejdoskopie, zamiast gniewu i purpury na twarzy, pojawiało się zaskoczenie, potem niedowierzanie, fioletowa groza, aż w końcu doszło do poziomu białej paniki. Nieznajoma chwyciła swoją podopieczną w ramiona, biorąc przykład z gapiów i skoczyła w stronę drzwi wejściowych. Toshi siedział skulony na kanapie, zasłaniając twarz swoją torbą, myśląc że to mu pomoże podczas uwalniania furii małej larwy. Niesamowicie wulkaniczna aura wokół Larvesty rosła w oczach, dotykając już prawie sufitu i przypalając tkaniny mebli oraz końcówki roślin. Zapach spalenizny, syk rozwścieczonego ognia wraz z krzykiem przerażenia zgromadzonych, przedstawiał iście dantejską scenę tragiczną. Siwogdzywy jedynie prychał gniewnie w pustkę, nie zwracając uwagi na otaczającą go zawieruchę.
 
 
Rosallie 


Wysłany: 2013-06-25, 00:16   

Natomiast Roz chyba nie spodziewała się takiej reakcji tej dziewczyny. Chociaż... może i się spodziewała..? Jedno było pewne - fioletowo-włosa czuła odrazę do takich ludzi. Nieznajoma zachowywała się jak dziecko... do tego jakby nie było wychowane... denerwujące się z byle czego i to tak bardzo. Z niedowierzania lawendowo-oka aż prychnęła, coraz bardziej rozwierając oczy. Nie wiedziała, co czuła do tej panny. No oprócz tej odrazy. Współczucie? Żal? Że tacy ludzie istnieją, co jeszcze los obdarzył ich szczęściem, że mogą być trenerami?
Samej nie chcąc zachować się niedojrzale, Rose zamknęła oczy i z trudem wzięła wdech. Spuściła powietrze i chciała coś dodać, powstrzymując się od rzucenia czegoś w rodzaju riposty, czegoś co - już nie obchodziło ją - czy tą obrazi, ale i uspokoi, w takim sensie, że se odpuści i pójdzie się wnerwiać gdzieś indziej. Jednak... no, coś ją uprzedziło. Kłopoty... I to znowu z winy mechanika. Teraz, nie kojarząc jeszcze z powodu chaosu faktów, patrzyła jak pomieszczenie PC'ta niewiarygodnie szybko pustoszeje. Wzrastająca temperatura też dawała się we znaki. W ciągu sekund dziewczyna zdawała sobie sprawę, że wilgotnieją jej ramiona i czoło. Upał stawał się nie do zniesienia i Roz miała ochotę, jak Toshi, zakryć czymś chociaż twarz. Ale nie było na to czasu. Ciepło nasilało się bardzo mocno i szybko. Jeśli Rose właściwie nie zareaguje, nie tylko ucierpi na zdrowiu, a odpowiedzialna będzie za spalenie się jedego z ważniejszych punktów miasta.
Odwracając się do Ognistej Furii, lawendowo-oka poczęła, zakłopotana, gestykulować otwartymi, czerwonymi dłońmi, jakby chciała uspokoić płaczące dziecko, z którym nie wie jak się zachować.
- Larvesta, stało się co stało, ale to nic! Pogładzę łapkę, ochłodzę czymś, ale uspokój się! - zaczęła, machając teraz rękoma z powodu piekącego w nich bólu. Oddychało się jej coraz ciężej i zaczynała dostawać wrażenia, że zaczyna się jej robić słabo.
- Toshi przeprosi--... - dodała, spuściwszy mocno i ciężko powietrze, już coraz słabszym głosem. - Toshi, chodź, przeproś go--... - złapała się dłonią za coraz - zdawało się - cięższą głowę.
Próbowała mówić coś jeszcze, ale przypominało to raczej bełkot. Już nawet nie chciało się jej ruszać z miejsca. Nie miała na to sił...
Więc co... tu się wszystko skończy..?
- Furia... - powiedziała słabo, starając się jeszcze trzymać na rozstawionych nogach. - Furia--... Prze--... ah... PRZESTAŃ! - krzyknęła w końcu, przybierając najgroźniejszy wyraz twarzy na jaki było ją teraz stać.
_________________
 
