Poprzedni temat «» Następny temat
Przygoda Rubinowej - odzyskać to, co utracone
Autor Wiadomość
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-01-25, 13:11   Przygoda Rubinowej - odzyskać to, co utracone

Rubinowa napisał/a:
Jej ojciec Vernon Hesper był znanym łowcą pokemonów, specjalizującym się w łapaniu i sprzedawaniu za duże sumy legendarnych pokemonów. Jego klientami byli zazwyczaj bogacze, którzy zamawiali pokemony ze względu na ich reprezentatywność by później trzymać je jako swoje maskotki. Miał wielu przeciwników, część trenerów uważała, że łapanie tak rzadkich pokemonów tylko dla uciechy i na wystawy jest uwłaczaniem zawodowi trenera. Wielu z nich zwinął okazy tuż sprzed nosa, nic więc dziwnego, że nazwisko Hesper nie kojarzy się trenerom zbyt dobrze.
Jej mama, Jenny Hesper była policjantką, jedną z oficer Jenny. W młodości była bardzo ambitna, zawsze lubiła pomagać ludziom. Niewinna i słodka, urzekła jej ojca, który zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia.
Kiedy urodziła się mała Ruby Jenny zrezygnowała z pracy oficera i zaczęła towarzyszyć Vernonowi z córką podczas wypraw. Z tego powodu do dziesiątego roku życia Ruby zwiedziła wszystkie regiony świata pokemon, lecz nigdzie nie miała prawdziwego domu, przez co nie poznała również żadnych przyjaciół.
Kiedy miała 10 lat jej życie drastycznie się zmieniło. Jej ojciec poszukiwał właśnie legendarnego Pokemona Thornadusa, znajdowali się w łodzi na środku morza, kiedy ten się pojawił. Burza, którą wywołał zniszczyła cały statek, oraz zabiła jej rodziców. Ruby przeżyła tylko dzięki temu, że jej ojciec nakazał swojemu Wailmerowi zabrać ją na grzbiet i płynąć do brzegu. Pokemon ciężko zniósł tą podróż, ona jeszcze gorzej. Ocknęła się już w szpitalu. Uczynna lekarka powiedziała jej, że jej rodzicom niestety nie udało się przeżyć sztormu zaś Wailmer nie dał się nikomu złapać do pokeballa, zaś zamiast tego odpłynął. Spędziła w szpitalu trzy tygodnie, udzieliła wielu wywiadów, jako że jej ojciec nie należał do ludzi anonimowych i jego śmierć stała się ważnym wydarzeniem roku. Następnie odwiedził ją mężczyzna, który przedstawił się jako Essen - prawnik rodziny. Wytłumaczył jej, że zgodnie z testamentem jej rodziców cały ich majątek opiewający na 8 miliardów pokedollarów ma przejść teraz w jej posiadanie. Testament zastrzegał jednak, że suma ta, oraz wszystkie pokemony posiadane przez jej rodziców zostaną jej przekazane dopiero kiedy pokona Elitarną Czwórkę regionu Hoenn oraz złapie przynajmniej jednego „legendarnego” pokemona.
Ruby wcale nie rzuciła się do walki. Zamieszkała razem ze stryjeczną ciotką córki kuzynki babki jej matki, w małym miasteczku w Hoenn. Przez 5 lat leczyła traumę, początkowo dygocząc ze strachu nawet podczas kąpieli. Bała się wody, zaś widok pokemonów przyprawiał ją o nudności. Pewnego dnia jej opiekunka (nawiasem mówiąc również oficer Jenny) przyniosła do domu rannego młodego Growlithe'a.
- Zajmij się nim, ja muszę dogonić tych ludzi, którzy próbowali je skrzywdzić. - poleciła kobieta, po czym zostawiła dziewczynę samą z pokemonem. Ruby nie bardzo wiedziała co robić i na początku nie robiła nic, ale Growlithe piszczał i skamlał – widać było, że cierpi. W końcu, pomimo swoich uprzedzeń przełamała się, podała mu podstawowe lekarstwa i nakarmiła go mlekiem dla małych pokemonów. Stan małego jednak wcale się nie poprawiał – piesek był przemoczony i wychłodzony – więc Ruby wzięła go na ręce, otuliła kocem i przytuliła do siebie, dzieląc się z nim swoim ciepłem przez całą noc. Nad ranem oficer Jenny znalazła ją śpiącą ze szczeniakiem w jej objęciach.
- Co mu się stało? - zapytała Ruby, po tym jak się obudziła. Oficer Jenny odpowiedziała, że jakiś bardzo nieodpowiedzialny hodowca próbował utopić cały miot małych Growlithe w jeziorze, bo „były zbyt słabe”. Tylko temu jednemu udało się przetrwać. Pies został u nich jeszcze przez kilka dni – aż nie odzyskał sił, a potem miał zostać zabrany do ośrodka szkoleniowego dla policyjnych Growlithe'ów. Ruby jednak zdążyła go pokochać, pomimo swojej dotychczasowej niechęci do pokemonów. Uznała, że nie może dłużej chować głowy w piasek, a im szybciej wypełni wymagania testamentu tym szybciej będzie mogła zamieszkać z powrotem w rodzinnej rezydencji i cieszyć się życiem z dala od pokemonów.
Tak więc wyrusza w podróż.