 
 
Omega 



Wysłany: 2013-06-25, 13:31   

Pożoga stawała się coraz bardziej nieznośna, jednak Ty postanowiłaś stawić jej czoło, próbując uśmierzyć wszystko w samym zalążku. Strach przed ogniem, który wcześniej ujawniał się w najróżniejszych formach, nagle gdzieś uleciał. Prawdopodobnie to był wynik sporej ilości adrenaliny, krążącej w żyłach dziewczyny. Wpierw próbowałaś ugłaskać pupila obietnicami złagodzenia cierpień fizycznych, jednak to nie podziałało. Larvesta stawał się jeszcze bardziej zawzięty, zaś jego gniew rosła z każdą chwilą. Kolejna próba polegała na zmuszeniu mechanika, by przeprosił owada. Chłopak lekko wychylił głowę zza swojej torby, zerkając raz na Ciebie, a raz na płonącego insekta. Pot na jego czole prawdopodobnie był spowodowany wysoką temperaturą, jednak symbolizowało jeszcze strach. Ręce lekko dygotały Toshi'emu, podobnie zresztą jak podkulone nogi.
-Ale... ale... ja... ja się boję ognia! Panicznie się boję ognia...- załkał młodzieniec, ponownie zasłaniając twarz swoją torbą. Najwyraźniej nie mogłaś liczyć na pomoc z jego strony, która mogła zadecydować o rozwiązaniu całej sprawy w pokojowy spokój. Pozostało jedynie błaganie lub też wydanie odpowiednich poleceń swojemu pupilowi, który odwrócił się do Ciebie przodem, patrząc się obojętnie jak słabniesz pod wpływem gorąca. Był niewzruszony, zupełnie jakbyś zasłużyła sobie na taki los. Ciężkie powietrze dostawało się do płuc, utrudniając znacząco oddychanie. Ból głowy był tak silny, że był w stanie rozerwać makówkę w niedługim czasie. Wtem stało się coś niesamowitego. Gdzieś z prawej strony wystrzelił średniej wielkości słup wody, który idealnie trafił w, trawiącego przez ogień, Larvestę. Ciecz skutecznie ostudziła Furię, pozwalając cienkim smużkom pary ulatywać z jego ciała. Proces gaszenia trwał nie więcej jak parę sekund, zaś sam owad przymrużał błękitne ślepia w niezadowoleniu, wzdychając ciężko oraz wypuszczając z pyszczka kilka kłębów ciemnego dymu. Jak się później okazało, bohater który uchronił Was od spłonięcia żywcem, jak i uratował Centrum Pokemon od rychłej śmierci w objęciach ognia, był nie kto inny, jak poznany wczoraj brunet o zafarbowanych na czerwono końcówkach. Sanders stał nieopodal marmurowego blatu, zaś obok niego stał niewielki stworek, który wyglądem przypominał krokodyla na dwóch nogach o "ubranku" w stylu jaskiniowca. Dumny z siebie Croconaw uniósł dumnie głowę do góry, wypinając również pierś ku przodowi. Smokie nawet nie zwracał na Was uwagę, jedynie patrząc gdzieś poza granicę kontuaru, jakby wyczekując na powrót Siostry Joy. Toshi ponownie wychylił się zza swojej torby, sprawdzając przyczynę nagłego obniżenia temperatury. Nic się nie odzywał, czując się winnym za narażenie wszystkim na niebezpieczeństwo. Larvesta natomiast był już spokojny, jednak byle pretekst mógłby go zmotywować do ponownego wybudzenia w sobie niszczycielskiego ognia. Pobliskie rośliny doniczkowe miały po nadpalane końcówki długich i wąskich liści, podobnie zresztą jak materiały osłaniające fotele, krzesła i kanapy.
_________________
1. 2. 3. 4. 5. 6.7.
8. 9. 10. D.O.
Typhlosion RapsodiaFlame Charge, Smoke Screen, Flamethrower, Flame Wheel, Swift, Quick Attack
Noctowl Moonlight Air Slash, Peck, Hypnosis, Confusion, Reflect, Echoed Voice
Meganium Taiyo Tackle, Vine Whip, Magical Leaf , Poison Powder, Reflect, Body Slam
Pupitar Tetra Bite, Sandstorm, Rock Slide, Scary Face, Dark Pulse
Flaaffy Bella Tackle, Growl, Thunder Shock, Cotton Spore, Elektro Ball
Ledyba Iris Tackle, Supersonic, Comet Punch
Sneasal Shadow Ice Punch, Quick Attack, Scratch, Faint Attack, Icy Wind
Eevee MorganaTackle, Quick Attack, Bite, Swift, Sand Attack
Croconaw Dundee Scratch, Water Gun, Bite, Rage, Bubble Beam
Charmander Lizardon Scratch, Growl, Ember, Smoke Screen, Metal Claw(35%)
Venipede ??? ??? ??? ??? ??? ??? ???

Zwycięstwa|Remisy|Przegrane=7|5|2
Odznaki: [.] [.] [.] [.] [.]
Dni podróży: 15
Lokalizacja: Goldenrod City *WIOSNA*

DZIENNIK PRZYGÓD + Ekwipunek

Do otrzymania: , HM03 Surf, , , TM02 Dragon Claw, Orange Island, TM79 Dark Pulse, , , /

Curse me, hate me, hurt me, kill me
 
 
Rosallie 


Wysłany: 2013-06-25, 14:51   

Patrzyła na obojętnego wobec niej pokemona coraz słabej, czując się mniej więcej jak wtedy, przy teście starca, który potem przydzielił jej Larvestę jako członka jej drużyny. Kwestia chwili gdy padłaby z wycieńczenia i gorąca na ziemię. Już nie myślała, obserwując jak temperatura gwałtownie maleje i jak oblewany wodą jest jej "pupil". Dotarło tylko do niej, że jeszcze nie zginęła i że jej podróż się jeszcze nie skończyła. Może jeszcze z pół minutki patrzyła tępo na ognistego stworka, aż postanowiła dać ciału spokój. Upadła na kolana, potem na tyłek, ale powstrzymała się od całkowitego wylądowania na ziemi. Miała ochotę "wyłączyć mózg" i nadzwyczajnej pozwolić sobie stracić przytomność, ale nie. Przeszywało ją pewne uczucie. I to coraz mocniej i mocniej... Najpierw było to rozczarowanie... Jej pokemon zignorował ją i był gotów wręcz ją skrzywdzić. Potem na miejsce tego rozczarowania, zawiedzenia się, wstąpił gniew, który wzrastał na sile. Zacisnęła piąstki, ciemne oblicze nastąpiło na jej zasłoniętą grzywką twarz i zatrzęsła się. Przez moment czuła gulę w gardle i wiedziała, że przy następnej myśli napłyną jej łzy do oczu, ale dziewczyna zagryzła zęby i zawzięcie tłumiła w sobie przyczynę gromadzącej się ochoty na płacz. W końcu w milczeniu wstała... i starając się utrzymać równowagę, pobiegła rozpędzając się w stronę korytarza, a potem korytarzem pod swój pokój. Nie traciła żadnej sekundy na zatrzymywanie się; nawet klucz trzymała już w dłoni, aby zwinnie i celnie wsunąć go do zamka drzwi. Błyskawicznie otworzyła drzwi i jakby wiedząc, gdzie wszystko leży, złapała dwa odpowiednie PokeBall'e. Po tym rzuciła się do wyjścia, zamknęła równie szybko drzwi i wróciła biegiem przed Larvestę. Ile to trwało... Pół minuty? Nie ważne... Miała na celu coś zrobić i zrobi to teraz... dopóki w niej gniew się iskrzy. I ten gniew bynajmniej nie zgaszą wodą...
Rosallie obdarowała Furię bardzo wrogim spojrzeniem.
- Żaden mój pokemon nie będzie wobec mnie nieposłuszny... - mówiła srogo, kładąc nacisk na każde wypowiadane słowo. Zaraz po tym kliknęła przycisk w jednym z trzymanych PokeBall'i i wypuściła obok wczoraj złapaną ChinChou.
- Chciałam trenować cię w nieco łagodniejszy sposób, ale jeśli to ci nie odpowiada--... - zaczęła znowu, tym razem obojętnym tonem i wzrokiem. - Nie dajesz mi wyboru. - dodała, po czym wskazała ręką w kierunku wyjścia z budynku. - Na dwór! I spróbuj nie posłuchać, a każę NN wycelować w ciebie wodny atak... Wtedy też zaczniemy łapać cię w PokeBall... - rzekła, nie patrząc na nikogo, jak na Larvestę i ChinChou, ale głównie na insekta.
_________________
  