W małej mieścinie o nazwie Littleroot - korzennym miasteczku profesora Bircha, który sprawuje pieczę nad regionem - nie działo się za wiele. Większość mieszkańców Hoenn, a przynajmniej pobliska część, czekało na nadejście cieplejszych dni, które zwiastować będą nadejście wiosny. Niebo porankami zasiane było szybko przemieszczającymi się białymi obłokami, a zza nich mocno świeciło słońce. Znak ten sprawiał, że wyczekiwanie kolejnych dni było przyjemne, jak nigdy. Bowiem profesor Birch co roku z okazji powitania wiosny urządzał pewien spektakl i wypuszczał większość pokemonów na polanę, żeby przyzwyczaiły się do otoczenia i klimatu.
W tym wszystkim, poza szarymi mieszkańcami Littleroot, znajdywała się niezwykła postać. Osoba o niespotykanej, czerwonej barwie włosów i wybuchowym charakterze. U jej boku towarzystwa dotrzymywał pokemon o psiej rasie, wierny przyjaciel w nieszczęściu. Obecnie dziewczyna mogła ze spokojem drzemać i przewracać się na drugą stronę. Zegarek nie wybił jeszcze 8:00. W przytulnym mieszkanku oficer Jenny siedziała w zadumie i jadła szybkie śniadanie, wraz z Growlihte'm śpiącej Ruby. Pokemon ten bacznie informował kobietę o stanie młodej trenerki, jakby ich role kompletnie się odwróciły i to on sprawował pieczę nad bezpieczeństwem. Niemniej relacja ta była nieodzowną częścią doskonale zapowiadającej się współpracy między człowiekiem, a pokemonem, której wielu będzie w późniejszym czasie zazdrościć. Dzień się rozpoczynał, na dworze zieleń nadal pokryta była warstwami chłodnego puchu, a wiatr nie zachęcał do swobodnego marszu. Nic nie zwiastowało tez burzy lub jakichkolwiek opadów.
 
 
 
Rubinowa 


Wysłany: 2014-01-26, 11:33   

Najbardziej zawsze bolały mnie przebudzenia. Codziennie rano otwierałam oczy i przez parę sennych sekund nasłuchiwałam głosów moich rodziców. Trwało to tylko chwilę, dopóki rzeczywistość nie rozwiała przyjemnych oparów snu. Na samym początku zawsze zaczynałam wtedy płakać. Tak zaczynałam każdy dzień. Z biegiem czasu przyzwyczajałam się jednak do tych nieprzyjemnych pobudek i teraz wystarczyło, żebym przygryzła wargę i wstała. Potem zawsze pochłaniały mnie wydarzenia dnia, tak że aż do wieczora prawie udawało mi się nie myśleć o rodzicach.
Wyłączyłam budzik, który nie zdążył jeszcze zadzwonić. Lubiłam wstawać przed budzikiem - dawało mi to poczucie zaoszczędzonego czasu. Tym bardziej dzisiaj, kiedy miałam wreszcie ruszyć swoje leniwe cztery litery z Littleroot Town i rozpocząć swoją podróż.
- Growlie? - zawołałam, naciągając na głowę koszulkę i wkładając spodnie. Zawsze mnie zadziwiało, jak bardzo potrafiłam się przywiązać do niego w ciągu zaledwie kilku tygodni spędzonych razem. Kiedy pokemon podbiegł do mnie, pogłaskałam go po grzywie. - Dzisiaj nasz wielki dzień. - oznajmiłam, choć właściwie nie wiedziałam czy naprawdę jest się z czego cieszyć. Świat był wielki i pełen niebezpiecznych pokemonów.
Weszłam do kuchni, uśmiechając się do oficer Jenny.
- Dzień dobry. - przywitałam się uprzejmie, choć z dystansem. Jakoś nigdy nie potrafiłam z kobietą nawiązać takich relacji na jakie ona liczyła.
_________________
 