 
 
 
Omega 



Wysłany: 2013-06-25, 15:51   

Nieposłuszny? Larvesta spojrzał się na Ciebie z rozbawieniem, zupełnie nie rozumiejąc Twojego oburzenia. Jak jakiś pokemon może być "nieposłuszny", skoro nawet nie został schwytany do jakiejkolwiek kapsuły? Co prawda, samczyk wcześniej przejawiał oznaki zaakceptowania Twej osoby jako jego właścicielkę, jednak ta furia musiała mu trochę poprzestawiać w głowie. Twój gniew go bardzo cieszył, BA!, pewnie nawet i satysfakcjonował, jednak nie spodziewał się jednej rzeczy. Że wypuścisz z PokeBall'a Chinchou oraz zamierzasz stoczyć z nim pojedynek. Wypuszczona samiczka przywita wszystkich radosnym uśmiechem, jednak kiedy zauważy spięcie między Tobą, a Larvestą, postanowi schować się w cieniu i nie ingerować. Podobnie zresztą postąpi Toshi, zupełnie nie wiedząc cóż uczynić w tejże chwili, zesunie się powoli z kanapy oraz trzymając torbę mocno dociśniętą do torsu, podbiegnie do swojego brata, kuląc się i trzęsąc ze strachu. Smokie wyglądał na niewzruszonego, jakby w ogóle nie interesowała go utarczka między dziewczyną, a jej pokemonem. Zapewne uznał to za coś normalnego. Że kiedyś stanie na Waszej drodze jakaś przeszkoda, która skutecznie będzie próbowała Wam przeszkodzić w nawiązaniu jakiegoś porozumienia. Insekt postanowił, tym razem, odpuścić sobie i wykonać polecenie swojej "właścicielki, sycząc coś do siebie pod nosem. NN zerkała na wszystko zza Twoich nóg, obserwując uważnie jak robak odwraca się powoli w stronę drzwi i zaczyna pełznąć do nich, by po chwili przejść przez nie na dwór. Zapewne Ty również postanowisz zrobić to samo, tak więc ruszasz na zewnątrz. Szklane drzwi rozsuwają się tuż przed Tobą, ukazując miasto skąpane w promieniach słońca. Nie było nawet śladu wczorajszej ulewy i prawdopodobnie wszystkie szkody były naprawiane o świcie przed odpowiednie jednostki. Tuż przed Centrum Pokemon stała grupka trenerów, którzy prowadzili ożywione rozmowy na jakiś temat, zapewne plotkując o wybuchu pożaru w Centrum. Widząc nachmurzone oblicze lawendowookiej oraz jej pupila, natychmiast uskoczyli na bok, by zrobić Wam przejście lub też niewielki krąg. Larvesta przejdzie kawałek przed Ciebie, by natychmiast stanąć pięć metrów od właścicielki i odwrócić się do niej przodem. Samczyk wydaje się być niezwykle pewny siebie oraz rozbawiony cała sytuacją, że spróbujesz go zdominować i pokazać kto tutaj rządzi. Chinchou będzie dreptać nieco za Rosallie, nie mając ochoty na jakiekolwiek walki, jednak obawiając się konsekwencji swojej niesubordynacji. Ostatecznie wyjdzie nieco przed Ciebie i będzie wyczekiwać poleceń, które będą miały wpływ na rozstrzygnięcie całego sporu. Co robisz? Owad zapewne nie zrezygnuje z przyjemności, jaką będzie utarcie nosa pewnej dziewczynie.
 