 
 
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-01-26, 12:20   

Codzienność poranka dawała się już we znaki. Rutyna i powtarzalne czynności nie dawały jednak zapomnieć o przeszłości. Ciężkie to brzemię i przysparzające wielu problemów, ale nieuchronnie ciągnące do wzmocnienia samego siebie, aby nie dać się pokonać. Dziewczyna o czerwonych włosach posiadała dobry humor. Mówi się, że wtedy nic nie sprawi jego pogorszenia, lecz nie mówi się ‘hop’, póki się nie przeskoczy. Zatem wypadało zagłębić się w teraźniejszej części dnia. Ognisty podopieczny Ruby doskonale wyczuwał swoją właścicielkę, do której się przyzwyczaił, toteż niemal telepatycznie wiedział, że się ocknęła. Niemniej wołanie pozwoliło mu na bezproblemowe znalezienie u jej stóp i przywitanie niegroźnym odgłosem szczekania. Potem oboje udali się do kuchni. Tam kobieta, będąca opiekunką dziewczyny, ubrana w mundur przegryzała jeden ze zrobionych tostów. Przypieczony chleb chrupał przyjemnie, gdy go jadła. W urządzeniu szykowały się już następne, a na stole uszykowane był powidła oraz krem orzechowy.
- Dzień dobry, Ruby. - odpowiedziała oficer Jenny, gdy tylko dziewczyna się zjawiła. Następnie oczekiwała w spokoju, aż dziewczyna się przysiądzie. Nie chciała dać po sobie poznać, że zaraz i tak wychodzi. Praca w policji posiadała spore wady, a jedną z nich było całkowite poświęcenie się służbie. Zero własnego życia. Siedząc ze spokojem nie potrafiła odmówić sobie uwagi.
- Przyszykuj Growlithe’owi karmę na resztę dnia i sama najedz się porządnie. Poradzisz sobie prawda? - wypowiedziała całkiem naturalnie, lecz czuć było wkradniecie się nutki obawy i sentymentu. Tak poważna osoba jak oficer policji nie rozklei się, ale potrafiła pokazać, że się martwi. Aby zamaskować niechciane emocje wstała od stołu i posprzątała po sobie. Czas utrzymywać prawo w należytym porządku.
_________________


 
 
 
Rubinowa 


Wysłany: 2014-01-27, 12:59   

Ruby podeszła do czajnika i nastawiła wodę na kawę. Wiedziała, że była trochę za młoda żeby ją pić, ale jeśli chciała mieć energię na cały dzień to potrzebowała przynajmniej odrobiny kofeinowego napoju. Wiedziała, że zanim woda się zagotuje, oficer Jenny już nie będzie w domu. Tymczasem oparła się o blat, czekając aż tosty wyskoczą z tostera.
- Spokojnie, ciociu. Poradzimy sobie, w końcu o samodzielności nauczyłaś nas dosłownie wszystkiego. - odparła, przyglądając się kobiecie. Nie czuła do niej nigdy nawet namiastki miłości, jaką dziecko obdarza rodziców, niemniej była wdzięczna kobiecie, która przygarnęła sierotkę z sześciocyfrowym saldem na koncie, z którego jednak nie mogła skorzystać. W praktyce oznaczało to, że Hesperówna był całkowicie na utrzymaniu pani oficer, a kobieta, choć nie miała ręki do dzieci, to starała się jak mogła.
- Pozdrowię od ciebie profesora Bircha. - zapewniła ją. Ruby wychowała się w świecie, w którym prawie każde dziesięcioletnie dziecko wybierało swojego pierwszego pokemona i wyruszało z nim w podróż by zostać trenerem pokemon. Od dawna wiedziała, że najbliższe laboratorium pokemon jest zawsze pierwszym przystankiem takiej podróży. Zastanawiała się, czy inne dzieci w jej wieku mają nad nią bardzo dużą przewagę.
Kiedy tosty były gotowe posmarowała jeden dżemem truskawkowym a drugi masłem orzechowym, po czym nasypała Growlithe'owi karmy do miski. Dopiero wtedy usiadła do swojego śniadania.

/Sorki, za tylko jeden odpis dziennie, ale byłam na weekend u babci ^^"/
_________________
 
 
 
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-01-27, 13:56   

Jak na najbliższą rodzinę oficer Jenny nie była aż tak ponura i oschle nastawiona do siostrzenicy. Nie spędzały ze sobą tyle czasu na swobodnych rozmowach ile trzeba było, przez co więcej poświęcała przygotowaniu dziewczyny. Zatem kobieta postawiła na zaopatrzenie Ruby w informacje potrzebne do samodzielnego zaopiekowania się Growlith’em i korzystniejszych aspektów bycia trenerem. Nie za wiele tego było z racji zapracowania kobiety na służbie.
- Oby. Na pewno wiele osób będzie śledziło twoje poczynania, więc tym bardziej uważaj. A ty Growli pilnuj jej, żeby nie wpadła w kłopoty. - puściła oczko do pokemona, który wydał z siebie przyjazny odgłos zrozumienia.- Na mnie już pora. Potrzebne rzeczy zostawiłam Ci na stoliku w pokoju. Nie zapomnij pozmywać przed wyjściem i powodzenia. - odpowiedziała stonowanym głosem i jak miała w zwyczaju, udała się stanowczym krokiem do korytarza, znikając za drzwiami wejściowymi. W międzyczasie czerwonowłosa doczekała się posiłku i mogła spokojnie wykonać zamierzane czynności oraz kontynuować rozmowę z ciotką. Psowaty stworek najadł się wystarczająco, żeby teraz siedzieć wgapiony w swoją właścicielkę i drapiąc się za uchem.
Skoro Ruby zdążyła już wspomnieć o wizycie u profesora, w takim razie trzeba było wybadać sytuację. Chłodny poranek w otoczce śnieżnego puchu z wystającą miejscami zieloną trawa i świecącymi promieniami słońca, nie był aż tak zniechęcający. Pogoda dopisywała, a temperatura była coraz wyższa z każdym dniem. Od rana na uliczkach, a właściwie placyku otoczonym domami mieszkańców Littleroot bawiły się już dzieci. Jedne ślizgały się na jeszcze zamarzniętym lodzie, inne lepiły bałwana, a grupka niesfornych chłopców rzucała w niego kulkami. Dom i laboratorium profesora były oddzielnie położone, ale mieściły się tuż przy domu oficer Jenny. Wyniosła budowla laboratorium wyznaczała punkt odniesienia miasteczka, bowiem jako jedyna konstrukcja wystawała poza drzewa lasu dookoła. Była już prawie 9:00, więc nic nie stało na przeszkodzie, by wykonać kolejny krok do zostania trenerem i opuszczenia tych stron w poszukiwaniu przygody.
_________________


 
 
 
Rubinowa 


Wysłany: 2014-01-27, 17:22   

Kiedy ciocia się odwróciła, Ruby uśmiechnęła się mimowolnie. Cokolwiek by nie mówić o ich relacjach, będzie jej brakowało tego domu i oficer. Jenny nigdy nie ograniczała jej wolności, pozwalała przyzwyczaić się do siebie stopniowo, ale była stanowcza - postępowała z nią właściwie tak jak z na wpół zdziczałym pokemonem. To odpłaciło się, bo Ruby w większości wyleczyła swoją wodną traumę.
- Miłego dnia w pracy! - zawołała jeszcze za odchodzącą kobietą. Potem zjadła śniadanie, popiła kawą i zabrała pozostawione rzeczy ze stolika w pokoju. Do plecaka spakowała tosty dla siebie i dwie paczki karmy dla Growliego.
- Nie spodoba ci się to, ale wychodzimy. - oznajmiła, zakładając kurtkę i białe buty na wysokiej podeszwie. Wiosna była już faktem, niemniej śnieg jeszcze nie zdążył stopnieć, więc pokemon umoczy sobie łapki. - No chyba, że wolałbyś schować się w pokeballu... - zaczęła, ale pies odparł jej warknięciem, które zapewne znaczyło "nie".
Wobec tego we dwójkę wybrali się do laboratorium, z uśmiechem na twarzy i pysku. Droga nie była daleka, dlatego szybko dotarli na miejsce. Ruby rozejrzała się za jakimś dzwonkiem, bo niegrzecznie byłoby wejść bez pukania.
_________________
 