 
Rosallie 


Wysłany: 2013-09-06, 20:56   

Choć wokół niej zbierał się tłum, to widziała tylko swoje dwa pokemony. Gniew w niej nie malał. Wciąż była wściekła z nieposłuszeństwa i zachowania Larvesty. I chciała załatwić sprawę jak najszybciej, bo drażniło ją, gdy w jej świecie gruntownego porządku trwał chaos. Do tego nie cierpiała rzucać się w oczy, a zorientowawszy się, że jest w utworzonym przez ludzi okręgu, ogarnął ją jeszcze większy stres niż do tej pory.
Spojrzała w niebieskie ślepia zadowolonego stwora.
- Widzę, że się zapomniałeś! - powiedziała donośnym, poważnym tonem i mimo iż zadrżał jej z początku głos, mogła utworzyć jeszcze ciemniejszy nastrój (bo przecież samo wejście już było mroczne). - Dumny jesteś?! Bo właśnie nie sprzeciwiasz się tylko mnie, a swojemu Byłemu Mistrzowi! - krzyknęła, wskazując na niego i ściągając mocniej brwi. - Zdaje się, że na jego słowo miałeś się mnie podporządkować! Jesteś mój! - dodała donośnie i zagryzłszy zęby, spojrzała na Nadzieję. Zabawne. Nadzieja. Chinchou to jej taka Nowa Nadzieja na przyszły czas. Patrząc na nią, robiło się jej trochę lepiej.
- Supersonic, Mała. A potem go sparaliżuj używając Thunder Wave. Jeśli nie trafisz, spróbuj jeszcze raz... - powiedziała do niej spokojniejszym i pewniejszym siebie tonem, tak też na zachęcenie jej małej samiczki.
_________________
 
 
 