 
 
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-01-27, 17:45   

Słuszność stała po stronie dziewczyny. Nie było w tym nic nadzwyczajnego, do czego nie przywykła już przez te lata. Emocje i odczucia trafnie podpowiadały jej, że trudno będzie opuścić to miejsce. To stąd posiadała najświeższe wspomnienia, te szczęśliwsze chwile z Growlith’em wliczane do puli całokształtu czerwonowłosej. Ruby bez wytchnienia rozmyślała o swoich planach i następnym krokiem było wyjście z domu zaraz za ciotką. Oficer Jenny prędko wybyła z wioski, aby sprawować porządek na sporym terenie w regionie Hoenn. Ognisty podopieczny Ruby nie lękał się śniegu ani zimna z prostej przyczyny - jego futro i natura chroniła przez wszelkimi mrozami. Zatem bez dwóch zdań zamierzał pilnować dziewczyny będąc u jej stóp. Wyjście z domu nie przyniosło pierwszego, okropnego chłodu, jaki zazwyczaj spotykał każdego. Powietrze nie wirowało, a słońce wręcz oślepiało, odbijając swoje promienie od białych płatów podwórza. Trenerka udała się wprost do laboratorium, gdzie powinna zastać profesora Bircha. W międzyczasie musiała uważać na nadlatujące kule śnieżne i latające dzieciaki. Niektóre, a już zwłaszcza pewna dziewczynka przywitała się z Ruby, a także z Growlithem. Uciechy musiały się prędko pogodzić z chwilową obecnością trenerki i jej stworka.
W chwile potem stanęli we dwójkę przed drzwiami do ogromnego gmachu laboratorium. Pukanie nie było konieczne. Do tego miejsca wchodzić mogli wszyscy, którzy mieli sprawę do Bircha. Wraz z przekroczeniem drzwi para bohaterów mogła dostrzec, że w środku znajduje się więcej niż jedna osoba. Był profesor w asyście pomocników oraz jeszcze jeden chłopak. Zielonowłosy nastolatek otrzymywał właśnie od naukowca pewne przybory, które powinien posiadać każdy początkujący trener. W dodatku za nimi ustawiony był piedestał z pucharem z wypustkami, gdzie do każdego przymocowany był pokeball - startery z tego regionu.
- Nie wiem na którego się zdecydować. - odpowiedział chłopak.
- Wybierz tego, który podoba Ci się najbardziej, albo o którym myślałeś najwięcej. - zaproponował brodaty profesor. W trakcie rozmowy zdążyli dostrzec nową osobę w postaci Ruby.
_________________


 
 
 
Rubinowa 


Wysłany: 2014-01-27, 18:01   

- Dzień dobry profesorze. - przywitała się Ruby, nie odrywając jednak wzroku od chłopaka.- Oficer Jenny przesyła pozdrowienia. - dodała, przenosząc wzrok na pokeballe. Podeszła bliżej i uśmiechnęła się do chłopaka.
- Hej, jestem Ruby a to mój towarzysz Growlie. - przedstawiła ich oboje, uśmiechając się. Była ciekawa, jakiego startera wybierze chłopak. Nie ulegało też wątpliwości, że nie był dużo młodszy, a może nawet był wręcz starszy od niej, a mimo to nie miał jeszcze żadnego pokemona. Widać osoby w jej wieku też czasem dopiero zaczynały.
- Jakie są do wyboru pokemony startowe? - zapytała z ciekawości, bo sama wiedziała, że zaczynać będzie z Growlithem. Byli już dobrymi przyjaciółmi, więc nie chciała rezygnować z niego na rzecz żadnego innego pokemona. Niemniej, ciekawa była jakie pokemony można było wybrać sobie na start. Postanowiła poczekać ze swoimi sprawami, aż chłopak się zdecyduje - w końcu to on był tu pierwszy i niegrzecznie byłoby przerywać mu, żeby poprosić profesora o jakieś wskazówki i podstawowe wyposażenie.
_________________
 
 
 
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-01-27, 18:34   

Profesor oraz jego asystenci poświęcili pełną uwagę nowo wchodzącej osoby. Ruby z kolei skupiła się bardziej na chłopaku, który z wesołym uśmiechem dokonywał wyboru, a teraz również uważnie przyglądał się koleżance. Przy innym przebiegu sytuacji z pewnością niechybnie zafascynowałby się ognistym psiakiem u boku Ruby. Pierwszy wtrącił się jednak Birch.
- Witaj Ruby, ciekawiło mnie kiedy się u mnie zjawisz. - odpowiedział przyjaźnie i przeszedł do zgłębiania tematu chłopaka. Nie podpowiadał ani nie wtrącał się dopóki nastolatek nie wykona kolejnego kroku. Trudny wybór przyćmiła dziewczyna i Growlithe. Odstąpił na razie od głowkowania nad wytypowaniem startera.
- Cześć, jestem Andy. Wow prawdziwy Growlithe. Chyba zdecydowałem kogo wziąć - powiedział z wielkim entuzjazmem i uśmiechnął się zadowolony. Najwyraźniej widok futrzaka pomógł w rozwiązaniu i lampka zaświeciła się z odpowiednia propozycją.
- Dobrze, więc wypuśćmy wszystkie trzy startery. Przy okazji Ruby dowie się, co to za pokemony. - nie czekając profesor skinął na jednego z asystentów, który po kolei złapał za pokeballe i uwolnił znajdujące się w nich stworki. Pierwszym był Torchik, pokemon ognisty kurczak; Mudkip, typ wodny śledź i na końcu Treecko, trawiasty gekon. Stworki posiadały odmienne charaktery i poznając co dopiero świat rozglądały się na boki oraz próbowały stawiać pierwsze kroki. Andy jeszcze bardziej się podniecił, a oczy zaświeciły mu blaskiem cudowności. Słodki obrazek starterów zmuszał do uległości. Nastolatek kucnął, aby potem wskazać wyprostowaną ręką na wodnego pokemona.
- Mudkip! Ma przewagę nad Growlith’em. - wyszczerzył się, gdy wstawał i ewidentnie doprowadził do wszczęcia rywalizacji między Ruby i jej towarzyszem. Profesor Birch ucieszył się na ten widok i zaśmiał ochoczo.
_________________


 
 
 
Rubinowa 


Wysłany: 2014-01-27, 19:20   

Patrzyłam, jak wybiera Mudkipa na swojego pierwszego pokemona. Kiedy oznajmił mi, dlaczego go wybrał pokręciłam głową.
- Nie powinieneś wybierać pokemona tylko dlatego, że ma przewagę nad moim. Na swojej drodze spotkasz wiele pokemonów o różnych typach. Przy wybieraniu tego pierwszego ważniejsze jest, by dokładnie odpowiadał twojemu charakterowi. - oznajmiłam, pewnym siebie głosem. Nawet nie wiedziałam, że zapamiętałam tak wiele z odległej przeszłości, kiedy jeszcze pokemony były całym moim światem. Od śmierci rodziców, praktycznie przestałam się nimi interesować, ale widać coś mi tam w głowie na ich temat zostało.
- Ale skoro jesteś taki pewny, że macie z Mudkipem przewagę, to możemy to sprawdzić w pojedynku. - zauważyłam, zaś w moich oczach można było dostrzec błysk. O tak, zdecydowanie geny robiły swoje - rywalizacja to było coś co uwielbiałam. - Ale jeśli my wygramy, podróż rozpoczniemy razem. - dodałam z przekąsem. Zakłady też bardzo lubiłam, a wierzyłam w siły moje i psa. W końcu ocaliłam go od śmierci a razem byliśmy już ładne parę tygodni, więc mieliśmy nad tamtym chłopakiem i jego pokemonem przewagę doświadczenia w stosunkach trener - pokemon.
_________________
 
 
 