Omega 



Wysłany: 2013-09-07, 08:47   

Samczyk jakoś specjalnie nie przejął się Twoimi słowami, dotyczącymi swojej niesubordynacji oraz wykonywania woli swojego Mistrza, albo raczej Mistrza jego matki. Najwyraźniej doszedł do wniosku, że jeśli znalazł się poza zasięgiem wpływów ów starca, to może rozpocząć szerzenie swojej potęgi, zaczynając właśnie od Ciebie. Dominująca natura mogła robić swoje, jednak po wybudzeniu w nim uśpionych pokładów energii mogło doprowadzić do prawdziwej katastrofy. Cóż, odbyło się. Nieszczęśliwy wypadek w Centrum Pokemon oraz konsekwencje jakie musi ponieść Toshi będą nieuniknione. Teraz jednak należało skupić się w całości na agresywnym insekcie, który nie mogąc się doczekać rozpoczęcia pojedynku, zaczął rzucać wściekłe spojrzenia w tłum, próbując nastraszyć gapiów. Większość z nich cofała się do tyłu o parę kroków, jednak znaleźli się śmiałkowie o stalowych nerwach, którzy sięgali po swoje kapsuły i czekali na stosowny moment do wypuszczenia swoich podopiecznych. W międzyczasie, z budynku za Twoimi plecami, wyszła oryginalna parka w składzie: przerażony oraz bliski płaczu mechanik; przyciskający mocno swoją torbę z narzędziami do klatki piersiowej; wraz ze swoim bratem, wiecznie opanowanym brunetem z tajemniczym naszyjnikiem. Toshi oraz Sanders przystanęli na chwilę, zerkając na pole walki, na którym to Chinchou miała rozpocząć pojedynek z Larvestą. Została rzucona pierwsza komenda ataku, a tuż za nią kolejna. Wodna wojowniczka zawahała się przez chwilkę, jednak po chwili postanowiła skupić się na swoim celu oraz wysłać w jego kierunku kilka okręgów o błękitnej barwie, mające na celu oszołomić przeciwnika. Larvesta, będąc nieco bardziej doświadczonym wojownikiem, z łatwością uniknął tego ataku poprzez zgrabny skok w bok. Wykorzystując swoją, chwilową przewagę, insekt wystrzelił z pyszczka lepką sieć, która natychmiast opatuliła całe ciało samiczki. Nadzieja została "odcięta" od świata zewnętrznego, skazana tylko i wyłącznie na łaskę samego rywala. Starter jednak postanowił nie atakować dalej, nadal będąc połączony cienką nicią ze swoją ofiarą, dając Tobie do zrozumienia, że to nie Chinchou jest jego rywalką. Los uwielbiał płatać figle, co też wodno-elektryczny osobnik wykorzystał na swoją korzyść. Co prawda String Shot był w stanie zakryć w całości Twoją kompankę, jednak pozostawił na wolności dwa czułka. Niewielkie wiązki prądy z nieskrępowanych baniaczków na końcu antenek zostały wypuszczone w nieznane. Thunder Wave był techniką punktową, jednak dzięki pozostawionej nitki ów atak mógł swobodnie powędrować do prawowitego właściciela. Larvesta nie zdążył wypluć pozostałości lepkiej substancji, zostając otoczony przez skaczące po całym jego ciele, niewielkie zygzaki prądu. Insekt został pomyślnie sparaliżowany, jednak Chinchou nie była w stanie dalej kontynuować swojej potyczki. Kibice wstrzymali na chwilę oddech, czekając na reakcję lawendowookiej dziewczyny. Obojętnie co by się nie wydarzyło, to potyczka i tak była wygrana, zaś morale w drużynie będą zależały od rodzaju wygranej.
_________________
1. 2. 3. 4. 5. 6.7.
8. 9. 10. D.O.
Typhlosion RapsodiaFlame Charge, Smoke Screen, Flamethrower, Flame Wheel, Swift, Quick Attack
Noctowl Moonlight Air Slash, Peck, Hypnosis, Confusion, Reflect, Echoed Voice
Meganium Taiyo Tackle, Vine Whip, Magical Leaf , Poison Powder, Reflect, Body Slam
Pupitar Tetra Bite, Sandstorm, Rock Slide, Scary Face, Dark Pulse
Flaaffy Bella Tackle, Growl, Thunder Shock, Cotton Spore, Elektro Ball
Ledyba Iris Tackle, Supersonic, Comet Punch
Sneasal Shadow Ice Punch, Quick Attack, Scratch, Faint Attack, Icy Wind
Eevee MorganaTackle, Quick Attack, Bite, Swift, Sand Attack
Croconaw Dundee Scratch, Water Gun, Bite, Rage, Bubble Beam
Charmander Lizardon Scratch, Growl, Ember, Smoke Screen, Metal Claw(35%)
Venipede ??? ??? ??? ??? ??? ??? ???

Zwycięstwa|Remisy|Przegrane=7|5|2
Odznaki: [.] [.] [.] [.] [.]
Dni podróży: 15
Lokalizacja: Goldenrod City *WIOSNA*

DZIENNIK PRZYGÓD + Ekwipunek

Do otrzymania: , HM03 Surf, , , TM02 Dragon Claw, Orange Island, TM79 Dark Pulse, , , /

Curse me, hate me, hurt me, kill me
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 1,09 sekundy. Zapytań do SQL: 9