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-01-27, 20:10   

Profesor Birch ustąpił pola nastolatkom, sądząc, że ta rozmowa nie przerodzi się w głębszy konflikt. Z jego punktu widzenia dobrze zaczęła się ich relacja, a to ze względu na motyw rywalizowania. W końcu nic tak nie motywuje, jak chęć pokonania nowo poznanych trenerów. Czysta satysfakcja i dodatkowo możność zaciśnięcia wspomnianych relacji. Andy naburmuszył się nieco.
- Przecież wiem. Ale to nadal podjęta przez mnie decyzja i uważam ją za dobrą. - skinął głową i uśmiechnął się zawadiacko. Oczywiście, że nie przegapi takiej okazji, która najwyraźniej chciał sprowokować i nieświadomie użył odpowiedniego rozwiązania. Po chwili odejście Bircha pociągnęło sytuację dalej. Musiał dodać bardzo ważny szczegół do wydarzenia.
- Świetnie, więc macie zamiar stoczyć pojedynek. Możecie to zrobić na tyłach w ogródku, ale najpierw Ruby weź swoje przybory i czym prędzej przeskanujcie swoje pokemony. Warto dowiedzieć się o nich wstępnych informacji zanim zaczniecie walkę. - wypowiedział sympatycznie. reakcją chłopaka było ogromne podekscytowanie. Zachowanie te sprawiało, że więcej stawiał na spontaniczność niż wiedzę, do której nauki się nie przykładał. Może to tylko pierwsze odczucie, że porywczość to jego główna cecha.
- Zaczynajmy, zaczynajmy już. Nie przegram, możesz być tego pewna Ruby.
Ze spokojem cała grupa mogła przenieść się za dom. Asystenci otworzyli rozsuwane, szklane drzwi na tyły. Miejsce to w większości było zasypane cienką warstwą śniegu, lecz przestronność sprzyjało swobodzie pojedynku. Andy z Mudkipem na rękach zaznajamiał się z nim, co podwyższało jego szanse na udane wyprowadzanie ataków i wydawanie komend. Nie zdawał sobie sprawy, jakie relacje łączyły Growlithe’a i czerwonowłosą. Nawet nie przyszło mu, żeby o to zapytać. Sam Birch przenikliwie spoglądał na dziewczynę, chcąc zobaczyć, co z tego wyniknie.
_________________


 
 
 
Rubinowa 


Wysłany: 2014-01-27, 20:22   

Skinęłam głową, kiedy Andy potwierdził swoją decyzję. Cóż, skoro zamierzał przy niej obstawać, zyskał kilka punktów w moich oczach. Nie uszło też mojej uwadze jego podekscytowanie - domyśliłam się, że raczej nie jest typem, który będzie stawiał na defensywę i przejdzie od razu do ataku. Sama nie uważałam się, za bardzo zrównoważoną osobę, ale perspektywa otrzymania pokedexu i pokeballi po prostu tak bardzo mnie nie cieszyła. Póki co pokemony uważałam tylko za sposób dotarcia do celu, choć przywiązałam się do Growliego i nie chciałabym, żeby coś mu się stało.
Wzięłam od profesora przyrządy i pognałam za chłopakiem do ogrodu. Było chłodno, to musiałam przyznać, ale słońce świeciło jasno i dodawało mi optymizmu.
- Growlie, nie ruszaj się. - poleciłam mu i wycelowałam w niego mały przyrząd. Nacisnęłam odpowiedni guzik i czekałam na to co zwróci mi w odpowiedzi.
Kiedy skończył, spojrzałam na Andy'ego.
- Jesteśmy gotowi, prawda Growlie? - oznajmiłam, a pies potwierdził to krótkim "Grau-grauu".
_________________
 
 
 
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-01-27, 21:12   

Cytat:

~ Mudkip
Dzięki płetwie na swojej głowie potrafi wyczuwać przepływ wody. Jego siła pozwala niszczyć głazy. Gnieździ się na dnie rzek i zakopuje pod mułem.

Typ:
Płeć: Samiec
Ruchy: Tackle (Akcja); Wycie (Growl)


Cytat:

~ Growlithe
Bardzo wierny pokemon, który nie ugnie się przed żadnym zagrożeniem. Dzięki silnemu węchowi potrafi zapamiętać wszystkie zapachy, a nawet dzięki nosowi odczytywać zachowania i intencje ludzi. Chroni swoje terytorium za wszelką cenę, ale mimo tego to przyjazny i oddany pokemon.

Typ:
Płeć: Samiec
Ruchy: Bite (Gryzienie); Roar (Ryk)


Chłód mógł być jedynie pomocny w ostudzeniu temperamentu chłopaka, gdy powinie mu się noga ze zbytniej pewności. Mimo to podchodził do starcia na równi. Był nieświadomy pewnych faktów, ale jego przeciwniczka również nie posiadała żadnych informacji na temat chłopaka. W chwilę po wyjściu pogoda dała się we znaki, a potem przemogło przyzwyczajenie. Mudkip w prosty sposób wyskoczył z uścisku Andy’ego, na jego polecenie i został prędko przeskanowany. Wszyscy mogli wpierw usłyszeć jak mechaniczny głos Dex’a wyczytuje informacje o poke-śledziu, a następnie na temat Growlithe’a. Według typów przewagę posiadał wodny starter. Wszystko i tak rozstrzygnie sama walka.
- Pozwoliłbym Ci zacząć Ruby, ale z Mudkipem aż rwiemy się do walki. - odpowiedział zawadiacko i rozkazał stworkowi szarżę na Growlithe’a, w której ma wykonać trzy uderzenia pod rząd. Nic skomplikowanego i przesadnego. Arsenał technik obu pokemonów nie grzeszył mnogością i sposobem utworzenia z nich wielu kombinacji. Trzeba było zdać się na udane ataki.
_________________


 
 
 
Rubinowa 


Wysłany: 2014-01-28, 21:27   

Fakt, że Andy postanowił rozpocząć walkę wcale mnie nie zdziwił. "Kto pierwszy zaczyna, ten pierwszy kończy, jak to mówią." pomyślałam, mając nadzieję, że w tym przysłowiu znajdzie się choć ziarnko prawdy. Tymczasem Mudkip zbliżał się do mnie i Growliego, zamierzając zaatakować Tackle i to trzy razy z rzędu.
- Growlie, zrób unik i użyj Gryzienia zanim Mudkip zdąży odskoczyć. - poleciłam. Liczyłam na to, że Mudkip wyprowadzając tak agresywną ofensywę i sprowadzając mojego pokemona do defensywy odsłoni jakieś słabe miejsca. A ponieważ oboje w swoim arsenale mieli póki co jedynie techniki normalne, więc miałam nadzieję, że nie zaskoczy nas żadną techniką wodną, co znacznie osłabiłoby nasze szanse.
Wierzyłam w swojego pokemona, wierzyłam w to, że sam wie jak walczyć. Ja musiałam go po prostu naprowadzić, a walka była jego instynktem. W końcu już jako mały szczeniak uciekł z objęć śmierci, nie wątpiłam więc, że nie da się łatwo pokonać.
_________________
 
 
 
Seiki 
Ruszoffy Druid


Wysłany: 2014-01-28, 22:01   

Pojedynek nie należał do podniosłych wydarzeń i raczej takim nie zostanie. Jedynie w głowie Andy’ego mógł opiewać w wielki wyczyn. Jak go wygra te wybujałe wyobrażenia nabiorą sporej mocy i ponownie przyjdzie mu radośnie świętować - ku zdenerwowaniu jego przeciwniczki. Taktyka nie wyglądała na podniosłą, ale to Ruby wiedziała. Nie wolno jej było bagatlizować sprawy, bo sama się jeszcze przejedzie na tym. Mudkip ruszył do boju.
- Dawaj błotniaku, to będzie nasz wielki dzień! - zaśmiał się wesoło, podrywając stworka do działania. Ten w przestępny sposób dreptał po śniegu, raz za razem topiąc łapki w jego odmętach. Nabrał wystarczającej prędkości, żeby przyzwyczaić się do podłoża. Nie można było tego powiedzieć o ognistym szczeniaku. Zwykłe uderzenia Mudkipa nie trafiły, dzięki zwinności futrzaka, lecz pierwsze lądowanie omal nie zakończyło się straceniem równowagi i poślizgnięciem. Growlithe wyczuł na tyle moment, żeby nie pozwolić na triumf przeciwnika. W ostateczności ugryzł wodnego startera prosto w jego płetwę na czubku głowy. Mudkipowi się to nie spodobało i zaczął wierzgać, a Growlithe poczuł niczym na rodeo, nie ustępując chwytowi.
_________________


 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 10